Łódź Publicystyka

Fajnołodzianie

Taki autoportret malują rządzący pustoszejącym miastem z pomocą wszelkich dostępnych środków. Ich ulubiony – oficjalny profil miasta na Facebooku – mógłby z powodzeniem zmienić nazwę na „To samo zdjęcie jednorożca codziennie”. W końcu czego chcieć więcej w fajnym centrum, na fajnej Dąbrowie i na fajnych Bałutach jeśli nie hummusu w pięciu smakach, gestów wsparcia BLM i mikroapartamentów za 150 tysięcy.

Wpiszcie w Google hasło „Łódź miasto”, a Google dopowie „po przejściach” i „meneli”. Pierwsze to tytuł reportażu, drugie – słynne słowa Bogusława Lindy. Długo można się spierać o rację aktora, gdy jednak miejski radny, głosami łodzian wybrany, oświadcza z dumą, że miasto nie produkuje już nic własnego, oburzenie byłoby równie wskazane. Nic z tych rzeczy. Przecież jest fajnie. Jest gdzie chodzić na zakupy, szkła i stali tylko przybywa, wielkoformatowe reklamy maskują ruiny kamienicy vis-à-vis biurowca. Wszystko to, oczywiście w obrębie Śródmieścia, zdaje się mówić: „coś tu się dzieje”. Turystom taka Łódź się podoba. Nic dziwnego, w końcu spacerują między OFF-em a Manufakturą.

W 1988 roku Łódź liczyła 854 tysiące mieszkańców. Równe trzydzieści lat wolności później liczba ta zmalała do 687 tysięcy. Możemy się pochwalić najwyższą umieralnością mieszkańców spośród dużych miast i to przy niskim wskaźniku urodzeń. Wyjeżdżamy – na chwilę lub na zawsze – bo poziom uczelni niższy, bo naszego kierunku nie ma, bo stawki gorsze. Bliskość Warszawy odbiera Łodzi znacznie więcej niż miejsce na mapie pogodowej. Część z nas gotowa jest tu nocować, by wstawać o 5 rano i jechać do pracy w Warszawie. Jeśli wracamy z „emigracji” to do wymarzonego lokum na przedmieściach, z dala od korków i miejskiej szarugi.

Jestem dumny z tej transformacji i niezmiernie się cieszę, że nikt nie niszczy już życie Łodzian przemysłem włókienniczym 🙂, uśmiecha się do nas radny Marcin Hencz. Decyzję o przeprowadzce do Łodzi ułatwiło mojej babci technikum dziewiarskie po którym, podobnie jak wiele kobiet, podjęła pracę suwnicowej i krojczyni (jak sama o sobie mówiła) w tutejszych zakładach. Potem przyszła pora na pracę w Elcie, Fabryce Transformatorów i Aparatury Trakcyjnej. Dziś przemysłu nie ma, Elta jest, ale w rękach szwajcarsko-szwedzkiej Grupy ABB. Szczęśliwie dla nich, życie zawodowe moich dziadków przypadło na okres łódzkiej prosperity. Nie wszystkim się udało. Wielu znalazło się bez pracy i to w wieku, który nie pozwalał stać się programistą ani specjalistką HR. Model transformacji i jego dalekosiężne skutki nie ominęły i tych, którym kwalifikacji nie brakowało. Gdy łódzkie elektrociepłownie stały się własnością francuskiego koncernu Dalkia (dziś Veolia) niektóre działy przestały być tu potrzebne. Pracownicy z tytułami inżyniera, specjalistyczną wiedzą i latami doświadczenia otrzymali propozycję chodzenia po kominach w wieku przedemerytalnym.

