Publicystyka

Msza Wszechczasów w podziemiach, czyli kto jest dzisiaj ,,niebezpieczny”

Niedawno, w sprzyjającej atmosferze pandemicznej pustelni, próbując mocniej zrozumieć swoją wiarę, poszukując treści związanych z teologią, natknęłam się w internecie na kanał prowadzony przez księdza z Bractwa Świętego Piusa X. Jako, że temat upadającego Kościoła ciągle jest wałkowany w mediach, w internecie (przede wszystkim) i ciężko odnaleźć się w tym chaosie, z uwagą obejrzałam większość mini- wykładów owego księdza, który jak się okazało jest rektorem Szkoły Akwinaty funkcjonującej w podwarszawskim Józefowie. Na wspomnianym kanale, nie zobaczymy ojczulka grającego w gry, a człowieka, który opowie nam o tym, czy rzeczywiście Tomasz z Akwinu napisał to, o czym wierni czytelnicy wikipedii ciągle krzyczą wyzywając autorytety kościelne sprzed setek lat od ignorantów i oprawców kobiet. Z pragnieniem dojścia do prawdy możemy pokonać swoje zuchwalstwo i ograniczoność, przeciwstawiając się wszelkim szkodliwym mitom funkcjonującym w społeczeństwie. Jeśli nie mamy w sobie tego pragnienia, będziemy tylko krzyczeć i drzeć koty ze światem.

Powiedzmy sobie szczerze, mało kto pamięta jeszcze czasy sprzed Soboru II i będąc co niedziela na Nowej Mszy, która wbrew temu co pisał papież Benedykt XVI jest CAŁKOWICIE inną mszą niż ta sprzed 50 lat, może się srogo zadziwić co od tamtego czasu wydarzyło się z wiarą wewnątrz Kościoła. W swoim życiu udało mi się być na paru Mszach Trydenckich odprawianych w starym drewnianym kościółku w samym centrum Łodzi – dzisiaj nie spotkamy tam już starej liturgii, tradsi musieli wyprowadzić się prawie że do… kamienicy. Co się stało, że ryt ustanowiony i cieszący się powodzeniem od 500 lat (a właściwie już wcześniej, w średniowieczu za sprawą reformy gregoriańskiej Msza wyglądała podobnie jak po Trydencie), musi schodzić do podziemi a wierni i księża praktykujący go ukrywają się niemal jak pierwsi chrześcijanie?

Sprawa jest głębsza, niż tylko ,,fanaberie” związane ze sprawowaniem liturgii – celowo użyłam słowa fanaberia, ponieważ takiego określenia w stosunku do wiernych tradycji łacińskiej używają współcześni duchowni. Nie będę tutaj krzyczeć ,,oskarżam sobór!” jak czcigodny arcybiskup Lefebvre, nie o to mi dzisiaj chodzi. Każdy kto interesował się choć trochę okolicznościami soborowymi wie, że duży wpływ na kształt reformy liturgicznej mieli przede wszystkim protestanci, obecni licznie w komisjach pracujących nad kierunkiem zmian. Wiemy też, że w 1969 roku kardynał Ottaviani wraz z kardynałem Baccim i grupą rzymskich teologów napisali Krótką analizę krytyczną Novus Ordo Missae. Czytamy w niej:

Pragnienie powrotu za wszelką cenę do dawnych form kultu, odtwarzając na zimno, in vitro, to co w pierwszych wiekach rodziło się spontanicznie pod wpływem łaski, oznacza popadnięcie w „niezdrowy archeologizm”, potępiony wyraźnie i w odpowiedniej chwili przez Piusa XII28. Równa się to – jak już widzieliśmy – pozbawieniu liturgii całego jej piękna i wszystkich zabezpieczeń teologicznych, nagromadzonych w przeciągu wieków29, i to w jednej z bardzo krytycznych, być może najbardziej krytycznej ze wszystkich chwil w dziejach Kościoła.

Błędnym i absurdalnym przekonaniem jest to, jakoby kościół tradycyjny był kościołem zamkniętym i zimnym jak lochy w cytadeli. Warto wspomnieć tutaj o działalności misyjnej, która wtedy za sprawą jezuitów (tak, kiedyś byli kontrreformatorami) w Ameryce Południowej wybuchła jak prawdziwa wiosna Kościoła. Czy to nie papież Leon XIII potępił oficjalnie niewolnictwo i gnębienie Indian (encyklika In plurimis)? Czy to nie Las Casas w XVI wieku potępiał politykę kolonialną i brał w obronę okoliczną ludność? Czy to nie Arcybiskup Lefebvre budował kościoły w Afryce ewangelizując tamtejszą ludność? Czy to nie przez inspirację jego misjami powstała encyklika Piusa XII Fidei Donum?

