Miasto pięciu kultur?

„Łódź miastem czterech kultur” – to hasło, które ma podkreślać historię wielonarodowej Łodzi. Słyszymy je na każdym kroku. Władze miasta od lat promują tradycję czterech kultur, licząc, że przyczyni się to do rozwoju kulturalnego miasta. Jeszcze niedawno ową wielokulturowość postrzegaliśmy wyłącznie w sferze historycznej, ale, jak wszyscy widzimy, rzeczywistość się zmienia. Do Łodzi przybywa coraz więcej obcokrajowców, w tym Ukraińców, których jest w naszym mieście około 90 tys. By ułatwić przybyszom funkcjonowanie, nasze władze stworzyły dla nich możliwość posługiwania się własnym językiem podczas korzystania z biletomatów MPK, co umożliwiają specjalne komunikaty po ukraińsku.

Jadąc tramwajem, zauważyłem starszą Ukrainkę, która próbowała dowiedzieć się czegoś od innych pasażerów. Zadawała pytania po ukraińsku, była nieco speszona i zdezorientowana. Nie znała ani jednego słowa po polsku. Ostatecznie udało mi się wskazać jej drogę do dworca. Byłem zarazem podirytowany faktem, iż ta kobieta nie znała naszego języka, jak i pełen współczucia ze względu na beznadziejną sytuację materialną starszej Ukrainki, która zdecydowała się na daleką i niepewną podróż w poszukiwaniu zarobku. Oczywiście kobieta nie zakupiła biletu za przejazd, nie potrafiła obsłużyć biletomatu.

Z komunikatów w języku ukraińskim zapewne cieszą się nie tylko Ukraińcy, ale również kontrolerzy biletów, którzy liczą, że dzięki temu będą mogli skutecznie kontrolować obcokrajowców. Nie można się im dziwić, gdyż na pewno wprowadzi to pewien porządek w komunikacji miejskiej, ale warto zadać pytanie, gdzie tak naprawdę leży problem?

Niestety,  obecna władza, która zaprasza do Polski miliony Ukraińców, nie stawia przed nimi żadnych wymagań co do znajomości języka polskiego, co rodzi ogromne problemy zarówno dla Polaków, jak i dla samych przyjezdnych. Przykład starszej Ukrainki jest bardzo wymowny. Niektórzy podkreślają, że przecież Ukraińcy wprowadzają ułatwienia dla polskich turystów np. we Lwowie, sugerując, że my powinniśmy odwdzięczyć się tym samym. Czy jednak rzeczywiście można to porównywać? Lwów jest miastem typowo turystycznym, które żyje z polskich turystów. Łódź natomiast stanowi cel migracji zarobkowej.

Czy zatem nie mamy prawa wymagać od Ukraińców, by dostosowali się do naszych zasad? Imigranci zza wschodniej granicy pracują w Polsce przez wiele miesięcy, czasami zostają na dłużej. Mimo że nie są zwykłymi turystami, którzy przyjeżdżają tylko na chwilę, to jednak wciąż pozostają gośćmi w naszym kraju. Powinni zatem mieć na uwadze, że znajomość języka polskiego jest absolutną podstawą, bez której nie może być mowy o tolerancji. Należy zadać pytanie, czy człowiek, który przyjeżdża do naszego kraju na dłużej, nie znając języka, ma do nas szacunek?

Harakiri

Please follow and like us:

2 Komentarze

  1. My tak samo mamy za granicą i w hipermarkecie widziałem na koszach za kasą kartkę po polsku „te produkty nie są za darmo. Zbiórka dla ubogich”. Też mi się to nie podoba, ale taki Ukrainiec robiąc po 12 godzin dziennie nie ma czasu i siły uczyć się języka. Trzeba by ich ustawowo zmusić i wysłać na państwowe kursy

  2. I wlasnie bardzo dobrze, że nie zna języka. Dzięki temu możemy łatwiej rozpoznać czy to jest Polak czy obcokrajowiec. Moja matka chodzi do pewnego salonu kosmetycznego od paru lat. Niedawno pojawiła tam się nowa pracownica, która biegle i bez żadnego zarzutu(także bez akcentu) mowiła po polsku. Dopiero po piatej wizycie okazało się, że nie ma polskich korzeni i jest Ukrainką. Moja mama nie ukrywała, że to było dla niej spore zaskoczenie, ponieważ nic na to nie wskazywało. W skrócie, przez znajomość jezyka trudno zidentyfikować imigrantów.

Komentowanie jest wyłączone.