Przepustka do wolnego świata była kosztowna, ale coś za coś. Można było zagrać na giełdzie, dać się wciągnąć „Dynastii”, zgłębiać tajniki przywództwa w Klubie Ludzi Sukcesu*, wreszcie skosztować legendarnego hamburgera. Pierwszy łódzki McDonald otwarto w „Magdzie” przy Piotrkowskiej. Imię budynku wyłoniono jeszcze w latach sześćdziesiątych w konkursie „Dziennika Łódzkiego”. Dawny Dom Gospodyni i SAM z 33 kasami to dziś francuski Carrefour, chiński market odzieżowy i perfumeria Hebe portugalskiej grupy Jerónimo Martins. Po 1999 roku, u stóp marketu stanęły figury „twórców Łodzi przemysłowej”, Poznańskiego, Scheiblera i Grochmana. Obecnie można tu zrobić większe zakupy, zdjęcie Poznańskiemu i selfie z pobliskim Misiem Uszatkiem (wspomnieniem Łodzi filmowej), a po wszystkim iść do knajpy, napić się i wrócić tam, skąd się przyjechało. Jest fajnie.

Nie o reminiscencje słusznie minionego ustroju chodzi, lecz kierunek zmian, uznany bezkrytycznie za jedynie słuszny. Dziwna rzecz. Mimo kuszenia inwestorów, oferowania im atrakcyjnych lokalizacji i wykwalifikowanych kadr przygotowanych przez łódzkie uczelnie publiczne na ich doraźne potrzeby, miasto wciąż się wyludnia. Ta „fajna Łódź” nie wytrzymuje konkurencji innych miast. W pobliskiej Warszawie czy odległym Wrocławiu stawki są po prostu wyższe. Ośrodki te mają jeszcze jedną przewagę, mianowicie służą do życia, nie tylko do odsypiania pracy.

Rządzący zachowują się jak rodzice w kryzysie wieku średniego, którzy myślą, że jeśli będą naśladować młodych, to odmłodnieją, że jeśli napiszą #fajnie, to tak faktycznie jest. Efekt w słowniku młodych nazywa się „cringe”. Magistrat chętnie „sygnalizuje cnotę”, gdy można wesprzeć osoby homoseksualne tęczowym light show czy wspomóc Black Lives Matter ciepłym słowem na Facebooku. W pustoszejącym mieście, w którym prawie 2 tys. mieszkań komunalnych ma toaletę na podwórku, a 7 tys. dzieli ubikację z sąsiadami na korytarzu, można sobie oszczędzić gestów poparcia dla polujących na „biały przywilej”. Wystarczy ozdobić ścianę muralem, przykryć pustostan reklamą piwa i samochodu, na który stać nielicznych, pochwalić inwestycję w mini-mieszkania, a dawne ławki, na których leżeli bezdomni uczynić częścią woonerfu, na ławkach którego leżą bezdomni. Kto nie klaszcze, ten malkontent, klap, klap, klap.

Łódź to nie tylko młodniejące Śródmieście lecz także, jeśli nie przede wszystkim stragany Dąbrowy, drewniane domy Grembachu, „kolorowe” blokowiska Widzewa, postpeerelowskie choć całkiem zielone osiedla Teofilowa, klubowe docinki na murach, zakurzone szyldy pracowni szewskiej, resztki architektonicznej secesji, odległe krańcówki, podwórka-studnie i to, co z nich zostało. Łódź ma kompleksy i za wszelką cenę pragnie je leczyć. Miejsc w Polsce, gdzie członek elity beztrosko wyraża radość płynącą ze skutków ubocznych transformacji maskując je propagandą sukcesu jest wiele. Za to nikt nie każe „wypierdalać”.

*Klub Ludzi Sukcesu im. Małego Tadzia powstał w potransformacyjnej Łodzi z inicjatywy Tadeusza Niwińskiego, chemika i właściciela przedsiębiorstwa komputerowego w Kanadzie, dokąd wyjechał tuż przed stanem wojennym. (Michał Matys, Trzeba się chwalić, „Gazeta Wyborcza” 1993, nr 156)

zdjęcia własnej roboty

Marta Niemczyk

Plugin for Social Media by Acurax Wordpress Design Studio