Historia i Kultura

Krew gra – a rozum śpi, czyli Powstanie Styczniowe w kilku odsłonach

Poszli nasi w bój bez broni – tak jak i dziś, w razie zagrożenia, tak 157 lat temu naród nie był gotowy do walki, bez środków, bez autorytetów, bez zdecydowanego przywództwa, bez planu na przyszłość. Ale jest coś bardzo ważnego, co pozostało nam po tych krwawych doświadczeniach schyłku romantyzmu – ostateczne wpisanie w poczucie narodowego obowiązku wszystkich warstw społecznych, patriotyzm stał się odtąd sztandarem powinności każdego Polaka.

To właśnie do etosu Powstania Styczniowego Józef Piłsudski odnosił się w swoich analizach militarnych, w swoim rozumieniu Ojczyzny. Gdy był Naczelnikiem Państwa weterani wojny 1863 traktowani byli z ogromnymi honorami, zawsze w nimbie chwały, sam zaś przyjaźnił się blisko z byłym zesłańcem powstańczym Bronisławem Szwarce, dzięki któremu próbował rozumieć sprzeczności w legendzie tragicznego zrywu.

Ciekawe jest to, że Piłsudski wiedzę o błędach organizacyjnych powstania wykorzystywał w swojej wojskowej misji, jednocześnie w sercu nosząc ,,dziwną wielkość” tamtych dni.

Znamy zdanie Romana Dmowskiego na temat naszego romantyzmu XIX wiecznego:
,,Przywiązanie do narodu nie powinno osłabiać umysłu człowieka, jego zdolności do krytyki, nie powinno go zaślepiać w sądach o tym, co mu najbliższe, szerzenia zaś w narodzie przyjemnych złudzeń, co do własnej wartości jest tym szkodliwsze, im dalsze są one od prawdy”

Niestety, powstanie styczniowe nie przyniosło nam żadnego pożytku, skorzystali jak zawsze, wyłącznie sąsiedzi, w tym wypadku, nasz największy wróg – Prusy pod wodzą sędziwego Bismarcka, który zawarł z Rosją słynny ,,pakt Alvenslebena” na mocy którego Rosja zbliżyła się w planie wynarodowienia Polaków do niemieckiego zaborcy.

Czerwoni pod wodzą młodziutkiego Bobrowskiego mieli barwny plan wprowadzenia na ,,odzyskanych” ziemiach polskich, postulatów uwłaszczeniowych ale też, nie oszukujmy się, zahaczających o skrajnie rewolucyjne hasła równości i braterstwa. Sam Bobrowski – Ukrainiec z pochodzenia, nie wierzył w szanse powstania i właściwie ten fakt wiele mówi nam o powstaniu, jako o rozchwianej iskrze tańczącej w rękach szalonych ludzi. Jednak w przedsięwzięciu brały udział inne stronnictwa o całkiem różnych przewidywaniach i niepodobnym byłoby pozostawić w głowach czytelników tak jednoznacznie negatywnie brzmiące wnioski.

 Znamy wysiłek Wielopolskiego w budowaniu ,,polskich struktur” na administracyjnych i kulturalnych przyczółkach Królestwa. To dzięki niemu w Warszawie zaistniała Szkoła Główna a w Puławach Instytut. Znana jest również jego uczciwość i odpowiedzialność względem narodu – po fali aresztowań księży w latach 50, podał się do dymisji, nigdy nie witał również na baczność cara, którego nie traktował jak polskiego króla. Miał jednak swoje wady, głównie – pogardę dla wszelkich nowinek ustawodawczych, w tym, dla najważniejszego postulatu Rządu Narodowego – całkowitego uwłaszczenia chłopów. Postawa ta w większej mierze wpłynęła na to, jak oceniła go później historiografia oraz Roman Dmowski, który oskarżał Wielopolskiego o prawne ułatwienie Żydom mieszania się w proces tworzenia polskich elit.


Biorąc pod uwagę, że jeden z przywódców Czerwonych – Jarosław Dąbrowski, liczył na pomoc rosyjskich rewolucjonistów rozochoconych szkarłatnymi treściami z chętnie rozrzucanej po Warszawie ulotki ,,Ziemli i Woli”, może i lepiej, że do porozumienia z szerokim zapleczem rosyjskojęzycznym nie doszło.


Car Aleksander II, cokolwiek o nim nie mówić, nie był podobny do ojca i starał się nie uprawiać wobec Polski polityki represyjnej, świadczy o tym amnestia dla emigracji polskiej z 1856 roku, autonomia dla uniwersytetów, powstanie paru akademii i szkół wyższych czy zniesienie stanu wojennego na Litwie. Nie obyło się jednak bez złośliwości, w tym ścigania ,,podejrzanych” o konspirację (przy czym zamykano często nie tych co trzeba), oraz blokowania niektórych, ważnych dla rozwoju duchowego narodu, rocznic historycznych.

Podzielam jednak zdanie jednego z nieodżałowanych ojców myśli narodowej – Jana Mosdorfa, które musi tu wybrzmieć. Upadek końca XVIII a później XIX wieku przyniósł Polsce i Polakom ważne zmiany w percepcji narodowej – dawna szlachta zrozumiała na czym polega poświęcenie swojej prywaty i całego swojego dobra dla wyższego celu jakim jest Ojczyzna, zrzuciła z siebie bogaty pas miłości własnej na rzecz bezinteresownej miłości do Polski. Patriotyzm stanowy, stał się uczuciem narodowym. Po klęsce powstania, rozpoczyna się mozolna praca od podstaw, której wynikiem nie jest na szczęście marksizująca filozofia Sartre jak na zachodzie ale odzyskanie tradycji i wartości w zamkniętym i doskonałym kształcie zakreślonym na mapie.

,,Pod wpływem nieszczęść i zawodów, pod wpływem rozbudzonego ruchu umysłowego, rewizji pojęć, dokonywanej na emigracji, coraz częściej spod ,,czerepu rubasznego” począł wydobywać się głęboki narodowy patriotyzm, zdolność do poświęceń nie tylko krwi, lecz i mienia.”

Poza tym, czymże byłaby literatura polska bez jej mistyków i Homerów, cudownych dzieci XIX wieku – Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Cypriana Kamila Norwida, Henryka Sienkiewicza, Bolesława Prusa, Józefa Ignacego Kraszewskiego?

Możemy być piękni i pragmatyczni zarazem, to jest spuścizna naszych tragicznych ojców.


Bibliografia:

Jan Mosdorf, Wczoraj i jutro, CBMN
Roman Dmowski, Wybór Pism, T-I, Zysk i S-ka, 2014
Paweł Jasienica, Dwie drogi, PIW, 1988
Józef Piłsudski, Rok 1863 – odczyt wygłoszony 20 I 1924 w Warszawie


Malwina Gogulska




Social Network Widget by Acurax Small Business Website Designers