Publicystyka

Marta Niemczyk: Dziękuję, postoję

Dlaczego reprezentacja kraju „gorszej” Europy, który dla Zachodu stanowi przede wszystkim rezerwuar taniej siły roboczej, miałaby klękać na znak przeprosin za kolonializm? Sam przecież nieustannie pada jego ofiarą.

Dalecy, ubodzy krewni, nieokrzesani sprawcy kradzieży samochodów i miejsc pracy, nieproszeni goście o dziwacznych nazwiskach, staromodnych obyczajach, niskich kwalifikacjach i słabości do tanich trunków. Polish jokes, niewybredne inwektywy, akty wandalizmu i przemocy wymierzone w Polaków na Zachodzie. Nic z tego nie budzi nawet w połowie tak silnych emocji wśród naszych wrażliwych inteligentów, co „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza, „Bambo” Tuwima i „murzynek” babci.

Na fotografii pierwsza po prawej stoi polska dyskobolka Jadwiga Wajsówna, zdobywczyni srebrnego medalu na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie (1936). Jako jedyna nie wykonuje gestu nazistowskiego pozdrowienia. (zbiory NAC)

Europejczycy z Zachodu i Północy mogą sobie pozwolić na znacznie więcej szczerości pod adresem przybyszów z Europy Wschodniej niż wobec tych spoza kontynentu. Prędko bowiem zdiagnozowano by u nich różnorakie -izmy i fobie skutecznie pozbawiające pracy. Nami wolno gardzić bezkarnie, wolno lekceważyć i wykazywać się rażącą wręcz ignorancją w stosunku do naszego kręgu kulturowego. Leżymy w szarej strefie współczucia – zbyt biali i tutejsi, by móc doświadczać dyskryminacji, zbyt obcy i inni, by móc uchodzić za równych.

Jesteśmy najszczęśliwsi na świecie, gdy ulubiona aktorka przyzna się do polskich korzeni, a obywatel „pierwszego świata” poklepie nas z uznaniem po plecach. Jesteśmy też gotowi przykładnie się ukarać, gdy pogrozi palcem i powie, że „nie wypada”. Nie wypada też wspominać o roli zachodnich mocarstw w historii polskiej podległości, o dziesięcioleciach Polski Ludowej z centrum dowodzenia w Moskwie ani o transformacji gospodarczej obliczonej na doraźne potrzeby silniejszych od nas. Ku uciesze zachodnich znajomych kucamy w bluzie Adidasa na tle „wielkiej płyty” obracając stereotyp w żart. Przecież mamy do siebie dystans. Jednocześnie, w ciągłej pogoni za akceptacją, tak wiernie naśladujemy Zachód, że odziedziczyliśmy już nawet jego winy. Od tego dystansować się nie wolno.

Młodzi Europejczycy uczeni są, by siadać, gdy rozbrzmiewa hymn państwowy oraz by klękać, gdy rozgrywany jest mecz – w pustym geście solidarności i przeprosin za nierówności społeczne. Ci sami Europejczycy chętnie przyjeżdżają do kraju pijaków i złodziei, by w polskich stripklubach świętować swoje wieczory kawalerskie. Tu jest taniej i wolno więcej, jak gdyby klepnięcie w pośladki było dla kelnerki nobilitacją, jeśli czyni to angielska czy niemiecka dłoń. Podczas międzynarodowej wymiany okazuje się, że w dusznej Polsce funkcjonuje mniej stereotypów innych nacji, niż uprzedzeń wobec Polaków czy Rosjan w otwartej Europie Zachodniej. Dla światłej Europy tajemnicą pozostaje ojczyzna Fryderyka Chopina, ciekawostką jej położenie geograficzne (nie, zorze polarne nie są tu częstym widokiem). Ta nonszalancja nigdy nie zawstydza. Problem pojawia się dopiero podczas niewinnej gry zespołowej, gdy biały uczestnik przebiera się za czarnoskórą kobietę, choć nikt nie czuje się urażony, gdy inny odgrywa rolę „głupiej blondynki”. Wiadomo przecież, że żadna blondynka, nawet zza żelaznej kurtyny, nigdy nie cierpiała tak, jak Meghan Markle.

