Publicystyka

Krzysztof Kubacki: Piękno historii, przemijania i styl nacjonalizmu

Przeglądając ostatnio zdjęcia przedwojennych manifestacji w Łodzi, czy też innych miastach naszły mnie pewne refleksje. Tekst ten nie ma w swym zamiarze być wielce odkrywczy, czy wzdychający do „starych czasów”. Wręcz odwrotnie – tekst ten ma bardziej uświadomić, a także w pewien sposób zmobilizować. W otchłani demoliberalnych walk, ideologicznych słownych starć – czasem warto nad pewnymi sprawami się zastanowić, co dla autora tego tekstu jest pewnym odstresowaniem i „zluzowaniem” głowy od bieżących spraw nacjonalizmu czy debat politycznych. Zapewne nie tylko ja mam momenty, w których wspominanie i przeglądanie starych fotografii sprawia przyjemność. Choć w kwestiach doktrynalnych jestem z dala od kalkowania historycznych pomysłów naszych poprzedników to fajnie jest ich poczytać czy także popatrzeć na stare zdjęcia z manifestacji, zjazdów, protestów itd. I z tego wszystkiego także może płynąć pewna lekcja, a jaka?

Płynie z tego bardzo mądra, bolesna, ale i w swym wymiarze piękna lekcja – przemijanie choć boli, to trzeba w nim upatrywać sensu. To o czym piszemy, to co robimy, to jak się prezentujemy, to jak działamy i jacy dla siebie – nacjonaliści – jesteśmy będzie miało swoje odbicie w przyszłości. Tak jak większość z nas kształtowała swoje poglądy na przedwojennych narodowcach, tak i w przyszłości – mam nadzieję – będą wzorować się na nas przyszłe pokolenia. Czy będą one nami gardzić czy podziwiać, zależy to tylko i wyłącznie od nas. Od nas zależy czy będą chcieli się do nas upodabniać- choć mam nadzieję, że tak jak i my – będą starali się iść własną drogą. Ale historia jest po to, żeby nie tylko wyciągać z niej lekcje, ale także po to, żeby się nią fascynować. Kto z nas nie życzyłby sobie tego, żebyśmy i my byli powodem fascynacji przyszłych pokoleń polskich nacjonalistów. Tak jak i nasi poprzednicy dali nam wiele argumentów w nasze ręce, tak i my musimy dać „pociski” do walki naszym następcom. Dlatego w naszych działaniach, słowach nie możemy jedynie widzieć przed sobą dnia dzisiejszego, jutrzejszego, przyszłego tygodnia, miesiąca czy roku – ale patrzeć w perspektywie o wiele dłuższej. Ponosimy odpowiedzialność za współczesne wydarzenia, ale ponosimy ją także za przyszłość. Nic co robimy, nie może być przypadkowe.

Historia to nie tylko książki z datami i filmy. Historia to także my – czy nie miło wiedzieć, że my ją także tworzymy? Każda przeprowadzona akcja, tekst czy inna forma działania ma na nią wpływ. Bycie rewolucjonistą to znaczy wziąć historię za ręce i głowę mówiąc głośno – teraz idziesz moją drogą. Można oczywiście mówić, że nie rządzimy, nie mamy wystarczającej siły – ale jest to myślenie błędne. Owszem w głównej mierze tworzą ją zwycięzcy mający w swych rękach urzędy. Jednak naszym atutem jest siła idei – są ustroje polityczne, systemy, represje, wojny – ale nacjonalizm jest czymś więcej. Spójrzcie na te historyczne zdjęcia i bijącą z nich energię, walkę, wiarę. Idea oczywiście dostosowuje się do danych czasów – piętnować należy tych ludzi co chcieliby bez żadnej refleksji wprowadzać przedwojenne pomysły. Jednak trzeba brać przykład z poświęcenia, idealizmu, chęci doprowadzenia do zmian i tego, że nacjonalista nie spuszcza głowy w dół – nigdy. Dziś to my wzięliśmy na barki odpowiedzialność przed historią i musimy podchodzić do tego bez obaw – nie mam wątpliwości, że jesteśmy pokoleniem wielkim – czasem zagubionym, skłóconym czy zniechęconym – jednak powoli usamodzielniającym się i zapełniającym puste kartki, pt. „polski nacjonalizm XXI wieku”. Bierzmy przykład bardziej z postaw naszych poprzedników, wiedzmy co mieli do powiedzenia – ale myślmy sami i twórzmy własne koncepcje.

Miejmy własny styl, nacjonalizm zawsze odróżniał się od innych doktryn czy obozów politycznych. Radykalny język, ale także wygląd – niegdyś były mundury, choć dziś jesteśmy bardziej zróżnicowani, nie dawajmy uwięzić się stylowi garniturów i że tylko „na galowo” możemy prezentować się lepiej. To, że oficjalnie wymaga się występowania „pod krawatem” nie znaczy, że musimy się do tego dostosowywać. Na chwilę obecną garnitury w kwestiach politycznych kojarzą mi się z kłamiącymi bez mrugnięcia okiem demoliberalnymi politykami, którzy wzbudzać mogą jedynie obrzydzenie. Nie skreślajmy ludzi chcących gdzie niegdzie posalutować i podnieść prawą rękę w górę – to także pozdrowienie polskich nacjonalistów, to także jest część Tradycji.

Czy ktoś tego chce, czy nie.

Przemijania nie da się zatrzymać – bierzmy więc z każdego dnia jak najwięcej i starajmy się być coraz lepsi reprezentując naszą ideę. Czy kiedyś zwyciężymy czy nie – nigdy nie możemy mieć sobie nic do zarzucenia. Czerpmy przyjemność z każdej rzeczy, którą wykonamy na rzecz naszego ruchu, choćby nie miała przynieść tego upragnionego „przełomu”, o którym pisano już przed wojną. Przemijanie choć bywa bolesne, to przyjemnie pomyśleć o następnych pokoleniach rozmawiających o nas na swoich manifestacyjnych wyjazdach . Czy będziemy godni aby o nas wspominać zależy już tylko od nas samych. Ten krótki, refleksyjny tekst kończę – jak często ostatnimi czasy – słowem i okrzykiem – odwagi!

Krzysztof Kubacki

Redaktor naczelny miesięcznika „Szturm”

Please follow and like us:
Social Network Widget by Acurax Small Business Website Designers