Publicystyka

Czarny Sztandar jako zaklinacze rzeczywistości

Łódzka skrajna lewica ma kilka zasadniczych problemów. Pierwszy, że istnieje w dosyć szczątkowej formie, choćby w porównaniu do lat 90. ubiegłego wieku. Drugi problem to dynamicznie rozwijający się od kilku dobrych lat Ruch Narodowy w Łodzi. Jednak oba problemy nie do końca są ich winą. Najgorszym jest to, że chłopcy i dziewczęta z lewicy całkowicie stracili kontakt z rzeczywistością. Żyją w swoim wyimaginowanym świecie pełnym kłamstw, urojeń i manipulacji. Próbując co jakiś czas zaklinać rzeczywistość, aby ta była łaskawsza dla ich zdołowanego ego. Im bardziej tą rzeczywistość zaklinają, tym bardziej wydaje im się, że jest lepiej. Podobnie jak narkomanowi po kolejnej dawce narkotyku.

Ich wizję otaczającego świata mają potwierdzać kłamstwa. Opisują wydarzenia, które nie mają miejsca, nie bacząc na fakty lub celowo je myląc. Pisza np. o tym, że na manifestacji antykomunistycznej w 2012 roku „spalono flagę Izraela”. Nieważne, iż nic takiego nie miało miejsca, bo spalona została flaga UE, a nie Izraela, co potwierdzają zdjęcia z manifestacji: http://4.bp.blogspot.com/-WOpDZ8kr54o/UM4-NYWGGiI/AAAAAAAACVE/Mp1mF2ifCi8/s1600/UE.jpg Bredzą, że lewak z „Liberte” posiadał tylko plakietkę z Narutowiczem, podczas gdy była to… duża tektura z prowokującym napisem. Mało tego, wtargnął on nieproszony na mównicę podczas antykomunistycznych przemówień, aby być lepiej widzianym niż sami organizatorzy (http://d.polskatimes.pl/k/r/14/f7/f6/50cedd57758e3_k27.jpg?1355734452). Za to właśnie został usunięty przez służbę porządkową, a nie za to, że był na manifestacji. Nie został także pobity, nawet sam to zasugerował w którymś z wywiadów, niejako zaprzeczając własnemu donosowi na policję tuż po zdarzeniu. Słynne napaści po manifestacji, albo w ogóle nie miały miejsca, albo były to szarpaniny dwóch żuli pod monopolowym o „dwójkę na browara”. http://cia.media.pl/faszystowskie_ataki_w_lodzi. Wszystkie te „informacje” mają działać zgodnie z nazistowską retoryką o kłamstwie, które staje się prawdą bo jest powtarzane 100 razy (czytaj komentarze i przeświadczenie niektórych o nieomylności relacji).

Fantazje czy, ściślej pisząc, urojenia, to ważny element łódzkiej lewackiej rzeczywistości. Otóż uroili sobie , że 8 marca będzie w Łodzi jakaś gigantyczna manifestacja Środowisk Kobiecych Ruchu Narodowego!. A więc wyszli, ponapinali się (patrz hasła i transparenty), a później wstawili zapierającą dech w piersiach relacje z tego gigantycznego przedsięwzięciahttp://cia.media.pl/lodz_8_marca_w_imieniu_dam Pikieta Sekcji Kobiecej Ruchu Narodowego rzeczywiście odbyła się ale… dzień później. Miała antyaborcyjny charakter i była wymierzona w feministki, które zgromadziły się  9 marca. Była to najliczniejsza kobieca akcja Ruchu Narodowego w Łodzi do tej pory. Porównując ją z mizerną frekwencją femisocjalistek, można uznać ją za duży sukces.

