Publicystyka

Marks na zdrowie kobiet

Pigułkę „dzień po” udostępniono bez recepty. Pamiętają Państwo jeszcze ten szał, tę radość? Krzyczano głównie ze strony lewicy, lecz nie tylko. Nie tylko z lewej strony. Największe larum podniósł ogół kobiet nowoczesnych.

Chodzi o typowe przedstawicielki fit-kultury. Młode, wykształcone i z wielkich ośrodków. Pasjonatki zdrowego żywienia, zdrowego uczenia, zdrowego seksu, zdrowego życia czy życia w ogóle. Te same od biegania po asfalcie dla zdrowia. Pacyfistki, które w dyskusjach ekonomiczno-poliycznych koniecznie muszą dodać, że Maria Skłodowska była kobietą, więc powinno być więcej prezesek. Często są wśród nich weganki lub przynajmniej wege-entuzjastki. Z telewizją śniadaniową uczą się jak mieszać musli z bananem, dziwnym trafem bezpestkowym. Na ich potrzeby powstał specjalny dział nauki – nutriepigenomika, czyli metody odżywiania genów! Wykształcone, wyzwolone, waginopozytywne specjalistki od tego, co wkładać do buzi, a czego nie. One właśnie za postęp dekady uważają doustny lek wczesnoporonny, ulipristyl – potencjalnie rakotwórczy i toksyczny. Cóż to jest jednak przy glutaminianie. Kobiety nowoczesne bardzo się ucieszyły, że lek jest dostępny bez recepty także dla nastolatek, które chcą pozostać fit.

„Kanapka z ulipristylem, twoja codzienna porcja zdrowia!”

Próżno tym paniom i pannom zarzucać błąd logiczny. Wśród nich same studentki, bizneswomen, socjolożki, coacherki, a nawet – lekarki. Jak mogłyby się mylić? W końcu od lat zażywają inną zdobycz cywilizacyjną – doustną antykoncepcję – i żyją. Światłe kobiety nie tkną bułki pszennej, ale dzień w dzień łykają substancje czynne hormonalnie. Wszak co innego dieta, co innego lek. Ulipristyl, jak antykoncepcja, to lek. Lek na ciążę. Rozumieją Państwo, ciąża to choroba. Chyba że ustawa stanowi inaczej.

Niektóre ze zwolenniczek ulipristylu być może już są matkami. Oczywiście ich ciąże były chciane, a więc zdrowe. Szykując dla swych pociech kanapki z antyrakowymi jagodami goji na bagietce z niepszennego ziarna mogą też przyklaskiwać innej prozdrowotnej ustawie, tej poważnej, o sklepikach szkolnych. Dzięki niej, jak ujęła premiera Ewa Kopacz, ich maleństwa nie będą grubaskami. Chyba że zamiast do sklepiku szkolnego pójdą do McDonalda, co zresztą już robią.

Panie nie wiedzą nawet, że same dawno się przekarmiły. Bajkową dietę fundował postmarksizm – na zdrowie!

Maria Piekutowska

Źródło obrazka: Youtube

Social Network Widget by Acurax Small Business Website Designers