Pochylając się nad encyklikami trzech ostatnich papieży zasiadających na Piotrowym Tronie przed II Soborem zderzamy się z zupełnie odmiennym pojmowaniem teologii ofiary i wieczerzy niż jest to teraz obecne w Kościele.

Według tradycji Msza Święta jest ponowieniem Ofiary, bezkrwawym ponowieniem Ofiary Pana Jezusa na krzyżu, nie jest li tylko spotkaniem w wieczerniku, ucztą, którą odprawiamy ,,na pamiątkę”- chociaż i takie wyjaśnienie widnieje w Katechizmie Kościoła. I żeby nie być gołosłownym przytoczę:

1330 Pamiątką Męki i Zmartwychwstania Pana. Najświętszą Ofiarą, ponieważ uobecnia jedyną ofiarę Chrystusa Zbawiciela i włącza w nią ofiarę Kościoła. Używa się także nazwy ofiara Mszy świętej, „ofiara pochwalna” (Hbr 13, 15), ofiara duchowa, ofiara czysta i Święta, ponieważ dopełnia i przewyższa wszystkie ofiary Starego Przymierza. Świętą i Boską liturgią, ponieważ celebrowanie tego sakramentu zajmuje centralne miejsce w całej liturgii Kościoła i jest jej najgłębszym wyrazem. W tym samym znaczeniu nazywa się również ten sakrament celebrowaniem świętych Misteriów. Mówi się także o Najświętszym Sakramencie, ponieważ jest to sakrament sakramentów. Nazwa ta odnosi się szczególnie do postaci eucharystycznych przechowywanych w tabernakulum.


Stary Ryt Mszy obecny w Kościele od XVI wieku, zorientowanym na Ofiarę i na adorację Krzyża, jest dla dzisiejszych duchownych… dziwactwem, a księża, którzy o niej z entuzjazmem opowiadają w internecie oficjalnie nazwani są ,,niebezpiecznymi”, tak jak w ostatnim Zeszycie Episkopatu. Wymienieni są między innymi Ksiądz Kneblewski czy arcybiskup Lenga.
Mało tego, ostatnie wypowiedzi Franciszka i porównywanie zwolenników liturgii w Nadzwyczajnym Rycie do schizmatyków i zdanie:
– Albo pozostajesz z Kościołem i postępujesz zgodnie z Soborem Watykańskim II albo, jeśli interpretujesz Sobór na swój sposób, nie jesteś w Kościele. Nie wolno negocjować z Soborem – powiedział papież – nie pozostawiają zbyt wiele złudzeń.
Na szczęście wiemy, że nie każda wypowiedź papieża czy jakieś zdanie zawarte w dokumentach soborowych mają charakter doktrynalny. W świetle ostatnich napastliwych i dosadnych komentarzy Watykanu na temat ,,krytykantów soboru” oraz dużego zainteresowania papieża wspólnotami tradycyjnymi we Francji, przyszłość tradycyjnej Mszy Świętej wydaje się być niepewna.

Przypomnijmy, że Franciszek zlikwidował w 2019 roku komisję Ecclesia Dei, która zajmowała się dialogiem z duchowieństwem post-Trydentu.
Co się stało, że tak okrutnie w dzisiejszym Kościele traktowana jest zgodna z dogmatami wiary tradycja łacińska i Nadzwyczajna Forma Rytu promulgowana w 1570 roku przez, przypomnijmy, ŚWIĘTEGO KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO – PIUSA V?
Sobór II nie miał charakteru doktrynalnego a, jak zawsze podkreślano, duszpasterski. Nie miał w domyśle zlikwidować ani przekreślić dawniejszych tradycji. To oznaczałoby przecież odcięcie się od Kościoła sprzed roku 1962. Dlaczego więc występuje tutaj nagle słowo ,,interpretacja” i stygmatyzowanie osób ,,negatywnie oceniających” Sobór II? Znowu papież wypowiada słowa mało precyzyjne, w dodatku jak to zawsze bywa, są to słowa tłuste i czerniejące jako nagłówki z pierwszych stron gazet.

