Łódź

Dariusz Ziemba: Relacja z pikiety „antyMiędlarowej” łódzkiego lewactwa

Obrońcy demokracji i wolności słowa już mnie wyzywają od „nazioli” z lasu (SS-wafelkowców?), plotą różne bzdury nie poparte żadnymi faktami. Nie lubbię zaprzątać „głowy” sądów głupotą innych, ale wiele z tych wypowiedzi podpada pod paragraf. O nazywaniu RN, Winnickiego, Jakubiaka faszystami, o szarganiu dobrego imienia śp. Rafała Wójcikowskiego już pisałem. Takie to standardy wśród KODomitów i innego lewactwa.

Głosem rozsądku wydaje się jedynie tonowanie wypowiedzi ze strony Pana Macieja Bajkowskiego, który na swoim profilu próbuje łagodzić wypowiedzi na mój temat. Niestety wobec szerokiej fali hejtu nie widzę szans na szybką poprawę poziomu dyskusji z zaKODowanym UBywatelstwem. Czego można było się spodziewać.
Uważam, że nasz głos powinien być słyszalny, mimo pozornego bezsensu warto podejmować „polemikę z przeciwnikami politycznymi”. Łódź nie jest „czerwona”, Łódź nie jest bastionem „lewactwa”.
Do tego że Gazeta Wyborcza przedstawia wydarzenia wybiórczo i w jednym, dogodnym dla siebie świetle zdążyliśmy się już przyzwyczaić. To, że środowisko związane z mediami mainstreamowymi potrafi samo kreować wydarzenia, wręcz je preparować też nie jest nowością. Tym razem kłamliwa publikacja dotknęła mnie osobiście, a dotyczyła wydarzenia jakie miało miejsce w Łodzi 11 lipca br. przy ulicy Tuwima 34.
Dla niezorientowanych, do Naszego miasta miał przybyć kontrowersyjny ekskapłan Jacek Międlar w celu promocji swojej książki „Moja walka o prawdę – wyznania byłego księdza”. Kilka organizacji związanych z łódzką lewicą , a także rzekomi obrońcy demokracji zorganizowało protest, który miał pokazać że Łódź jest przeciw mitycznemu „faszyzmowi”, który miał być chyba do łodzi importowany wraz z osobą Jacka Międlara. To, że sami organizatorzy mieszają faszyzm z nazizmem – narodowym socjalizmem niemieckim to szczegół, ale czemu wtrącają do tego „wora” także polskich narodowców?
Każdy rozsądny człowiek w Polsce, którego cechuje zdolność do myślenia i analizy faktów historycznych powinien wiedzieć, że ruch narodowy w Polsce z założenia był antyniemiecki, tym bardziej antynazistowski, a członkowie przedwojennego ruchu narodowego byli grupą najgorliwiej i w pierwszej kolejności zwalczaną zarówno przez najeźdźców z zachodu jak jak i wschodu.
Samo stawianie Nas narodowców wśród „wyznawców” zbrodniczej ideologii jaką był nazizm jest dla nas obelgą.

Wracając do tematu, poszedłem na ten protest by na własne oczy przekonać się, w którą stronę będzie on rzeczywiście skierowany. Jako łodzianin i narodowiec będąc przekonanym, że nazim często mylnie utożsamiany z faszyzmem powinien być zwalczany.

Po kilku przemowach, których treść ze względu na słabe nagłośnienie docierała do mnie fragmentami prowadząca zapytała czy ktoś ma coś do dodania.

W wolnym demokratycznym kraju w jakim żyjemy chyba i ja mogę? I tu zaczyna się seria przekłamań i pomyłek, zarówno ze strony uczestników manifestacji jak i „Gazety Wyborczej”.

1. W publikacji pomylono moje nazwisko pisząc Zięba zamiast Ziemba.
2. Nie wiem czy piszący artykuł był na miejscu . Relacjonując wydarzenia nie sprawdzono, nie odsłuchano nagrania z protestu, albo słuchano tylko jednej strony i to też wybiórczo. „Gazeta Wyborcza” napisała, że jestem z ONR-u podczas gdy ja jestem pełnomocnikiem Ruchu Narodowego w Łodzi o czym przedstawiając się powiadomiłem i co musiałem kilkakrotnie powtarzać gdyż zebrani tego faktu nie usłyszeli (?).
3. Pani Engel faktycznie odpowiedziała, chociaż wystąpienia nie mają „formy dyskusji” co od niej samej usłyszałem. Jednym wolno, drugim nie. Ot i demokracja. Zresztą jedni mówili, że to nie dyskusja, drudzy że będzie okazja do polemiki. Schizofrenia?
4. „Nie zważając na protesty, (przeciw czemu? Wolności wypowiedzi właśnie? Słyszałem w tłumie i na nagraniu „dlatego takich ludzi się nie zaprasza”) jeszcze kilka razy chwytał za mikrofon…” nie chwyciłem ani razu choć faktycznie próbowałem chcąc ustosunkować się do wypowiedzi Pani Engel.
5. Mikrofon mi wyłączono po tym jak ponownie zostałem wywołany do „odpowiedzi” chociaż spotkanie, wypowiedzi nie miały przecież „formy dyskusji”. Tyle to razy (dwa) zabierałem głos, przez może 3-4 min z 37. Niecierpliwi ci demokraci i obrońcy wolności słowa.

Nie wiem jaki cel miało pytanie „czy jestem katolikiem?”. Jestem i tego się nie wstydzę a Jezus Chrystus głosił równość wszystkich ludów, wierzących i niewierzących, nie klasyfikował na narody wybrane i „gojów”.

W sprawie ukrzyżowania rozwinęła się krótka polemika. Według zebranych Jezusa Chrystusa zabili Rzymianie. Technicznie może tak, byli katami, wykonawcami wyroku jednak to Żydzi przy pełnej tego świadomości go wydali, a Piłat, namiestnik rzymski nie bez powodu wykonał gest umycia rąk.

Czy zatem według obrońców demokracji i praworządności to nie sąd a „kat” decyduje o losie skazanego?
Czy zatem warto bronić sądów, skoro nie one sprawują pieczę nad skazanym i nie one są odpowiedzialne za wyrok?
Pokrętna jest logika łódzkich „antyfaszystów” i krętymi drogami mknie pióro „Gazety Wyborczej”.

Dariusz Ziemba

Social Media Icons Powered by Acurax Web Design Company