„Żywa Biblioteka”, czyli kto kogo wyklucza

5 listopada odbyła się kolejna łódzka edycja „Żywej Biblioteki”, czyli spotkania z osobami uznanymi przez organizatorów za „wykluczane”, „obarczane stereotypami” w naszym społeczeństwie, osoby „marginalizowane”, choć nie „z marginesu”. Od lat, z nielicznymi wyjątkami, „kanon lektur” się powtarza, bazując głównie na orientacji seksualnej. Czy taka „walka ze stereotypem” nie służy jego utrwalaniu? Czy tylko osoby „nieheteronormatywne” mierzą się z wykluczeniem?

Pomysł narodził się w Danii w 2000 roku, podczas festiwalu muzycznego Roskilde. Zaszczepiony w wielu innych krajach, od lat odbywa się również w największych polskich miastach. „Aranżujemy Bibliotekę, w której Książkami stają się osoby reprezentujące różne grupy wykluczane i obarczane stereotypami. Każdy może „wypożyczyć” Książkę, a więc porozmawiać z wybraną osobą przez 30 minut” – wyjaśniają organizatorzy.

Parę lat temu miałam okazję się przekonać, jak wygląda łódzka odsłona „Żywej Biblioteki”. Wraz z grupą znajomych rozmawialiśmy m.in. z osobą przedstawiającą się jako „queer” (choć wystarczyłoby samo imię, bo że „queer”[1], to widać od razu). Nasz rozmówca okazał się być heteroseksualnym mężczyzną – tyle, że w spódnicy, na obcasach i w starannym makijażu. Bardzo chętnie opowiadał o swoim życiu: o działalności na rzecz miasta, jak się okazuje w ramach Świetlicy Krytyki Politycznej; o swoich lękach, czyli uczestnikach Marszu Niepodległości (nie wiedział biedny, że właśnie z nimi rozmawia); o partnerce życiowej, która nie tylko aprobuje jego styl życia, lecz także aktywnie go w nim wspiera; wreszcie o złej relacji ze swoim ojcem, choć o tym opowiadał krótko i niechętnie. W pamięci utkwiła mi również rozmowa z weganką, która zapowiedziała, że swoje dzieci będzie wychowywać od samego początku w duchu „wegańskim” – jasne, że zdecydują same, tylko trochę później.

W 2016 roku, wśród „książek” znaleźli się m.in.: muzułmanin, Żyd, gej, lesbijka, „transgender”, rodzina wegańska, trzeźwy alkoholik, mama dziecka z in vitro oraz mama adopcyjna. Z wyjątkiem trzech ostatnich, można zauważyć, że na przestrzeni lat organizatorzy przygotowali swego rodzaju „podstawowy zbiór” Książek. Tegoroczna edycja jest tego najlepszym przykładem. Cieszy wprawdzie możliwość rozmowy z mamą adopcyjną lub z mamą dziecka autystycznego (choć osobiście przyznam, że dużo bardziej „nieszablonowym” byłby tata;) Do „kanonu lektur obowiązkowych” na stałe weszli jednak homoseksualiści wszystkich płci, biseksualiści, osoby określające się mianem (łatką?) „transgender”, muzułmanie, Żydzi oraz edukatorki seksualne (ma się rozumieć, te z zaprzyjaźnionej z organizatorami Fundacji Spunk). Ciekawostką tego roku był… hodowca zwierząt egzotycznych oraz „chrześcijanin-homoseksualista na wózku”, który sam o sobie pisze tak: „zadeklarowany, częściowo wyoutowany homoseksualista budujący związek (póki co) „na odległość”, zdecydowany przeciwnik sojuszu władzy z Kościołem (Rzymskokatolickim). Wróg zaściankowości, obłudy, chamstwa, bezkarności „wybrańców suwerena”[2]. Na pewno coś nas łączy – ja też nie znoszę obłudy.

Zastanawiam się, czy w ramach tolerancji i przeciw hipokryzji, organizatorzy zaproszą kiedyś na spotkanie z nacjonalistką, „kibolem”, „patologią z 500plus”, „naziolem”, zakonnicą, leśnikiem… Zbiór jest otwarty, chyba bardziej nawet niż organizatorzy „Biblioteki”. Nie bez powodu proponuję rozmowę z nacjonalistką – z doświadczenia wiem, że im ktoś częściej mówi o „tolerancji”, tym bardziej się od niego obrywa. „Do tej pory nie spotkałem kulturalnej, wykształconej nacjonalistki (nie, technikum krawieckie albo turystyka i rekreacja to nie jest wykształcenie). Wszyscy naziole, których spotkałem to seby i karyny, których celem było spłodzenie bachora, wzięcie zapomogi i schlanie się w piątek.”[3]– stwierdził Mikołaj S., podobno lekarz z zawodu, Żyd z przekonania, orędownik szacunku i tolerancji, bojownik w walce ze stygmatyzacją. I chociaż jego rozmówczynie nie były ani po technikum krawieckim, ani po turystyce (jedna na medycynie, druga na psychologii), umówmy się – to był tylko taki niewinny „skrót myślowy”, prawda?

Gospodarzem i organizatorem wydarzenia, obok „Fabryki Równości” jest Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Za każdym razem, gdy słyszę nazwę instytucji, przypominają mi się słowa pewnego łódzkiego historyka: „Znałem Marka Edelmana osobiście. Gdzie mu tam było do dialogu! (śmiech)[4].

MN

  1. Queer – angielskie słowo, które przez lata znaczyło tyle, co „dziwny”, „dziwaczny”, „dziwak”, „odmieniec”; od lat 90. określenie używane, np. w publikacjach socjologicznych, do opisywania członków społeczności LGBTQIA(…). W efekcie dawne, raczej pejoratywne określenie, tłumaczy się dziś – w najszerszym kontekście – jako „nieheteronormatywny/a”.

  2. http://pliki.centrumdialogu.com/KATALOG_2017.pdf [dost. 09.11.2017]

  3. Komentarz w dyskusji na profilu „Będąc Młodym Lekarzem” pod artykułem „Newsweeka” udostępnionym 3 czerwca 2017 roku, czyli w dniu warszawskiej Parady Równości; artykuł traktował o (braku) tolerancji i szacunku do inności. Pisownia poprawiona, w oryginale brak polskich znaków.

  4. Tak powiedział historyk Paweł Spodenkiewicz (IPN) jeden z prelegentów w debacie „Miejska polityka historyczna” zorganizowanej 31 maja 2016 roku w łódzkiej klubokawiarni Niebostan.

Please follow and like us:

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*