Powracając do niedawnego Tygodnia Ekumenicznego i tych wszystkich szopek ze wspólnym składaniem chlebka i winogrona, paleniem świec chanukowych, przybliżaniem kultury muzułmańskiej na kazaniach i perorowaniem ,,jak bardzo jesteśmy szczęśliwi móc być tu razem” itd. chciałoby się wspomnieć encyklikę papieża Piusa XI ,,Mortalium animos” O popieraniu prawdziwej jedności religii:

Czyż możemy pozwolić na to – a byłoby to rzeczą niesłuszną i niesprawiedliwą, – by prawda, a mianowicie prawda przez Boga objawiona, stała się przedmiotem układów? Chodzi tu o ochronę objawionej prawdy. Jezus Chrystus wysłał swych Apostołów na cały świat, by wszystkim narodom głosili radosną wieść, i chciał, by ich uprzednio dla uniknięcia wszelkiego błędu Duch Święty wtajemniczył w całą prawdę15 . Czy nauka Apostołów zupełnie zaginęła, lub też kiedykolwiek została przyćmiona w Kościele, którym rządzi i którego chroni sam Bóg? Jeśli jednak nasz Zbawiciel wyraźnie ustanowił, by jego ewangelia głoszona była nie tylko za czasów Apostolskich, ale i w przyszłych czasach, czyżby treść wiary mogła z biegiem stuleci ukształtować się tak mglisto i niepewnie, że dzisiaj ścierpieć trzeba by było nawet sprzeczne z sobą zapatrywania? Gdyby tak się rzecz miała, to trzeba by również powiedzieć, że zstąpienie Ducha Świętego na Apostołów i ciągłe przebywanie tegoż Ducha Św. w Kościele, i nawet, że nauka samego Jezusa Chrystusa od wielu stuleci zatraciła zupełnie swą skuteczność i swą wartość. Takie twierdzenie byłoby bluźnierstwem. W rzeczywistości Jednorodzony Syn Boga polecił swym Apostołom, by nauczali wszystkich ludzi, po wtóre wszystkich ludzi zobowiązał, by z wiarą przyjmowali to wszystko, co im podane będzie a testibus praeordinatis a Deo („przez świadków od Boga wyznaczonych”)16, a rozkaz swój przypieczętował słowami „Qui crediderit et baptizatus fuerit, salvus erit; qui vero non crediderit, condemnabitur („Kto uwierzy i da się ochrzcić, zbawiony będzie, kto jednak nie uwierzy, będzie potępiony”)

Przypomina się też postać historyczna, tak pięknie zarysowana przez Zofię Kossak w Królu Trędowatym – postać króla Baldwina IV. Król ten będąc Najwyższym Strażnikiem Grobu Świętego, mając jednocześnie dobre i miłosierne serce wobec innowierców wiedział, że żadne modły imamów po obu stronach Jordanu nie mogą się rozlegać.

Dzisiaj katolicy muszą mierzyć się z ogromnym chaosem zarówno w przekazie medialnym, bezpośrednim przekazie papieskim i w spojrzeniu na dokumenty soborowe, które nie przedstawiają jasnego i spójnego obrazu duchowego. Wręcz przeciwnie, w stosunku do wcześniejszej dwutysiącletniej nauki Kościoła Katolickiego, jawią się jako coś całkowicie reformatorskiego, burzącego ciągłość przekazu i właściwie negującego twierdzenie, że Kościół jest czymś z zasady konserwatywnym. W tym kontekście należy wspomnieć, że papież Paweł VI zniósł obowiązek składania przysięgi antymodernistycznej przez wyświęcanych kapłanów. Obowiązek ten ustanowił Święty Pius X – największy ówczesny wróg prądów modernistycznych szerzących się wśród duchowieństwa w XIX wieku.
Daje do myślenia?

Nie chodzi o podważanie świętości Jana Pawła II, ani o jakieś arystokratyczne bicie piany. Temat jest o tyle poważny, że dotyka bardzo dużej grupy wiernych – przecież we Francji jest jeszcze wiele diecezji tradycyjnych, w Polsce Bractwo Świętego Piusa X sukcesywnie się rozrasta, podczas gdy idąc na Nową Mszę ciągle słyszmy żale proboszczów nad słabo zarysowanym ,,życiem parafialnym”. Jednocześnie bardzo martwi czepianie się tylko i wyłącznie tej konserwatywnej strony Kościoła, podczas gdy po internetach hulają sobie na całego Szustaki, Zielińskie i publicyści z Tygodnika Powszechnego często gęsto pastwiący się nad ideą obrony życia poczętego.
Określanie tego typu postępowych głosów w Kościele ,,niebezpiecznymi” byłoby dla Episkopatu chyba zbyt mało ,,pastoralne”. Po co mówić o grzechu zacierania granic między dobrem a złem, ,,to zbyt mało zachowawcze i niepolityczne, prawda?

