Publicystyka

Ekologia w gospodarce narodowej cz. I

„Człowiek zdaje się często nie dostrzegać innych znaczeń swego naturalnego środowiska, jak tylko te, które służą celom doraźnego użycia i zużycia. Tymczasem Stwórca chciał, aby człowiek obcował z przyrodą jako jej rozumny i szlachetny pan i stróż, a nie jako bezwzględny eksploatator” (Jan Paweł II, Redemptor hominis 15).

             Utarło się traktować ekologię z lekkim przymrużeniem oka jako temat niegodny poważnie myślących ludzi. Nic w tym dziwnego, skoro ekologię wykorzystuje się dziś zazwyczaj w formie eko-terroru wobec obywateli, gdy wszelkie inne środki zawodzą.

              Ekologia to jedna z broni z kategorii „poprawność polityczna”. Tymczasem zapominamy, że ekologia jest także nauką – i to od ponad 100 lat. W ciągu tego czasu wytworzyła wiele definicji i opisała szereg mechanizmów, które pozwalają nam zrozumieć działanie świata. Zanim Szanowny Czytelnik się zaśmieje, proszę się zastanowić – ile przedmiotów w szkole uczy dziś tylko tego „jak działa świat”? Odrzucając tak praktyczną naukę z powodu narzuconych nam uprzedzeń, okaleczamy naszą kulturę. Jak się więc ma ekologia do narodu?

    Jesteśmy gwiezdnym pyłem

             W skrócie można powiedzieć, że ekologia jest nauką o zależnościach. Traktuje ona o działaniu ziemskich ekosystemów, które opisuje biologia, chemia, astronomia, matematyka, fizyka etc. Wszystko zaś napędza przepływ energii i obieg materii. Dla organizmów żywych wynika z tego ciągła konkurencja o energię. Energia słoneczna przechodzi w roślinach w energię chemiczną, a następnie w mechaniczną lub cieplną i opuszcza Ziemię w formie promieniowania.

            Materia praktycznie nie opuszcza układu. Cokolwiek trafi do ekosystemu, zostanie w nim i jeśli nie może zostać przetworzone – jak syntetyki – rozprzestrzeni się na inne ekosystemy. W poetyckim ujęciu prawdą staje się stwierdzenie, że jesteśmy ulepieni z tego samego pyłu, który budował odległe gwiazdy i komety. W bardziej praktycznym sensie: prędzej czy później śmieć wyrzucony w lesie trafi na nasz talerz. Niebezpieczeństwo pochodzące z zanieczyszczenia środowiska to nie „lewacka propaganda” a rzeczywiste zagrożenie narodu.

            Jak skuteczne jest rozprzestrzenianie się zanieczyszczeń pokazują ekosystemy morskie, będące ze sobą w większej łączności niż środowiska lądowe. Fragmenty folii i długopisy wyrzucone na wybrzeżach europejskich naukowcy znajdują w ciałach zwierząt morskich i w piasku… oceanicznych wysp tzw. „dziewiczych”.

            Bardziej lokalnym przykładem niech będzie katastrofa w Czarnobylu. Z pozoru odległa, bo miała ona miejsce w 1986 roku na terenie Ukrainy, czyli 28 lat temu, ponad 500 km od granicy Polski. Od tego czasu odnotowano w Polsce znaczny wzrost zachorowań na nowotwory tarczycy. Lekarze i naukowcy uważają za przyczynę tego zjawiska chmurę promieniowania, która po katastrofie reaktora przeszła w 86′ roku nad Polską. Z tym wiążą się nie tylko osobiste tragedie chorych, ale i dodatkowe koszty dla państwa. Materia nie ginie, co więcej często wraca do nas w formie dużo bardziej szkodliwej.

