Historia i Kultura

Jacek Metrycki: Andrzej Bobola – święty niezwykły

Nie ma zwykłych świętych. Każdy z nich bowiem wynoszony jest na ołtarze za szczególne zasługi, świętość życia, heroizm cnót i cuda dokonane za jego wstawiennictwem. Jednak nawet w tak wyjątkowym gronie św. Andrzej Bobola jawi się jako postać znacznie odbiegająca od dominującego stereotypu. Jest więc świętym niezwykłym. Jest też świętym bardzo w ostatnim okresie popularnym, a przy tym mało znanym. Jedyna naukowa praca mu poświęcona powstała w 1936 r., a więc jeszcze przed jego kanonizacją (J.Poplatek, Błogosławiony Andrzej Bobola TJ. Życie-męczeństwo-kult, Kraków 1936). Wszystkie późniejsze publikacje bazują na jej ustaleniach.

W bieżącym roku przypada 530 rocznica jego urodzin (prawdopodobnie, bo nie zachowały się mogące potwierdzić to dokumenty), okres letni zaś obfituje w daty związane z ważnymi wydarzeniami z jego dziejów. Warto zatem poświęcić nieco uwagi patronowi Polski, szczególnie mniej znanym, lecz fascynującym aspektom jego biografii.

Nie chcąc powielać powszechnie znanych faktów, wspomnę tylko, że pochodził prawdopodobnie z małopolskiej szlachty, przyszedł na świat w 1591 r. w Strachocinie k. Sanoka – dziś ważnym ośrodku jego kultu. Był jezuitą, okrutnie zamęczonym przez kozaków 16 maja 1657 r.

Dzieje świętych to zwykle opis ich życia, śmierci i cudów dokonanych za ich wstawiennictwem. W przypadku Andrzeja Boboli najbardziej fascynującą część jego historii stanowią losy jego relikwii. Zaryzykować można tezę, że to za ich sprawą zajmuje on w panteonie polskich świętych tak wysoką pozycję.

W życiu Boboli nie znajdujemy bowiem żadnych nadzwyczajnych zdarzeń. Zakonnikiem był więcej niż przeciętnym. Zarówno nauka, jak i formacja duchowa szły mu raczej opornie, czego przykładem była sromotna klęska na egzaminie końcowym na studiach teologicznych w 1622 r. Wskutek tego oraz wad charakteru (upór i wybuchowość) nie został w 1627 r. dopuszczony do profesji (ślubów) i sprawa ta ważyła się aż do 1630 r., gdy wreszcie do ślubów go dopuszczono.

Był oczywiście gorliwym krzewicielem wiary, „apostołem Polesia”, „duszochwatem” (łowcą dusz) i przypłacił to męczeńska śmiercią. Jednak świetnych kaznodziejów i gorliwych misjonarzy wielu było wśród jezuitów. Śmierć Boboli, choć okrutna (niemal obdarto go ze skóry, obcięto nos, wargi i kilka palców, przez otwór w karku obcięto u nasady język) nie była dla współczesnych czymś szczególnie szokującym. 15 maja 1657 r., w przeddzień egzekucji świętego, w podobnie okrutny sposób – przybity gwoźdźmi do ławy, obdarty ze skóry – zamęczony został jego współbrat o. Szymon Maffon. Bobola był 49. jezuitą zamordowanym na ziemiach polskich od początku potopu szwedzkiego. W połowie XVII w., gdy podczas wojen wbijanie na pal było niemal codziennością, kaźń Boboli nie była czymś nadzwyczajnym.

Ową przeciętność życia i śmierci przyszłego patrona Polski zdaje się potwierdzać fakt, że po pogrzebie nie zrodziła się żadna forma jego kultu, a pamięć o nim szybko się zatarła. I byłby pewnie Bobola jedną z wielu zapomnianych postaci tego okresu, gdyby sam nie zadbał o to, by się potomnym przypomnieć.

Jego historia, jako kandydata na ołtarze, zaczęła się więc dopiero w 1702 r., kiedy objawił się Marcinowi Godebskiemu – ówczesnemu rektorowi kolegium jezuickiego w Pińsku, obiecując opiekę i polecając odszukanie swojego ciała. Zdarzenie to rozpoczęło trwający do dzisiaj jego kult.

