Łódź Publicystyka

Miejska arystokracja a mieszkańców partycypacja

W budżecie obywatelskim na rok 2017 znalazło się 348 projektów ponadosiedlowych. Zapewne są wśród nich lepsze i gorsze, jednak należy pamiętać, że Budżet Obywatelski ma zasadniczą zaletę – o ile konsultacje społeczne nie są w żaden sposób wiążące dla władz, o tyle wyłonione przez mieszkańców projekty – owszem. Nie rozumiem więc, czemu projekt przedstawiciela Ruchu Narodowego stał się przedmiotem krytyki radnych i Gazety Wyborczej, jeszcze zanim zdążyli się wypowiedzieć mieszkańcy.

12 września na łamach Wyborczej ukazał się artykuł „Narodowcy chcą pomnika żołnierzy wyklętych z budżetu partycypacyjnego”. Chodzi o ponadosiedlowy projekt L0045: Utworzenie instalacji oraz zaprojektowanie i umieszczenie tablicy na rondzie „Żołnierzy Wyklętych”. Pomysłodawcą jest rzecznik łódzkiego Ruchu Narodowego, Przemysław Kicowski. Pomnik miałby stanąć na niedawno wywalczonym rodzie Żołnierzy Wyklętych. Ile miałby kosztować? 70 750 złotych, przy pełnej kwocie przewidzianej w Budżecie Obywatelskim czyli 40 milionach. Sporo. Przyznaję, że nie jestem zwolenniczką pomysłu budowy pomnika, nawet ku czci Żołnierzy Wyklętych, finansowanej z budżetu partycypacyjnego. Dlaczego? Bo uważam, że Budżet Obywatelski ma w pierwszej kolejności odpowiadać bieżącym potrzebom mieszkańców: plac zabaw, boisko, warsztaty dla dzieciaków, remont drogi, budowa chodnik – wszystko to jest znacznie bardziej potrzebne. Ale…

We wspomnianym artykule Wyborczej, więcej uwagi poświęcono krytyce PiS i słowom radnych SLD (jak wiadomo, „autorytetom” w dziedzinie historii Polski, szczególnie tej po 1945 roku), niż samej inicjatywie członka Ruchu Narodowego. Już na wstępie autorka stwierdza, że „”Żołnierze wyklęci” to jeden z ulubionych bohaterów zbiorowych polskiej prawicy. Najwidoczniej nie wie, bądź wiedzieć nie chce, że wśród Wyklętych byli przedstawiciele różnych formacji – niekoniecznie „prawicowych”. Fakt, że współcześnie to „prawica” upamiętnia Wyklętych (których autorka nazywa „wojennymi faworytami PiS”), powinien dać do myślenia tym, którzy narzekają, że „prawica zawłaszcza patriotyzm”.

W dalszej części artykułu wypowiadają się radni SLD – Sylwester Pawłowski, Grzegorz Matuszak i Maciej Rakowski, którzy z jednej strony zarzucają (PiS-owi, a jakże!) traktowanie bohaterów instrumentalnie, z drugiej – że wśród tychże bohaterów byli tacy, którzy dopuszczali się „aktów bandytyzmu, rozbojów, a nawet ludobójstwa”. I tu cytat, który mnie osobiście, mówiąc kolokwialnie, rozwalił: „Radny SLD Maciej Rakowski mówił, że budowany przez PiS własny mit założycielski ma dwa filary: katastrofę smoleńską i „żołnierzy wyklętych”. – Obie te tragiczne karty w historii Polski próbujecie wykorzystać do celów politycznych. Nie mieszajcie historii do doraźnej polityki – apelował. Przypomniał, że ma prawdo o tym mówić, bo porucznik Marian Pluciński, ps. „Mścisław”, dowódca szwadronu w oddziale „Łupaszki”, był szwagrem jego dziadka.” 1. Kurtyna.

Urok Budżetu Obywatelskiego polega na tym, że mieszkańcy, w drodze GŁOSOWANIA, SAMI decydują, które projekty zostaną zrealizowane. Nie potrzeba do tego błogosławieństwa Wyborczej i radnych. Przy okazji szumu wokół pomysłu Przemysława Kicowskiego widzimy pewną zależność: wiele się mówi o partycypacji, konsultacjach społecznych i włączeniu łodzian w proces decyzyjny. Najwięcej mówią o tym władze. Lecz gdy przychodzi do decyzji dotyczących przestrzeni publicznej, jak choćby aleja Władysława Bartoszewskiego, czy strefa „tempo 30” na Karolewie, pierwsze i ostatnie słowo należy do radnych.

(…)partycypacja to nie miejsce na polityczną propagandę” – mówi radna PO Urszula NiziołekJaniak. To by tłumaczyło, czemu jawnie „propagandowa” decyzja o przemianowaniu Trasy Górnej na aleję Władysława Bartoszewskiego zapadła bez jakichkolwiek konsultacji z mieszkańcami. Jeśli zaś upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych to „polityczna propaganda”, to znak, że „czerwona Łódź” wcale się nie skończyła. Trwa i ma się dobrze – u władzy.

Marta Niemczyk

Social Media Icons Powered by Acurax Web Design Company