Historia i Kultura Publicystyka

,,Chwała bohaterom! Hańba decydentom!”

Godzina W – składamy hołd bohaterom, młodym bohaterom tragicznego zrywu. Dowództwo, które zdecydowało o wybuchu powstania zasługiwało jednak na karę najwyższą. Powstanie było zbrodnią na narodzie, na jego substancji.


Stosunek sił wyglądał absurdalnie, zginęło 200 tysięcy ludzi, kwiat narodu, niewinni cywile (rzeź Woli), rozkazano młodzieży rzucać się z butelkami benzyny na twierdze, które Niemcy urządzali sobie w opuszczonych budynkach, uzbrojeni po zęby. Warszawa została zrównana z ziemią. W tym powstaniu zginął wspaniały poeta, dzięki któremu poszłam na studia filologiczne – Krzysztof Baczyński. A Czerwoni? Przywołam piosenkę: ,,skurwysyny, nie przyszliście” – naiwność, głupota, szaleństwo? Druga połowa września 1939, Katyń, zsyłki, rozstrzeliwanie oficerów i przedstawicieli polskich władz samorządowych podczas akcji Burza, Teheran – da się uwierzyć w tłumaczenia, że Pan Okulicki, Chruściel, Komorowski nie wiedzieli co robią? Nie mieli wyjścia? ,,Musiało wybuchnąć”? Na ramieniu opaska z WP a ręce czerwone… od krwi własnego Narodu.

Przypomina mi się pewne zdarzenie z przeszłości. Miałam 16/17 lat, powstanie było dla mnie symbolem najwyższych wartości, najwyższych idei, honoru, chluby, wzniosłości. Nosiłam kotwicę na ubraniach, na torebkach. Kiedyś taką kotwicę na mojej torebce z jasnej skóry (po mamie) z daleka dostrzegł starszy pan i podszedł do mnie dziarskim krokiem. Roztrzęsionym głosem prawie krzyknął mi prosto w twarz: ,,jak może to Pani nosić! To symbol strasznej tragedii! Młodzież nam wygubili! Idioci! Jest Pani młoda i tego nie rozumie, ale teraz to mówię i proszę zapamiętać! To była tragedia, bezsensowna decyzja, zatracenie!”
Milczałam, czułam się jakby mnie ktoś uderzył w gębę mokrą ścierą. Trudno było mi to zaakceptować, bo emocje brały górę, a przecież sporo się czytało, gorzkich opinii również, jak te Jana Ciechanowskiego. Młodą głowę łatwo jednak omotać ognistymi słowami, hasłami, głośną muzyką dramatu.

PW było tragedią, ale młodzież wykonywała rozkazy, zachowała się jak trzeba. To nie było Powstanie Listopadowe, które mieliśmy szansę wygrać mając armię, pomysł, dowództwo, doskonałych polityków, pamiętających czasy Sejmu Wielkiego, a o takiej skali barbarzyństwa jaka miała miejsce podczas II wojny światowej nikomu się jeszcze wtedy nie śniło (chociaż Rosjanie zawsze prezentowali sobą wyjątkowe zdziczenie), które było przede wszystkim budulcem tożsamości narodowej, było częścią mozolnie powstającego gmachu narodowej kultury, narodowej świadomości. Było naprawdę szlachetne i potrzebne, bez żadnego zadęcia. Poeci dzierżyli pióra przeświadczeni o swej wartości, pomagali pięknym językiem w dyplomacji, nie rzucali się w objęcia armat i bagnetów, chyba że byli jednocześnie wojskowymi. Każdy znał swoje miejsce na polu bitwy. Była zresztą ku temu przestrzeń.

PW natomiast było klęską zanim wybuchło. Żadnych szans na wygraną, cierpienie, zniszczenie, złamany krzyż. Tą świadomość, realną świadomość miało mnóstwo oficerów, w tym Kazimierz Sosnkowski, Władysław Anders, kadra dowódcza NSZ. Mimo tego szaleństwa w PW brał udział Pilecki i żołnierze NSZ – przeciwni powstaniu, brali w nim udział późniejsi bohaterowie z II Konspiracji. Należy im się szacunek za odwagę, to był akt niesłychanego posłuszeństwa, okupionego ogromną ofiarą…

Tymczasem w Sieradzu na budynku starostwa wisi ogromny baner z uśmiechniętymi, umęczonymi powstańcami, z napisem: ,,63 dni chwały” – chwały! To była narodowa tragedia, rzeź, klęska. Połóżmy pod kotwicą lilię i znicz – jedno to symbol przedwczesnej śmierci, drugie – wieczności.

Powstanie Warszawskie wbrew niektórym usprawiedliwieniom, szlachetnym w założeniu, mało przenikliwym, nie było potrzebne do ,,pokazania Sowietom że nie będzie z nami tak łatwo”. Żadna demonstracja polityczna nie jest warta takiej ofiary z polskiej krwi. To Powstanie nie było budulcem tożsamości, jak Listopad 1830.

Zacznijmy w końcu nowy rozdział historii od Bram Tryumfalnych, nie od fotografii grobu 11-letniego chłopca, któremu włożyli do ręki Mołotowa. Wiecie co zrobił Paderewski już jako znany polityk dwadzieścia lat przed II Apokalipsą? Postawił w Krakowie Pomnik Grunwaldzki. Nie pomnik Rzezi Pragi 1794 ani nie pomnik Bitwy pod Opatowem 1864.

XIX wiek to oczywiście zupełnie inna bajka, i nie bałabym się stawiać pomników również upadłym powstaniom z tej epoki, odróżniajmy jednak tradycję insurekcyjną od rzezi i wytracenia pokoleń.


,,Miasto groźne jak obryw trumny.
Czasem głuchym jak burz maczugą
zawalone w przepaść i dumne
jak lew czarny, co kona długo”
K.K Baczyński

Cześć i pamięć.


Malwina Gogulska

Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company