Publicystyka

Mentalność rzeźnego bydła

Mentalność rzeźnego bydła

Student uciekający od pracy społecznej

jest takim samym dezerterem jak poborowy uchylający się od wojska.

Jan Mosdorf

 

Jak inaczej skomentować sytuację, w której kilkunastu wolnych obywateli zakrzykuje jednego wolnego obywatela pytającego o swoje prawa w wolnym państwie? Czym innym jak nie bydłem są ludzie rezygnujący ze swoich praw w imię świętego spokoju? Czy nie jest rzeźnią miejsce, gdzie praw odmawia się współbraciom tylko w celu uniknięcia ewentualnych konsekwencji dla siebie?

Wspomniane zachowania występują przy ważnych i mniej ważnych okazjach w życiu naszego narodu. Obywatel ucisza obywatela, gdy ten chce protestować przeciw podwyższeniu podatków, ale też, kiedy pyta o możliwość zmiany zajęć na uczelni! Panem i władcą jest nam byle urzędniczka. Jednak na równi z nią krwi potrafi napsuć kolega, co głosował na jej pracodawcę. Nagłówki o ponoć ogromnych zamieszkach, który przeciętny obywatel na oczy nie ujrzy, sieją wśród Polaków największy terror. Ale dług publiczny, za który zapłacimy wszyscy – to bajka, żarcik, błahostka. Spróbujcie Państwo napomknąć o problemach narodu, a naród ukamienuje Pana lub Panią wyjątkowo agresywną elokwencją. Chyba że Państwo chcecie o problemach „biadolić”, nie rozwiązywać je. Naród to zrozumie, bo wprawdzie składa się na niego bydło, lecz bydło nierogate. Potrafi ono ryczeć, że mu źle, ale przecież nie ugodzi człowieka z batem, bo na protesty jest zbyt kulturalne, podpisy nic nie dają, petycja są śmieszne i w ogóle bydła nikt nie słucha.

Bogiem tego biednego ludu jest jego jedyne osiągnięcie, magiczny twór zwany demokracją. Cytując Piotra Kraśko polega ona na tym, że „idzie się do wyborów i wybiera PO albo PIS, albo SLD”.  Przez 4 lata po głosowaniu… demokracji nie ma! Ci co o niej najgłośniej pieją nie składają petycji, nie zbierają podpisów, nie uczestniczą w obradach rady powiatu, miasta, osiedla. Przez 4 lata polscy obywatele nie robią nic, co robi wolny obywatel w demokratycznym państwie (vide: USA). Po ukończeniu studiów Polacy wyjeżdżają za granicę, by korzystać z osiągnięć „prawdziwie demokratycznych” zachodnich państw.

Ludzie stają się bydłem, gdy zapominają o swoich prawach. Wbrew pozorom czasami nie potrzeba wielkich akcji. Czasami wystarczy uprzejmie powiedzieć „Panie Dyrektorze/ Panie Profesorze/ Panie Dziekanie (!), to rozwiązanie nie odpowiada nam. Czy istnieją inne możliwości?”. Bardzo rzadko, ale bywa i tak, że ceglany mur na drodze do porozumienia stawia nam tylko ta dziwna mentalność PRL-owskiego niewolnika. Młodzi Polacy wolą jak starzy siedzieć na kanapie i oglądać seriale, niż poprawić byt sobie i innym. Unikają już nawet nie protestów, ale zwykłych pytań. Jeśli jednak nie wolno nam pytać, to czy my w ogóle jesteśmy wolni?

Na szczęście jest młodzież, są studenci, którzy nie akceptują takiego stanu rzeczy. Oni to nazwani niewolnikami w zdecydowanej większości… obrażają się. Właściwie na tym kończy się ich wolność i demokracja.

 

Maria Piekutowska

Please follow and like us:
Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company