 Zdrowie, turystyka, rekreacja, dziedzictwo

             Polska obfituje w bogactwa naturalne. Od kluczowych dla gospodarki złóż kopalnych takich jak: gaz ziemny, węgiel, rudy cynku, ołowiu i miedzi, gipsy, kreda, siarka, sól kamienna; po niepozorne lasy. W cieniu lasów kwitnie turystyka i rekreacja, a ich obecność przy dużych miastach – Las Łagiewnicki w Łodzi, Puszcza Kampinoska w pobliżu Warszawy – wpływa pozytywnie na zdrowie mieszkańców. Podobną rolę spełnia wyjątkowy mikroklimat ośrodków nadmorskich, wszak Morze Bałtyckie wyróżnia się stężeniem koniecznego dla zdrowia jodu. Dostęp do morza umożliwia nam rybołówstwo. Niestety z tej gałęzi gospodarki jesteśmy skutecznie wypierani przez unijne restrykcje. Ciekawe, że ten sam eko-terror dotyczy jedynie wybranych państw nadbałtyckich.

            Warto wspomnieć o pojezierzach, które ze swym urozmaiconym terenem stanowią rezerwuar bioróżnorodności niepowtarzalny w skali Europy. Dzięki pracy polskich  naukowców odtworzono populacje gatunków ginących lub nie występujących w innych rejonach kontynentu m.in. żubra, wilka, rysia czy konika polskiego – urokliwej odmianie konia wywodzącej się od wymarłego tarpana.  Nie byłoby to jednak możliwe bez ogólnej ochrony środowiska. Groteskowo wygląda fundowanie billboardów w całym kraju apelujących o wpłaty na rzecz ochrony rysiów, podczas gdy bez echa przechodzą doniesienia o nierozważnych wycinkach lasów. Co da hodowla zagrożonych gatunków, jeśli nie będą one miały gdzie żyć? Rozwiązaniem nie jest w tym wypadku sadzenie miliona młodych drzewek za papierki po czekoladzie. Zanim sadzonki zaczną spełniać swoją rolę, minie wiele lat. Ponadto posadzenie drzew w formie szkółek leśnych jeszcze nie tworzy ekosystemu. Głównym celem ochrony przyrody powinno być jej zachowanie w jak najmniej naruszonym stanie. Przykładowo Puszcza Białowieska chroni ostatni fragment niezmienionej przez człowieka, pradawnej puszczy europejskiej. Puszcza zajmuje miejsce na liście światowego dziedzictwa UNESCO, a o jej przyrodzie nakręcono zjawiskowy i nagradzany miniserial pt. „Saga prastarej puszczy”.

            Przyroda Polski oprócz zdrowia, wypoczynku, sportu i przemysłu, zapewnia przyszłym pokoleniom ogromne dziedzictwo kulturowe. Rezerwaty i Parki Narodowe skrywają miejsca zasadzek, potyczek, bitew powstańczych oraz masowych mordów na narodzie polskim.To w lasach walczyli Wyklęci, tak jak 1000 lat przed nimi wojowie Mieszka. W Puszczy Kampinoskiej, koło wsi Palmiry w latach 1939-1941 Niemcy stracili i pochowali potajemnie 1700 Polaków, głównie inteligencji warszawskiej. Dziś, w środku lasu, znajduje się tam cmentarz i trzy podświetlone krzyże. Od 1959′ roku przed Zaduszkami, przybywa młodzież z całej Polski na Centralny Zlot Młodzieży, aby przy salwach wojska oddać hołd Poległym. Żaden podręcznik nie zapewnia uczniom takiej lekcji historii.