Manipulacja to również główny filar lewackiej retoryki. Relacja z manifestacji „Solidarności” w Łodzi napisana przez środowiska lewicowe jest tego ewidentnym przykładem (http://cia.media.pl/lodz_solidarnosc_pracownicza_ponad_podzialami) Co ma oznaczać Neoliberalny ONR?
Obóz Narodowo-Radykalny działający w dzisiejszych czasach nie ma programu gospodarczego, bo zajmuje się czymś innym, więc skąd oni wytrzasnęli ten neoliberalizm? Mało tego, w środowisku ONR-u są różni ludzie o odmiennych poglądach gospodarczych. Są tu zwolennicy tzw. polskiego wolnego rynku w staroendeckim stylu, notabene nazywanego przez niektórych neoliberałów także… socjalizmem ;), jak i również wyznawcy opcji socjalnej. O co więc chodzi? Może o stary ONR, ten przedwojenny? Kolejna bzdura… bo akurat ONR opierał się na kilku różnych koncepcjach, ale żadna z nich nie miała za wiele wspólnego z liberalizmem. Ponadto Ruch Narodowo-Radykalny „Falanga” (jeden z odłamów ONR-u) miał ewidentnie ciągotki… socjalistyczne. Powtarzam znów pytanie „o co więc chodzi?”. Właśnie o manipulacje, czyli przedstawienie przeciwnika politycznego w takiej formie, której nie zaakceptuje reszta, czyt. „Solidarność” jako związek zawodowy.
Manipulacją jest także stwierdzenie na temat transparentów, które narodowcy mieli ze sobą – „jak można wywnioskować z ich treści, za najważniejsze zadanie, stojące przed współczesnym ruchem związkowym uważają oni… walkę ze Związkiem Radzieckim, co jak myślę nie wymaga komentarza.” No chyba, że chodzi im o banery z przekreślonym sierpem i młotem, bo przecież nie o napis „Narodowa Łódź”. Plusem jest to, że sierp i młot wreszcie zaczyna im się kojarzyć ze zbrodniczym, komunistycznym Związkiem Radzieckim, który ciemiężył robotników dużej części świata, dzięki marionetkowym rządom wielu państw. Czy z banerów Narodowej Łodzi można wyczytać to, o czym pisze lewactwo? Śmiem wątpić. Ciekawą sprawą jest to, że na pikietę „Solidarności” zostaliśmy zaproszeni przez samą „Solidarność”. Nie był to pierwszy przykład takiej współpracy. Już wcześniej współpracowaliśmy z „Solidarnością Nauczycieli” podczas akcji „Strajk Szkolny” w Łodzi. A lewaków kto zaprosił? Znamienne jest także to, iż nawet nie byli do końca pikiety pod Urzędem Wojewódzkim. Wytrzymali do połowy, dobitnie manifestując tym faktem stosunek jaki mają do związkowców i ich postulatów. No bo przecież się chyba nie przestraszyli narodowców, ani tego co mówili związkowcy 🙂

Najśmieszniejsze jest jednak stwierdzenie „najprawdopodobniej jednak przyszli zrobić sobie kilka fotek na tle tłumów, jakich sami nie są w stanie zgromadzić.” To piszą ludzie, którzy w ciągu ostatnich 6 lat w Łodzi zorganizowali 4 pikiety na krzyż, z których najliczniejsza miała miejsce w 2009 i wraz z posiłkami z Warszawy i chyba Olsztyna (sami się tym chwalili) zebrali… 40 osób!. Panie i Panowie lewacy trochę powagi i samokrytycyzmu. Narodowcy nie muszą się lansować wśród tłumów, bo sami te tłumy potrafią zgromadzić. Kilkaset osób na Dniu Gniewu, Marszach Normalności przeciw zboczeńcom czy poszczególnych edycjach Antykomuny (wyjątek – dwie pierwsze: 2007 r., 2008 r., gdzie liczba oscylowała w okolicach kilkudziesięciu osób), aż wreszcie do 1500 osób na ostatniej Antykomunie i kilkaset osób na koncercie charytatywnym dla Domu Dziecka, który to wraz z „wybiórczą” lewacy próbowali zablokować – pokazując jak głęboko mają w nosie pomoc potrzebującym dzieciom. Najwięcej, bo 3000 osób zebrało się na łódzkim „Anty ACTA” – manifestacji od początku do końca zorganizowanej przez narodowców, gdzie wbić się „na krzywy ryj ” i namieszać próbowali socjaliści.

Na szczęście nie jest to problem Ruchu Narodowego, ONR- u czy MW. To problem lewackiej psychiki i kompleksów, który aż nadto jest widoczny, gdy zagłębimy się w treści prezentowane na „Czarnym Sztandarze”.

 

Na co dzisiejsza skrajna lewica może pozwolić sobie w Łodzi? Na nocne plakatowanie księgarni starszego człowieka, który z narodowcami, poza patriotyzmem, nie ma nic wspólnego. Duma rozpiera lewicową

pierś jak mężczyzna nie może usunąć kleju i plakatów z witryny księgarni, która jest jego całym życiem. Stać ich na kilkuosobowe pikiety gdzieś na skraju różnych manifestacji – manifestacja Solidarności, gdzie nie stali ze związkowcami tylko obok nich (sic!), jakby się wstydząc lub bojąc. Narodowcy stali wśród manifestujących, żywiołową reagując na często padające słowa z głośników o Bogu i Ojczyźnie, czy też o tym, że nikt w Polsce nie chce być „białym murzynem”. No bo nikt nie chce i to jest naturalne i oczywiste. Tylko oni tego nie rozumieją, ale to już ich problem.

Ps. 1 Gdyby Nie KryPol w Łodzi to byście dawno już nie istnieli.

2 Co do ŁAMO „Niektórzy mają tak otwarty umysł, ze im mózg uszami wypływa”

Witold Barański

Customized Social Media Icons from Acurax Digital Marketing Agency