Po odszukaniu trumny, co nie było łatwe, bo miejsce pochówku zostało zapomniane, stwierdzono, iż ciało jezuity nie uległo rozkładowi. W ślad za tą informacją począł szerzyć się kult męczennika i łaski uzyskane za jego wstawiennictwem.

W drugiej dekadzie XVIII w. podjęto kroki zmierzające do beatyfikacji, dokumentując zarówno męczeństwo Boboli – żyli jeszcze naoczni świadkowie zdarzenia – jak i uzyskane za jego sprawą łaski. Proces ten, wskutek różnych przeszkód, z których najważniejszymi były: upadek państwa polskiego, kasata zakonu jezuitów w 1773 r. oraz działania dyplomacji rosyjskiej, przeciągnął się aż do połowy XIX w. Ostatecznie Andrzej Bobola został wyniesiony na ołtarze
30 października 1853 r.

Podstawą uznania za błogosławionego było jego męczeństwo za wiarę (uznane w 1755 r.), cud zachowania ciała od rozkładu oraz trzy przypadki uzdrowień za jego wstawiennictwem, z których jeden dotyczył kołtuna. Wypada stwierdzić, że szczęście miał Andrzej Bobola, iż decyzja o beatyfikacji zapadła w 1853 r., bowiem już 1858 r. ukazała się pierwsza praca prof. Józefa Dietla negująca kołtun jako jednostkę chorobową. Niezwykłe było też uznanie zachowania ciała od rozkładu za cud. Jest to jeden z czterech tego rodzaju przypadków w całej historii Kościoła zachodniego, a więc okoliczność zupełnie wyjątkowa (J.Bouflet, Historia cudów, s. 88-89).

Historia relikwii Andrzeja Boboli obfituje w liczne, niekiedy dramatyczne zwroty akcji. Ciało męczennika, cudownie zachowane od rozkładu, zostało znalezione w krypcie pod kościołem jezuitów w Pińsku. Po kasacie zakonu w 1773 r. kościół, wraz z relikwiami, przekazano najpierw unitom, a po II rozbiorze – prawosławnym bazylianom. Ci próbowali kult Boboli wygasić, zamykając kryptę dla wiernych. Jezuici, którzy przetrwali na terenach wcielonych po I rozbiorze do Rosji, podjęli odpowiednie starania i przenieśli ciało do Połocka. Tam pozostało ono aż do rewolucji bolszewickiej, początkowo pod opieką jezuitów, po ich wygnaniu w roku 1820 – dominikanów, a następnie, od 1864 r. (po wydaleniu dominikanów) – księży diecezjalnych. Każde z tych wydarzeń to oczywiście odrębna, często trzymająca w napięciu historia.

Rządy bolszewików to w dziejach św. Andrzeja Boboli okres szczególny. Walczący z religią komuniści nie cofali się przed żadnymi szykanami. Jedną z metod walki była, inspirowana przez władze centralne, kampania otwierania sarkofagów i relikwiarzy świętych i „badania” ich zawartości. Działania te wymierzone były przede wszystkim w prawosławie, gdzie kult cudownego zachowania ciała od rozkładu jest bardzo silny (dość przypomnieć wątek starca Zosimy z „Braci Karamazow Dostojewskiego) i stanowi samoistną przesłankę do wyniesienia na ołtarze. Ponieważ kultowi temu towarzyszyły liczne nadużycia, bolszewikom łatwo było je demaskować, podważając tym samym autorytet cerkwi.

Podobną metodę działania zastosowano wobec relikwii bł. Andrzeja Boboli. Po serii artykułów prasowych wskazujących na potrzebę „naukowego” zbadania jego szczątków,
16 sierpnia 1919 r. lokalne władze Witebska, działając na rzekomo oddolny wniosek grupy katolików – żołnierzy armii czerwonej, powiadomiły władze kościelne o zamiarze dokonania oględzin relikwii. Energiczny protest abp. Jana Cieplaka, ówczesnego zwierzchnika Kościoła katolickiego w Rosji, skierowany do rządu bolszewickiego, zapobiegł profanacji.

Do kolejnego ataku doszło dwa lata później, również na „oddolne” żądanie, kursantów szkoły wojskowej w Połocku. Równie energiczne protesty abp. Cieplaka tym razem nie odniosły skutku, a on sam wkrótce stanął przed bolszewickim trybunałem i został skazany na karę śmierci, zamienioną później na więzienie.

