Historia i Kultura

Między kolonializmem a nacjonalizmem, czyli kręte ścieżki łódzkiej tożsamości

Przechadzając się zniszczonymi ulicami Starego Polesia czy innymi zakątkami tej biednej i specyficznej, ale jednocześnie ciekawej Łodzi, widzimy liczne kontrasty. Po jednej stronie ulicy stoi niszczejąca kamienica – symbol umarłej już Łodzi industrialnej oraz miejsce ludzi borykających się z licznymi problemami, często również finansowymi. Po drugiej stronie biurowiec, hotel, zagraniczny supermarket – symbole z jednej strony rozwoju, perspektyw, ale z drugiej – kolonializmu, wyścigu szczurów i prekariatu.

Tożsamość wielokulturowa zniknęła. Istotnym problemem tamtej przedwojennej Łodzi była rola społeczności żydowskich, które zdominowały wiele zawodów i innych profesji w mieście, co znacznie uniemożliwiało pozostałym mieszkańcom wkroczenie na kolejne pola rozwoju gospodarczego i zawodowego. Mimo tego faktu, tamta Łódź miała swoją niepowtarzalną specyfikę, której obraz był zdecydowanie ciekawszy niż współczesny wizerunek Łodzi teoretycznie monoetnicznej, ale jednak skolonizowanej i zdominowanej przez tandetne wzorce zachodnie oraz uzależnionej ekonomicznie od zagranicznych korporacji, bez własnego przemysłu i realnych perspektyw – zawsze w cieniu stolicy.

Po tragedii hitleryzmu, która dotknęła Łódź podczas II wojny światowej, a która doprowadziła do zniszczenia wielokulturowego charakteru miasta, nastąpił kolejny etap – Łódź jako centrum ruchu robotniczego w Polsce. Dla komunistycznej władzy ten zakątek kraju stał się idealnym przykładem propagandowym – miasto robotników, w którym socjalistyczne hasła już od początku jego rozwoju silnie wybrzmiewały na ulicach. Wielcy fabrykanci, którzy niewątpliwie mieli swój ogromny wkład w rozwój miasta byli również przez wielu postrzegani jako wyzyskiwacze, którzy budowali swoje bogactwa na krzywdzie biednych robotników. Ta Łódź robotnicza stała się również miejscem jednolitym pod względem narodowościowym i religijnym. Po 1945 roku w mieście zdecydowanie zaczęli dominować Polacy i katolicy.

Ten „socjalistyczny przykład”, pewien raj, z którego komuniści mogli być dumni upadł po dokonanym układzie okrągłostołowym. Lata 90 – te były dla Łodzi dramatem, gdyż podstawy funkcjonowania miasta, źródła jego pozycji, czyli przemysł włókienniczy zaczął konsekwentnie upadać. Bankrutowały całe ogromne fabryki, co doprowadziło do utraty pracy przez znaczną część łodzian.

Runęła kolejna tradycja, kolejna tożsamość, kolejne źródła. Po upadku Łodzi „czterech kultur” w zgliszcza zamieniło się centrum przemysłu, kolebka ruchu robotniczego w Polsce. Miasto istotnie ucierpiało w dobie prywatyzacji i likwidacji przemysłu. Łódź znalazła się w dość ciężkiej sytuacji, zaczęła kojarzyć się z biedą, patologią, szarością i ruiną. Wiele w tym niestety było prawdy. Jak jest na początku XXI wieku? Nastała kolejna droga w dziejach tego specyficznego miasta – zagraniczny kapitał. Napływ zachodnich korporacji to zjawisko charakterystyczne dla całej Polski, jednak ciężko znaleźć lepszy przykład niż właśnie Łódź, gdzie liczba hipermarketów bije kolejne rekordy, a centra handlowe rosną na naszych oczach.

Taką Łódź widzimy dziś. Od dawna nie jest to już miasto wielkiego przemysłu i „czterech kultur”, nie jest to już także centrum ruchu robotniczego czy jak dziś to nazywamy – ruchu pracowniczego, związkowego. Dziś widzimy nieliczne już pozostałości wspólnej egzystencji czterech narodów, niszczeje wizerunek „Łodzi robotniczej”, a napływają zagraniczne korporacje, tworzą się kolejne niepotrzebne centra handlowe – symbol współczesnego Zachodu. Wśród tych moralnych zgliszczy ciężko odnaleźć wartościową tożsamość, ciężko uchwycić inspirujące źródła. Warto również wiedzieć, że ze wszystkich większych miast polskich, to właśnie Łódź jest najmniej religijnym miejscem w kraju… Katolicyzm nie jest już tak powszechnie praktykowany, łodzianie nie uczęszczają do kościołów tak licznie, jak chociażby w mieszkańcy Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie.

Łodzianie powinni się również pogodzić z pewną spuścizną, która obecnie budzi liczne kontrowersje, czyli rewolucją 1905 roku, zwaną także przez wielu powstaniem łódzkim. Ten bunt łódzkich robotników nie powinien być postrzegany jedynie jako „próba do wprowadzenia komuny”, gdyż jasnym jest, że wydźwięk tamtych wydarzeń był o wiele szerszy, a próby upraszczania go dziś wydają się nieobiektywne. Zwykli łodzianie tamtych lat walczyli przede wszystkim o lepsze warunki pracy oraz sprzeciwiali się uciskowi rosyjskiego zaborcy. Jest to ważny element łódzkiej historii, którego wyrzekać się nie powinniśmy.

Neokolonia to chyba najlepsze określenie dla Łodzi początków XXI wieku. Warto zauważyć, że dwa poprzednie etapy funkcjonowania miasta, czyli wielokulturowość i przemysł na wzór socjalistyczny, mimo wszystko wyrosły na miejscu, wynikały niejako z wcześniejszego charakteru tego miejsca. Ekspansja zagranicznych korporacji i mód to element, który zagospodarował pustkę pozostałą po poprzednich etapach, ale jest to czynnik całkowicie zewnętrzny. Jeżeli zapytamy kogokolwiek, z jakim miejscem, obiektem kojarzy mu się Łódź to zapewne ogromna większość z nich wskaże… Manufakturę, czyli wielkie łódzkie centrum handlowo – rozrywkowe.

Wydaje się, że w tych czasach Łódź musi dokonać pewnego wyboru, wybrać między kolonializmem a nacjonalizmem. Młode pokolenie, mimo że jest w dużym stopniu przesiąknięte zgnilizną Zachodu, to jednak wykazuje coraz większe uczucia tożsamości narodowej – tożsamości polskiej. Nie widać bowiem innej alternatywy dla rzeczywistości kolonialnej niż tylko nacjonalizm, szczególnie w takich miastach, jak Łódź, gdzie poprzednie pokolenia doświadczyły bolesnych upadków wszystkich innych wzorów i podstaw. To właśnie idea wspólnoty narodu, prymatu interesu narodowego ponad interesami innych grupek i lobbystów, a więc zarówno zagranicznej finansjery, jak i grup zawodowych może okazać się tą, która wygra bój o kolejny fundament, na którym oprą się łodzianie w XXI wieku. Czy tak rzeczywiście będzie? Czas pokaże.

H. Kowalski

Źródło obrazka: Youtube

Social Media Integration by Acurax Wordpress Developers