Nasi dziadkowie pamiętają obce wojska, sojuszników i wyzwolicieli, kolejki po papier toaletowy, mięso i kubańskie pomarańcze, kolejnych sojuszników i doradców, wreszcie bezrobocie i kolejki do specjalisty. My pamiętamy eksodus krewnych, pokolenie eurosierot i pierwszą pracę na słuchawce w zachodniej firmie outsourcingowej. Udajemy kogoś, kim nie jesteśmy, aspirujemy do tego, by być bardziej „zachodni”, niż geografia pozwala. Wciąż więcej nas dzieli niż łączy – wojenne wspomnienia przodków, powojenny model rozwoju gospodarczego, doświadczenie reżimu komunistycznego, którego Zachód nie zna, a który niekiedy romantyzuje. Ubiegać się o akces do Europy oznacza tyle, co wyzbyć się własnej tożsamości, gdy tylko staje się przeszkodą.

Kultura masowa robi swoje i wskazuje, co wolno, a czego nie. Dawno już zaczęto zwracać uwagę na to, kogo obsadza się w rolach woźnych i pokojówek. Nie zawsze jednak to Latynosi byli najbardziej poszkodowani. Wątki wschodnioeuropejskie to nie kusząca egzotyka a bezkształtny zbiór uprzedzeń. W jednym z odcinków kultowego „Columbo” (1973) ofiarą pada niejaki Dudek, przybysz z nieznanego nikomu kraju Europy Wschodniej. Oszczędzono sobie trudu a widzom szczegółów jego pochodzenia. Podobny zabieg zastosowali scenarzyści „Terminalu” (2004): przybywający z Europy Wschodniej pasażer Wiktor Naworski (Tom Hanks) utyka na nowojorskim lotnisku, bo jego ojczyzna, fikcyjna Krakozja, przestaje istnieć. W „Tramwaju zwany pożądaniem” nie ma już miejsca na wątpliwości: Stanley Kowalski to brutal i prostak, którego łatwo wyprowadzić z równowagi pogardliwym mianem Polack. W jednym ze swoich filmów Woody Allen wciela się w bohatera, który na samo brzmienie Wagnera „ma ochotę najechać Polskę”. To jest w porządku, to bawi. Uczucia obraża tylko blackface, Speedy Gonzales i Hindus Apu z „Simpsonów”.

Język opisu społeczeństwa, którym posługują się rodzimi badacze społeczni był i jest rozwijany głownie na Zachodzie. Nie umiemy nawet o sobie mówić, bo nigdy nie wykształciliśmy aparatu pojęciowego na własny użytek. Zakompleksiona polska inteligencja każe nam pogłębiać własne kompleksy i rzucać się do walki o lepszy świat wszędzie tam, gdzie nas nie ma. Zachwyt i ciekawość budzą odległe kultury, mierzi inność Podlasia. Powstają pouczające teksty o tym, jak nieetyczne są wakacje na Zanzibarze, choć latać tam mogą głównie znajomi z lib-lewicowych redakcji. Analizują dyskursy, osadzają w kontekście, rozliczają nas z przedwojennych snów o zamorskich koloniach. Zazdroszczą zachodnim kolegom nawet tego, że ci faktycznie mają się czego wstydzić.

Lepiej znamy historię i kulturę krajów nam odległych i panujących w kulturze masowej, niż znacznie bliższych mentalnie i terytorialnie krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dawniej odkrywano dalekie lądy, dziś sami musimy odkrywać siebie na nowo. Nie wstydźmy się własnej inności w świecie, w którym tyle się mówi o „różnorodności”, a który zawzięcie dąży do ujednolicenia.

Marta Niemczyk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company