23 czerwca 1922 r. pod ochroną wojska do kościoła parafialnego w Połocku weszła komisja złożona z kilku bolszewickich urzędników i lekarzy. Z relikwiarza zerwano pieczęcie biskupie, wyłamano zamek i otwarto go. Zdjęto szaty okrywające szczątki męczennika. Następnie postawiono trumnę pionowo i silnie uderzono nią o podłoże. Działanie to obliczone było na destrukcję relikwii i triumfalne ogłoszenie kolejnego oszustwa. Ale ciało bł. Andrzeja Boboli nie rozpadło się. Tak jak przed 265 laty o. Bobola nie wyrzekł się świętej wiary rzymskiej i przyjął śmierć męczeńską, tak i teraz ów polski szlachcic, jezuita i gorliwy misjonarz stawił czoła prześladowcom. Musieli przyznać, poświadczając to protokołem, że ciało świętego nie uległo rozkładowi. Wkrótce potem, 20 lipca 1922 r., by zapobiec szerzącemu się, także wśród Rosjan, kultowi błogosławionego męczennika, władze bolszewickie siłą zabrały relikwie, które następnie zdeponowano w budynku Wystawy Higienicznej Komisariatu Zdrowia w Moskwie.

Rok później, dzięki zabiegom dyplomacji kościelnej, relikwie zostały wydane przedstawicielom papieskiej misji humanitarnej, z zastrzeżeniem, iż nie mogą trafić do Polski. Przewieziono je do Odessy, stamtąd 27 października 1923 r. statkiem do Konstantynopola, a następnie do Brindisi. Spoczęły w Rzymie, początkowo w kaplicy św. Matyldy, a od 1924 r. w jezuickim kościele Il Gesu.

Rozważając ten aspekt dziejów przyszłego patrona Polski nie sposób oprzeć się refleksji, że stał się on męczennikiem dwukrotnie. Czymże jest bowiem profanacja i kradzież zwłok, jeśli nie męczeństwem powtórnym, tyle że w wymiarze symbolicznym. Historia Kościoła zna zresztą daleko idące analogie, jak np. spalenie przez Turków relikwii św. Sawy, patriarchy Serbii, uznawane przez prawosławnych za jego męczeństwo. Warto też zauważyć, że zarówno pierwsze jak i powtórne męczeństwo polskiego jezuity dokonane było z tych samych pobudek – walki z wiarą katolicką. Z obydwu prób o. Andrzej Bobola wyszedł zwycięsko.

W Wielkanoc 1938 r. zakończyły się niemal dwudziestoletnie starania Kościoła polskiego o kanonizację Andrzeja Boboli. Ważną rolę we wspieraniu tych działań odegrał ówczesny generał jezuitów o. Włodzimierz Ledóchowski. Dopomógł oczywiście sam Bobola, dokonując za swoim wstawiennictwem dwóch uzdrowień. Pierwsze z nich, szczególnie spektakularne, dotyczyło osoby ciężko poparzonej promieniami Roentgena, drugie – nowotworu trzustki.

Zaliczenie w poczet świętych polskiego jezuity było pierwszą od 1767 r. kanonizacją Polaka. Pierwszy raz w historii na Placu św. Piotra zabrzmiał śpiew „Boże coś Polskę”. Kanonizacji nie doczekał wielki obrońca relikwii świętego, abp. Cieplak. Po zwolnieniu z bolszewickiego więzienia zmarł podczas podróży do USA w 1926 r.

Naturalnym i oczywistym w tych okolicznościach stał się powrót do ojczyzny ciała świętego. Po latach, z ziemi włoskiej do Polski – jak pisano – wracał o. Andrzej Bobola w pełni chwały, jako ten, który w obliczu tortur nie zaparł się wiary, obrońca Warszawy (jego relikwie obnoszono w procesjach w sierpniu 1920 r. i jego m. in. wstawiennictwu przypisywano cud nad Wisłą), ten, którego szczątki cudownie zachowane od rozkładu upokorzyły bolszewickich komisarzy.

