Publicystyka

Moja wizyta w stolicy Szwecji, czyli multi-kulti w praktyce

Spędziłem ostatnich kilka dni w Sztokholmie i chciałbym się z Wami podzielić moimi wrażeniami z pobytu w stolicy Szwecji. Dla mnie był to koszmar.

Miasto dosłownie zalewają osoby o „nieeuropejskich rysach twarzy”. Osiedle, na którym mieszkałem nie było specjalnie zamożne, choć nie nazwałbym ich slumsami. Ot, typowe polskie blokowisko tylko, że przeniesione na szwedzką ziemię. Na trasie do metra (15 min) mijało się trzy tureckie kebaby, jakąś knajpkę z jedzeniem halal i mały meczet czy raczej dom modlitewny. Pomiędzy małymi blokami mieszkalnymi, często stały niewielkie grupki czarnych młodzieńców w kapturach. Bujali się tam bez celu w życiu. Chyba że jako cel potraktować inhalację THC. Strach był koło nich przechodzić.  

Po stacjach metra kręcili się Cyganie. Nie jest to nigdy problemem, gdy ktoś siedzi i żebrze, lecz oni bezczelnie podchodzili, podstawiali kubek na drobne pod nos, żądając pieniędzy. Lepiej sytuacja wyglądała na stacjach w centrum. Tam była policja i chyba bali się tak nagabywać ludzi, więc tylko siedzieli. Po wyjściu ze stacji metra w centrum natrafiłem na następną grupkę przybyszów z Bliskiego Wschodu , chyba również bez żadnych specjalnych życiowych ambicji. Siedzieli i głośno się przekrzykiwali. Kilka kroków dalej, kolejny kebab i kolejna grupa brodatych.

Bezpieczniej poczułem się dopiero w ścisłym centrum i na starym mieście. Tam roiło się od patrolów policji oraz normalnego miejskiego gwaru. Jednak nadal widać było, że Sztokholm jest miejscem do życia dla wielu narodowości. Głównie afrykańskich i bliskowschodnich.

To co opisałem powyżej to obraz w miarę zwyczajnego, średnio zamożnego, niczym nie wyróżniającego się osiedla. Nikt normalny nie wybiera się na blokowisko Husby na północy czy do południowo zachodnich przedmieść. ”Ogólnie możesz tam sobie pojechać, ale na własne ryzyko”, mówią mieszkańcy. Większość ludzi nie chce się tam pojawić za dnia a w godzinach wieczornych nikt nawet nie pomyślałby, żeby się tam udać. Nikt normalny. Osiedla te to mordownie, gdzie co kilka dni płoną samochody bądź zdarzają się mniejsze lub większe zamieszki. Oczywiście nasze mainstreamowe media nie wspominają o tym, lecz lokalne gazety i stacje telewizyjne często donoszą o takich zajściach. Mieszkają tam właściwie tylko kolorowi imigranci albo ich potomkowie. Jest to niestety kolejne pokolenie Murzynów, które nie chce się asymilować i woli żyć na koszt państwa i podatników niż wziąć się do normalnej pracy. Białych podobno można jeszcze tam spotkać. Wątpliwe, aby byli to Szwedzi. Byłem w tym kraju tylko cztery dni, ale wrażeń jakie daje eksperyment multi-kulti w zupełności mi wystarczy.

Michał Owca

Customized Social Media Icons from Acurax Digital Marketing Agency