Historia i Kultura Publicystyka

Dni grozy i chwały we Lwowie

W dzień Wszystkich Świętych 1918 roku idący do kościołów Polacy przecierali oczy ze zdziwienia. Na miejskich gmachach powiewały ukraińskie flagi a obwieszczenia głosiły, że tutaj już nigdy nie będzie Polski.

Tak się złożyło, że od samego początku jestem łodzianinem, ale moi Rodzice w listopadzie 1918 roku nie znali się jeszcze i byli w dwu zupełnie innych miastach. Matka we Lwowie a Ojciec w Turku, do którego wraz ze swoimi rodzicami i większością rodzeństwa wyjechał z Łodzi w połowie wojny światowej, gdyż życie gospodarcze w Łodzi niemal zupełnie zamarło.
Gdy ponad trzydzieści lat temu przygotowałem uroczystość, to kończyła się ona słowami:

We wspomnieniach Polaków wypadki listopadowe zapisały się jako czas tryumfu i chwały, jako moment przełomowy, otwierający drogę do niepodległego bytu. We wspomnieniach wielu ludzi dzień 11 listopada był niepowtarzalny i jedyny. Był najpiękniejszym dniem w ich życiu.

Ostatnie zdanie było wypowiedzią mojego nieżyjącego już Ojca, który kiedyś powiedział do mnie: To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.

Moja Matka – także już nieżyjąca, mieszkała we Lwowie, gdzie wszystko ma inne odniesienia i gdzie dzień 11 listopada był swoistą abstrakcją. Mieszkańcy Galicji – mając autonomię, czuli się wolni już przed wojną światową, ale paradoksalnie ową wolność w ramach autonomii – a następnie odradzającej się polskiej państwowości – mogli utracić właśnie w pamiętnym listopadzie 1918 roku. Jeżeli tego nie rozumiesz, to zapewne przeczytasz dalszą część tego tekstu.

Galicja posiadała od lat sześćdziesiątych XIX wieku autonomię terytorialną i narodową w ramach austriackiej części monarchii austro-węgierskiej. Stolicą Galicji od 1772 roku był centralnie położony Lwów. Królewskie Stołeczne Miasto Lwów a w nim siedziby trzech metropolii: rzymskokatolickiej, greckokatolickiej i ormiańskokatolickiej. To tutaj w archikatedrze kościoła rzymskokatolickiego pierwszego kwietnia 1656 roku w imieniu stanów Narodu słynne śluby lwowskie składał ówczesny król Rzeczypospolitej Jan Kazimierz Waza. To tutaj na Wałach Hetmańskich stał piękny konny pomnik Jana III Sobieskiego, wielkiego pogromcy Turków, dzisiaj na wygnaniu w Gdańsku. Inny lwowski pomnik Aleksandra hr. Fredry stoi obok ratusza wrocławskiego i jest wygodnym miejscem umawiania się na randki przez zakochanych. Stary dobry Lwów jako pierwsze miasto historycznej Polski posiadał tramwaj elektryczny już od 1894 roku, Uniwersytet, Politechnikę, liczne muzea i niezliczone zabytki a niemal wszystkie one wykrzykiwały do przechodniów: podziwiaj to wspaniałe polskie miasto …

Ale nadeszła wojna powszechna, prawie roczna okupacja wojsk rosyjskich i pewnego dnia upadek monarchii Habsburgów. I to właśnie wtedy w nocy z 31 października na 1 listopada ukraińscy żołnierze z rozpadającej się monarchii przechwycili składy amunicji i obsadzili wszystkie ważne strategicznie punkty w mieście. Zaskoczenie było zupełne a zbrojna okupacja miasta w niczym nie odzwierciedlała jego składu etnicznego. Już pierwszego i drugiego listopada poczęły się organizować pierwsze grupy oporu. Szukano broni i doświadczonych dowódców, ale takich niewielu było we Lwowie, gdyż Austriacy oddziały złożone z Polaków porozsyłali już wcześniej na granice swojego imperium.

I w tych strasznych dniach lwowska młodzież, obficie krwawiąc, uratowała polski Lwów. To tutaj we Lwowie kamienie po raz pierwszy potoczyły się na szaniec. Frontowi ukraińscy żołnierze, rekrutowani wcześniej po wioskach i osadach przez austriackich oficerów, nie sprawdzili się w walkach ulicznych. Nie posiadali moralnej siły i wojskowej determinacji i przegrali z młodymi cywilami. Dowódcy ukraińscy we Lwowie w nocy z 21 na 22 listopada zarządzili wycofanie się z miasta w kierunku północno-wschodnim. Miasto było wolne i dwa lata później otrzymało, jako nieliczne z miast polskich, Order Virtuti Militari.

Kilka lat później student Politechniki Lwowskiej Stefan Indruch wygrał konkurs na zaprojektowanie – obok cmentarza Łyczakowskiego – monumentalnego wojskowego Cmentarza Orląt Lwowskich. To ten cmentarz wylosowano spośród licznych polskich cmentarzy wojskowych pierwszej wojny światowej i tych z lat walki o granice Odrodzonej. I w wyniku dalszej procedury w 1925 roku wydobyto szczątki bezimiennego obrońcy, by złożyć je w Warszawie dokładnie 90 lat temu w miejscu, które zna każdy od lat szkolnych. To Grób Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Wszystkie inne o tej samej nazwie są tylko symboliczne. Są tylko lokalnym miejscem składania wieńców, kwiatów i zapalania zniczy wdzięczności dla tych wszystkich, którzy oddali swe – często młode – życie za Wolną Polskę.

Jan Szałowski

 

Social Media Integration by Acurax Wordpress Developers