Niesmak dekomunizacyjny

Prof. Zbigniew Rau zdekomunizował łódzkie ulice. Wojewoda słusznie wydał zarządzenie, które symbolicznie zakończyło czerwony etap naszej lokalnej historii. W jego wyniku zniknęły z łódzkiej przestrzeni publicznej relikty poprzedniego systemu. Mimo, że czekaliśmy na ten moment z utęsknieniem, to pewien niesmak pozostał.

Wojewoda wycofał się z upamiętnienia Kazimierza Kowalskiego przedwojennego przywódcy Stronnictwa Narodowego i łódzkiego radnego. Zbigniew Rau ugiął się pod naporem lewackich mediów i polityków, którzy zrównali legendarnego łódzkiego narodowca z Adolfem Hitlerem. Wymazanie polskiego ruchu narodowego z tradycji Łodzi należy uznać za zwykłe przekłamanie historyczne. Zespół wojewody powołał się na tzw. łódzką tożsamość, z którą upamiętnienie Kazimierza Kowalskiego miałoby być sprzeczne. Czymże w takim razie jest pluralizm, na który powołują się władze?

Ustawa dekomunizacyjna zakazuje upamiętniania postaci związanych z systemem komunistycznym. Te zniknęły, w ich miejsce pojawiły się inne, a wśród nich Leopold Tyrmand, pisarz, publicysta, popularyzator jazzu w Polsce. Szykanowany przez PRL-owską cenzurę, która blokowała jego książki, opuścił kraj. Kiedy ostatecznie osiadł w Stanach Zjednoczonych, związał się ze środowiskami konserwatywnymi. Jego wcześniejsza działalność musi jednak budzić kontrowersje. Gdy młody Tyrmand przebywał  w 1940 r. w okupowanym przez Sowietów Wilnie, pisał felietony propagandowe w sowieckim dzienniku „Prawda Komsomolska”. Przyznał się do tego dopiero po wielu latach.

Wojewoda odrzucił narodowca za „antysemityzm”, upamiętnił Tyrmanda w imię „dekomunizacji”. Tyrmanda nie można nazwać reprezentantem reżimu komunistycznego, czy jednak słusznym jest upamiętnienie postaci z taką przeszłością? Czy o taką dekomunizację chodziło?

H.Kowalski

Please follow and like us:

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.