Publicystyka

Europa zagubiona w lesie teutoburskim

Był wrzesień 9 roku naszej ery – rzymskie legiony wysłane nad Ren przez cezara Augusta w celu zdławienia rebelii wkroczyły na nieznany sobie teren. Maszerując z przeciążonymi plecami, po bagnistych lasach – szli, nie zdając sobie sprawy z nadchodzącej, czekającej ich rzezi. Rozciągnięta trasa marszu, syzyfowe prace związane z wycinanką drzew – to wszystko wyczerpywało rzymskich legionistów. Zdając sobie sprawę ze sposobu walki Germanów parli naprzód, pewni w swoje rzymskie umiejętności walki, a także rozkazy. Zostali zgubieni…w ciągu trzech dni walk otoczeni przez swoich przeciwników – wszystkie trzy legiony zostały rozgromione – poległo 25 tysięcy Rzymian, a nazwy ich legionów zostały wyłączone z rzymskiej armii – jakby były przeklęte. Co ich zgubiło? Wiara w rzymską nieśmiertelność? Zostali wybici co do jednego.

Dziś zagubieni Europejczycy brną dalej w śmiertelną chorobę zwaną poprawnością polityczną. Brną mimo tego, że europejskie ulice są z dnia na dzień coraz niebezpieczniejsze, a w zaułkach coraz bardziej słychać mowę pochodzącą spoza starego kontynentu. Jeżeli jednak rzymski legionista jako żołnierz musiał i chciał słuchać rozkazów – dlaczego współcześni europejczycy słuchają medialnych bzdur, ludzi bez żadnego autorytetu – chcących zatracić nasze domy i narazić je na niebezpieczeństwo. Chcą nas karmić papką „asymilacji”, „kiedyś będzie lepiej”, zapraszają do naszych miast ludzi nam obcych kulturowo, którzy w żaden sposób nie chcą się z Europą asymilować, chcą jedynie europejskich kobiet i naszych pieniędzy. To przez nich narażani na razie są mieszkańcy zachodu (niebawem i wschodu), gdzie kobiety nie mogą w spokoju świętować czy po prostu chodzić po ulicach. Do czego to doszło, żebyśmy bali się o siebie i swoich bliskich na własnym kontynencie? Tak naprawdę codziennie widzimy jak pada państwo po państwie, bastion po bastionie. Nazwy państw, które kiedyś wzbudzały podziw – dziś wzbudzają jedynie litość. „A może nie będzie tak źle?” – będzie jeszcze gorzej. Jesteśmy otaczani na własnej ziemi, zniewoleni przez brukselskich panów narzucających nam z góry co z nami będzie i kto ma być gościem w naszym domu. Przegrywamy bitwę o własną tożsamość, przegrywamy z tymi, którymi na co dzień gardzimy – medialnymi bożkami bombardującymi nas swoimi poglądami, naszych znajomych, nasze rodziny. Nasze umysły zostały zakażone chorobą, ale każdą chorobę można zwalczyć, każdy nałóg można pokonać – potrzeba do tego siły woli.

Pokochaliśmy święty spokój – rodzinne spotkania, zamykanie się w kręgu znajomych, pracy, zabawie. Pokochaliśmy przechylanie kufla piwa ze znajomymi, wdychając świeże powietrze i ciesząc się ze swojej młodości. Zapomnieliśmy o tym, że nasza historia od początku dziejów to krew, pot i łzy. Może jednak czas przypomnieć sobie o innej stronie Europy? Może czas zacząć bać się o europejskie kobiety i dzieci? Może czas na zimny kubeł wody – choć takich kubłów dostaliśmy w ciągu ostatnich miesięcy bardzo dużo. Jesteśmy jak Ci maszerujący, pewni siebie rzymscy legioniści – tylko nas nie gubi pewność siebie związana z wielkością i siłą – ale bzdurnym uczuciem bezpiecznej Europy – i choć pogląd ten w ostatnim roku został bardzo mocno nadwątlony – to i tak dalej rak politycznej poprawności atakuje nasza ciała pod postacią brukselskich mocarzy. Dlaczego mają tak duży posłuch wśród ludzi? Oni nie obronią Twojej rodziny, mają Cię tak naprawdę gdzieś – ich czyny i ich decyzje o tym świadczą. Czy to piwo ze znajomymi czy rodzinne spotkania nie byłyby lepsze gdybyśmy naprawdę mieli pewność własnego bezpieczeństwa? Europejczycy są w chwili obecnej mentalnie ubodzy – ale to nic – człowiek podczas choroby jest osłabiony, podczas gorączki czasem majaczy, czasem wmawia sobie, że umiera. Później jednak przychodzi uzdrowienie, dochodzenie do formy i siły, a także puszczenie w niepamięć złych chwil choroby. Tak samo może i musi być z nami. Złe czasy degeneracji i słabości zostawimy historii, musimy tylko zacząć się bronić.

Przechadzając się po swoich ulicach, pamiętajmy aby nie zamykać się na bieg historii, aby się na niego nie obrażać. Nie jesteśmy jedynie małą kropką wśród kilkuset milionów europejczyków, tak naprawdę zachowanie każdego z nas ma wpływ – jeżeli nie na cały świat – to na swoje otoczenie. Tak to wszystko właśnie wygląda. Jak mawiał pewien rzymski konsul czasem maleńka chwilka rozstrzyga o wielkich rzeczach”. Żebyśmy tylko nie przegapili tych maleńkich chwil, bądźmy uważni!

Krzysztof Kubacki

Redaktor naczelny „Szturmu”

Social Media Icons Powered by Acurax Web Design Company