            Unikalność polskiej przyrody jest spowodowana nierównomiernym uprzemysłowieniem i przewagą tradycyjnego rolnictwa. Choć są to niewątpliwie wady, możemy sądzić, iż stwarza to możliwość zrównoważonego rozwoju na podstawie doświadczeń innych państw oraz daje większe rokowania w kwestii ochrony przyrody (mamy więcej do ochrony niż do odzyskiwania). Wprawdzie tak ważnym wskaźnikiem ekologicznym, jakim jest zalesienie ustępujemy wielu krajom Europy, bowiem lasy stanowią ok 19% pow. Polski, istnieją rządowe plany mające poprawić ten stan do 33% pow. przed 2050 rokiem. Prywatyzacja lasów uniemożliwiłaby to, zważywszy na fakt, że na dzień dzisiejszy 82% lasów należy do państwa, czyli do nas wszystkich. Z chwilą sprzedaży lasów, niemożliwa stanie się nie tylko ich kontrola, ale w ogóle korzystanie z ich dobrodziejstw.

            Ochrona przyrody jest ochroną naszych interesów. Nie potrzeba tworzenia do tego specjalnych ideologii. Mimo to od lat obdarza się nas technologiami w ideologicznych eko-opakowaniach z „zachodu”. Czyżby sąsiedzi nagle zaczęli się troszczyć o Polskę? Czy naprawdę nie jesteśmy w stanie zagospodarować naszej ziemi na naszych warunkach?

Energetyka

             Kraje Unii Europejskiej szczególnie ubolewają nad polską gospodarką energetyczną. Podczas gdy światowe mocarstwa USA i Chiny „zatruwają” atmosferę dwutlenkiem ton bez żadnych regulacji, Polskę zmusza się do wprowadzenia pakietu klimatycznego. Wielka Brytania wywalczyła sobie ulgę w owym pakiecie. Niestety nasz rząd w ogóle nie podejmuje tego tematu.

            W Polsce jest wręcz niemożliwe oprzeć gospodarki wyłącznie na „ekologicznych źródłach energii”. Kolektory słoneczne są opłacalne jedynie w dużych ośrodkach wypoczynkowych. Pomijając koszty eksploatacji, które przewyższają oszczędności, w Polsce czas największego nasłonecznienia – lato – jest jednocześnie czasem największych opadów. Podobnie niekorzystne są elektrownie wiatrowe, budzące jednocześnie wątpliwości co do wpływu na przyrodę (głównie ptaków) i stan zdrowia ludzi. Elektrownie wodne sprawdzają się znakomicie w krajach Skandynawskich, gdzie nie brak dużych spadków wody. W Polsce oprócz niskiej opłacalności, grożą zniszczeniem wyjątkowych korytarzy ekologicznych (Wisła jest jedną z najmniej zmienionych przez człowieka rzek w Europie).

            Dyskusyjna jest kwestia elektrowni jądrowych. Wbrew pozorom nie są one zbyt awaryjne, a promieniujące odpady (z powodu akumulacji wykopanego węgla) produkują też elektrownie węglowe. Dlaczego jednak budowę elektrowni jądrowych proponuje się akurat na terenach nadmorskich, gdzie mieszkańcy utrzymują się głównie z turystyki?

            Nie wszystko, co sprawdza się (bądź nie!) w innych krajach, jest zbawieniem dla nas. Z jakich powodów więc otrzymujemy tak hojne prezenty? Najprawdopodobniej opłaca się to naszym dobroczyńcom. Technologie i rozwiązania wymuszane na nas, zwykle pochodzą z tych samych „ekologicznych” krajów, które najwięcej na ich sprzedaży zarobią.

            Zapominamy jednak, że w tym wypadku praca u podstaw na przyszłych pokoleniach nie naprawi naszych zaniedbań.Zanieczyszczenia, straty zasobów, środowiska, a wreszcie choroby, które ściągamy na siebie dzisiejszymi działaniami, mogą nie ujawniać się i 100 lat. Lecz kiedy je zauważymy, ich efekt będzie sięgał dalej i głębiej niż jakikolwiek kryzys ekonomiczny. To, co wyróżnia katastrofy ekologiczne na tle innych zagrożeń jest ich nieodwracalność.

                Dlatego też w tej nauce najważniejszy jest nie kolor zielony, ale… logiczne rozumowanie.

 c.d.n.

Maria Piekutowska

Social Media Integration by Acurax Wordpress Developers