W podróż do ojczyzny wyruszył Bobola 6 czerwca 1938 r. specjalnym pociągiem, przez Lublanę, Budapeszt, Bratysławę, wszędzie witany przez duchowieństwo katolickie i wiernych.
11 czerwca pociąg przekroczył granicę Polski. Uroczystości powrotu relikwii miały charakter kościelno-państwowy, do ich organizowania powoływano komitety obywatelskie. Męczennika witały tłumy wiernych, przedstawiciele władz, wojsko, organizacje społeczne. Polskie radio na bieżąco relacjonowało przebieg tego niezwykłego wydarzenia. Ocenia się, że skala tych uroczystości nie miała sobie równych, aż do czasów pielgrzymek Jana Pawła II. Atmosferę tamtych dni oddaje kronika filmowa Polskiej Agencji Telegraficznej, dostępna dziś w internecie.

Trasa powrotu relikwii wiodła od przejścia granicznego w Zebrzydowicach do Krakowa, Poznania i Warszawy. W miastach tych odbyły się kilkudniowe celebracje, połączone z przeniesieniem sarkofagu do miejscowych kościołów. Poza tym na większych stacjach na trasie przejazdu organizowano krótsze lub dłuższe postoje, podczas których odbywały się uroczystości.

Jadący z Poznania do Warszawy pociąg przejeżdżał także przez ziemię łódzką. Ówczesny ordynariusz łódzki bp Włodzimierz Jasiński 13 czerwca 1938 r. wydał specjalne orędzie, w którym zarządził na dzień przejazdu relikwii: 10-minutowe bicie w dzwony w łódzkich świątyniach; obecność na stacji Łódź-Kaliska pocztów sztandarowych organizacji katolickich; od Łasku do Rogowa obecność wiernych na stacjach i wzdłuż torów kolejowych. W Łodzi ukonstytuował się także Obywatelski Komitet Złożenia Hołdu św. Andrzejowi Boboli, który wystosował apel do obywateli o wywieszenie w dniu przejazdu flag narodowych na domach. Diecezjalny Instytut Akcji Katolickiej w Łodzi zorganizował specjalną pielgrzymkę wiernych na centralne uroczystości w Warszawie.

W dniu 17 czerwca 1938 r. (piątek) o godzinie 13.15 pociąg z relikwiami dotarł na stację w Sieradzu. Postój trwał 8 minut. Na stację przybyła procesja z sieradzkiej kolegiaty oraz wierni z całego powiatu. Byli przedstawiciele władz, wojska, duchowieństwo, prasa odnotowała obecność pocztu sztandarowego Stronnictwa Narodowego w strojach organizacyjnych. Orkiestra wojskowa odegrała hymn państwowy. Podobnie witano Bobolę w Zduńskiej Woli, gdzie pociąg na chwilę się zatrzymał. Tam również nie zabrakło przedstawicieli Stronnictwa Narodowego. Na stacji w Łasku, przez którą pociąg tylko przejechał, zgromadziło się ok. 4 tysięcy wiernych. Pociąg na chwilę zatrzymał się jeszcze w Pabianicach. Tam także przybyły procesje z miejscowych parafii, delegacje różnych organizacji, w tym umundurowany poczet sztandarowy Stronnictwa Narodowego, młodzież szkolna, duchowieństwo i tłumy wiernych. Odśpiewano „Boże coś Polskę”.

O godzinie 14.30, wśród bicia dzwonów i dźwięku syren fabrycznych, pociąg z relikwiami męczennika wjechał na dworzec Łódź-Kaliska. Połączone chóry łódzkich towarzystw śpiewaczych wykonały „Gaude Mater Polonia”. Przedstawiciele władz państwowych, samorządowych i wojska, z szefem Dowództwa Okręgu Korpusu w Łodzi gen. Wiktorem Thomée, wynieśli z pociągu relikwiarz i złożyli go na ołtarzu polowym, znajdującym się przed frontem dworca. Odmówiono

litanię do wszystkich świętych, ks. kanonik Stańczak wygłosił okolicznościowe kazanie. Na zakończenie uroczystości odśpiewano „Boże coś Polskę”. Ok. 15.30 pociąg odjechał w kierunku Warszawy. Mimo niesprzyjającej pory (dzień powszedni w godzinach pracy) w uroczystości wzięło udział ok. 17 tysięcy łodzian. Obecni byli także przedstawiciele łódzkiego Stronnictwa Narodowego z jego ówczesnym prezesem Franciszkiem Szwajdlerem.

