Łódź

Łódzki Marsz Równości 2015 – Parada Świętych Krów? (GALERIA)

Tęczowe flagi, panowie w spódnicach i ledwo słyszalne okrzyki „homofobia – to się leczy” – tak wyglądał Marsz Równości środowisk LGBTQ zorganizowany w sobotę 25 kwietnia w Łodzi. Ze Starego Rynku ulicą Piotrkowską aż do Pasażu Schillera mieszkańcy miasta nie mogli przejść bez utrudnień. Przechodnie, którzy wydali się policji „podejrzani”, zostawali otoczeni przez oddział prewencyjny. Łódzcy narodowcy zdołali jednak przypomnieć, że w Łodzi nie ma i nie będzie miejsca na publiczną promocję dewiacji.

Na czele Marszu Równości, Damian Graczyk z Fundacji Nowoczesnej Edukacji (czy indoktrynacji?) SPUNK, z megafonem i tęczową flagą w rękach, wzywał do walki o prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Kilka dni wcześniej, w Urzędzie Miasta przedstawiał on radnym program tzw. „edukacji seksualnej” dla łódzkiej młodzieży szkolnej, finansowany z pieniędzy podatników. Tuż obok Michał Gauza z łódzkiej Krytyki Politycznej, stały bywalec Żywej Biblioteki określający siebie samego mianem „queer”, szedł… na obcasach, w spódnicy i starannym makijażu. Ktoś trzymał transparent z hasłem „GENDER FOREVER”, ktoś inny szedł z napisem „Tadeusz gejBOY-Żeleński” oraz „Aleksander Wielki lubił gejowskie gierki”.

Uczestnikom przez cały czas towarzyszyli działacze Ruchu Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, osoby niezrzeszone, a także przypadkowi przechodnie dający jasno do zrozumienia, że nie będzie z ich strony przyzwolenia na publiczną promocję dewiacji. Marsz przywitano dużym transparentem pt. „zakaz pedałowania”, zawieszonym na jednej z kamienic na Placu Wolności. Zwolennikom dewiacji towarzyszyły okrzyki „Ręce precz od polskich dzieci!”, „Chłopak, dziewczyna – normalna rodzina!”, a także „Homofobia rodzi dzieci!”.

Uczestnicy Marszu byli gorliwie chronieni przez policję w liczbie dwukrotnie większej niż ilość samych manifestantów. Spokojnie spacerujących przechodniów, którzy wydali się służbom „podejrzani”, policjanci otaczali i nie pozwalali przejść dalej – bez słowa wyjaśnień. Nagrywających zachowanie funkcjonariuszy wobec zatrzymanych również otaczano i nie pozwalano się oddalić.

– Pani jest z tymi obywatelami? – zapytał studentkę jeden z funkcjonariuszy wskazując na zatrzymanych sugerując, że chce do nich dołączyć. Przechodzących na drugą stronę ulicy policja również zatrzymywała.

Zdaniem wiceprezydenta Tomasza Treli (SLD) „Łódź jest miastem tolerancyjnym i otwartym”. Komu zatem miały służyć szeregi uzbrojonych po zęby policjantów i samochody „tajnych” tajniaków filmujących osoby postronne?

Mieszkańcy miasta zdawali się być zaskoczeni niecodziennym widokiem. Większość nie kryła rozbawienia. Rażącym jednak był widok pary heteroseksualnej z dzieckiem trzymającym małe tęczowe flagi, idącym tuż obok pana w blond–peruce, na koturnach, w sukience i krzykliwym makijażu.

Być może już niebawem do szeregu liter LGBTQ dołączy litera Z – z myślą o „miłośnikach” zwierząt, a po niej litera P – jako wyraz tolerancji dla „kochających” dzieci.

Marta Niemczyk

2 KOMENTARZE

  1. Czy trzeba robić „pompę” z czegoś, co jest niezgodne z biologią człowieka. Niedługo, na skutek żądań tych „innych” nasza władza zrobi z tego standard życia. Tylko, ciekawe czy wszystkie samochody będziemy niedługo „ładować” od rury wydechowej.

Komentarze są wyłączone.

Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company