Historia i Kultura Publicystyka

A Ogień jeszcze się tli…

Tydzień temu obchodziliśmy rocznicę zamordowania Józefa Kurasia ps. ,,Ogień”. Marzec sprzyja refleksjom na temat bohaterów, którzy stali się ofiarami reżimu w latach 40-tych i 50-tych XX wieku. Ledwo skończyła się krwawa i nieludzka wojna, a już musieli mierzyć się z pragnieniem normalnego życia, stanąć znów z bronią w ręce na przeciw kolejnemu wrogowi.

Dzisiaj parę słów o ,,Ogniu”.

Z 21 na 22 lutego 1947 roku w szpitalu w Nowym Targu, po zaciętej walce z oddziałami NKWD oraz po próbie samobójczej zginął Józef Kuraś ,,Ogień”- żołnierz kampanii wrześniowej 1 Pułku Strzelców Podhalańskich, później dowódca legendarnego zgrupowania ,,Błyskawica”.

Najpierw Orzeł, później Ogień – Józef Kuraś nie jest tendencyjną postacią z podręczników do historii, jego życie pełne jest trudnych wyborów, ogromnego cierpienia i bohaterskiej walki. Po spaleniu przez Niemców domu w którym przebywała rodzina Kurasia: ojciec, żona i mały synek, Ogień postanowił wstąpić do AK. Ze względu na źle układające się stosunki z dowództwem, podjął decyzję o wstąpieniu do Batalionów Chłopskich i od tej chwili podlegał ludowym strukturom niepodległościowym.
Jego celem, pomimo socjalistycznych poglądów i rodzinnej chłopskiej tradycji walki z uciskiem, była niepodległość Polski. W strukturach nowotarskiego MO obsadzał swoich ludzi, obserwując jak działa tak naprawdę ,,budowanie demokratycznej polski ludowej”. Kuraś dowiadując się o jego ,,lustracji” przez WUBP ruszył ponownie do lasu i tam już został formując na własną rękę oddziały partyzanckie.
Jak wspomina adiutant ,,Ognia”, na pierwszym przemówieniu do swoich żołnierzy powiedział: ,,Walkę musimy zacząć od początku i teraz będziemy się bić za Polskę bez komunistów”.

Działalność ,,Błyskawicy” w przeróżnych dokumentach jawi się jako niezwykle skuteczna, oddziały podczas starć z komunistami ponosiły zazwyczaj niewielkie straty. Również wbrew temu co możemy przeczytać w różnych wybiórczych komunikatorach medialnych, ludność na terenie Podhala była przychylna Ogniowi i jego żołnierzom, pochwalając likwidowanie miejscowych rzezimieszków. Oddziały niekiedy przekazywały zdobyte ,,na wrogu” towary bezpośrednio ludności – dlatego Ognia nazywano często, również przez komunistów, Janosikiem.

Równocześnie na Podhalu w czasie wojny z nazistowskimi Niemcami funkcjonował Goralenvolk pod wodzą zdrajcy Wacława Krzeptowskiego – rodziny kolaborujące z Niemcami nierzadko odwiedzał Ogień z kompanią urządzając publiczne chłosty w celu ostrzeżenia. Nic więc dziwnego, że potomkowie tych rodzin dzisiaj stosują efekt wyparcia i ze wstydu nazywają Ognia ,,bandytą”.
Podobnie ma się oskarżanie Ognia o mordowanie biednych Słowaków na terenie Spisza – zapomina się jednak, że Słowacy już od początku wojny kolaborowali z Niemcami gnębiąc Polaków w celu przyszłego zagarnięcia tego terenu.

Szósta Kompania ,,Błyskawicy” z powodzeniem opanowała więzienie św. Michała w Krakowie, oddziały Ognia pod dowództwem Józefa Książka ,,Jastrzębia” rozbiły także PUBP w Nowym Targu oraz posterunek MO w Babicach. Akcje kierowane były przeciwko najbardziej niebezpiecznym funkcjonariuszom i strukturom gnębiącym ludność cywilną.

Ogień nie stosował odpowiedzialności zbiorowej, nie zabijał również zwykłych milicjantów. Na skutek zdrady został otoczony w kwaterze w której przebywał wraz z podkomendnymi, jedni zginęli, innym udało się uciec. Po nieudanym samobójstwie, został przewieziony do nowotarskiego szpitala ale zmarł od rany postrzałowej około północy.

Historia Ognia przypomina biogram innego Wyklętego jakim był Antoni Żubryd ps. Zuch – on również jako syn rolnika spodziewał się czegoś innego od ,,demokracji ludowej” po wstąpieniu do sanockiego PUBP.
Instalował w strukturach UB żołnierzy podziemia niepodległościowego, ułatwiał ucieczki z aresztu śledczego, a pod koniec swojej pracy w UB ,,oficjalnie” współpracował z NSZ, ostatecznie dezerterując ze struktur komunistycznych. Historia niestety tak jak wszystkie dotyczące Wyklętych zakończyła się zamordowaniem Antoniego Żubryda i jego żony, ich pięcioletni syn dwa lata przetrzymywany był w więzieniu na lubelskim zamku (PIĘCIOLETNI). Do dzisiaj ciał nie odnaleziono a ustawa pozwalająca na Łączce ekshumować bohaterów leżących pod grobami innych ludzi, na innych cmentarzach w Polsce nie działa.

Wiele rodzin Wyklętych nie ma możliwości zapalenia znicza i postawienia krzyża z nazwiskiem nad ciałem swojego ojca, dziadka, stryja. Kiedy się to zmieni?

Malwina Gogulska

Social Network Widget by Acurax Small Business Website Designers