Wart odnotowania jest fakt, że z tej okazji w narodowo-katolickim dzienniku „Orędownik” (wydanie łódzkie) ukazał się wiersz młodego poety Leonarda Turkowskiego pt. „Do św. Andrzeja Boboli”. Zarówno miejsce publikacji, jak i treść utworu wskazują na inspiracje ideą narodową
24-letniego wówczas twórcy. Jest to prawdopodobnie jedyna publikacja tego utworu. Poeta bowiem do wybuchu wojny nie zdążył wydać go w ramach tomiku, po wojnie zaś związał się z PPR i PZPR i z pewnością nie ubolewał, że wiersz został zapomniany.

Na marginesie opisywanych uroczystości należy odnotować także zgoła żenujące zachowania przedstawicieli władz sanacyjnych. Prasa doniosła np., że policyjni tajniacy wylegitymowali stojących na peronie członków umundurowanego pocztu sztandarowego Stronnictwa Narodowego w Pabianicach, zakłócając uroczystą atmosferę oczekiwania na przyjazd pociągu z relikwiami.

Tegoż 17 czerwca o godzinie 17.58 pociąg z relikwiami św. Andrzeja Boboli przybył do stolicy. Tam odbyły się kilkudniowe uroczystości centralne z udziałem rządu, prezydenta i parlamentu. Ostatecznie relikwie męczennika spoczęły w kościele oo. jezuitów przy Rakowieckiej, gdzie pozostają do dzisiaj.

Potyczki św. Andrzeja Boboli z władzą sowiecką sprawiły, że okresie PRL nie był on mile widziany. Niewiele na jego temat publikowano, a to co się ukazywało (np. książeczka
o. Kazimierza Drzymały SI z 1985 r.), z powodu ingerencji cenzury w ogóle pomijało wątek bolszewickiej profanacji. To rzadki przypadek, by żyjący w XVII w. święty był przedmiotem interwencji komunistycznej cenzury, ale jak już wspominałem Bobola to postać niezwykła.

Wracając jeszcze raz na grunt łódzki wspomnieć wypada, że w 1947 r. nowym ordynariuszem diecezji łódzkiej został bp Michał Klepacz. W tymże roku, jednej z pierwszych erygowanych parafii, w podłódzkiej wsi Nowosolna, dał on za patrona św. Andrzeja Bobolę. Wybór ten nie był z pewnością przypadkowy. Bp Klepacz święcenia kapłańskie przyjął w roku 1916 w Petersburgu z rąk bp. Jana Cieplaka – późniejszego obrońcy relikwii Andrzeja Boboli przed bolszewicką profanacją. Z tej racji niewątpliwie bliska była mu zarówno osoba bp. Cieplaka jak i postać świętego. Uprawnionym jest przypuszczenie, że uznał go za dobrego patrona na trudną komunistyczną rzeczywistość, która się wówczas rozpoczynała.

Pamięć o męczenniku podtrzymał także papież Pius XII, wydając w 300-lecie śmierci Boboli poświęconą mu encyklikę Invictus Athletae Dei, w której wezwał Polaków do naśladowania świętego w wierności wierze i Kościołowi.

Prawdziwy renesans św. Andrzej Bobola przeżywa od chwili upadku komunizmu. W roku 2002, na prośbę Kościoła polskiego, watykańska Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów nadała mu tytuł drugorzędnego patrona Polski. Tym samym uznano stan faktyczny, bowiem mianem tym określano Bobolę co najmniej od lat 20. XX w. Zaskoczeniem nie powinna być także reakcja polskiego prawosławia. W „Przeglądzie Prawosławnym” w odpowiedzi na ten akt ukazała się seria artykułów, zarzucająca Boboli i jezuitom prozelityzm i prześladowanie prawosławia.

W tym kontekście próby wykreowania św. Andrzeja Boboli na patrona dialogu ekumenicznego zdają się być nieporozumieniem. Biorąc pod uwagę najnowsze wyzwania stojące przed Kościołem w Polsce, a także dzieje świętego, wydaje się on naturalnym patronem walki ze zdziczeniem obyczajowym i propagandą bezbożnictwa. Każda parafia pod jego wezwaniem winna być w tej walce fortecą. Wypada zatem żałować, że jedyna w naszej diecezji parafia jego imienia znana jest z raczej z faktu delegowania tam kontrowersyjnego księdza – celebryty niż takiej właśnie walki.



Ołtarz polowy przed frontem budynku dworca Łódź-Kaliska


Poczet sztandarowy łódzkiego Stronnictwa Narodowego






Wiersz Leonarda Turkowskiego




ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company