Pochylmy się spokojnie nad encyklikami Piusa XII, w jednej z nich mamy wyjaśnienie, czym jest Liturgia, gdzie działa Duch Święty a gdzie popełniamy grzech chcąc zmieniać ,,rzeczy przebrzmiałe” lub wręcz przeciwnie ,,powracać do pierwotnych”. Papież wskazuje:

Jest zapewne rzeczą mądrą i godną pochwały powracać myślą i sercem do źródeł liturgii świętej. Badanie bowiem przeszłości nie mało przyczynia się do głębszego i dokładniejszego poznania znaczenia świąt i treści używanych formuł i świętych ceremonii. Natomiast nie jest rzeczą ani mądrą, ani godną pochwały wszystko i w każdy sposób cofać do starożytności. I tak, aby użyć przykładu, błądzi kto chce ołtarzom przywrócić pierwotny kształt stołu; kto chce wykluczyć czarny kolor z szat kościelnych; kto nie dopuszcza w kościele posągów i świętych obrazów; kto wymaga, aby wizerunek Zbawiciela przybitego na krzyżu tak był dostosowany, iżby na Jego ciele nie było znać okrutnych mąk, które poniósł; kto wreszcie gani i odrzuca wszelką muzykę polifoniczną, choćby nawet przystosowaną do przepisów wydawanych przez Stolicę Apostolską.

W encyklice czytamy również:

Posługiwanie się językiem łacińskim, którego używa wielka część Kościoła, jest widocznym i pięknym znakiem jedności, oraz skutecznym lekarstwem przeciw jakimkolwiek skażeniom autentycznej nauki.

Oraz:

Dostojna zaś Ofiara Ołtarza jest doskonałym jakoby narzędziem, którym zasługi zrodzone z Krzyża boskiego Zbawiciela rozdzielone bywają wierzącym: „ilekroć obchodzona jest pamiątka owej Ofiary, tylekroć dokonuje się dzieło naszego odkupienia”(76). To jednak nie zmniejsza godności Ofiary krwawej, a raczej jej wielkość i konieczność oświetla i bardziej unaocznia, jak twierdzi Sobór Trydencki(77). Codzienna ofiara poucza nas, że poza Krzyżem Pana naszego Jezusa Chrystusa nie ma zbawienia(78). Sam Bóg chce, aby nie ustawała ta Ofiara „od wchodu słońca aż do zachodu”(79), iżby nie ustawał hymn chwały i dziękczynienia, należny Stwórcy od ludzi, skoro nieustannie potrzebują Jego pomocy, a Boskiej Krwi Zbawiciela potrzebują do zgładzenia grzechów, którymi wyzywają sprawiedliwość Jego.

Ileż to razy w dokumentach sprzed wojny czytamy o dostojności Najwyższej Ofiary, o Świętym Misterium, o ofierze ,,od wschodu do zachodu”, o pokucie i czci. Wydaje się, że to są słowa klucze, które pozwolą zrozumieć jak wielka jest przepaść między Tradycyjnym Kościołem a Kościołem Postępowym, który zasypuje nas słowami i emocjami, a co się dzieje tak naprawdę podczas Podniesienia, co znaczy cześć i uwielbienie, sens cierpienia w mocy Krzyża, wiara rozumna i miłość wyprowadzająca się z Prawdy? Dlaczego księża nie wspominają o tym, że miłość potrzebuje w pierwszej kolejności PRAWDY aby być doskonałą i nieskalaną miłością, o czym mówi nam Bóg zarówno w Starym jak i Nowym Testamencie. Miłość nie jest głupotą, infantylizmem, płycizną, prostactwem ani naiwnością. Nie jest też tolerancją zła, wybaczaniem bez oznak skruchy. Czasami jest niewygodna, bo prawda czasem boli, zwyczajnie boli.

Najlepiej chyba oddaje tą otwartą atmosferę ,,gadulstwo” nowej Mszy, nacisk na wspólnotowość, wieczerzę, słowo i frywolność całej oprawy. Antropocentryzm wyparł boski charakter liturgii. Gdzie mówić tu o Świętym Misterium? Czy mamy czas na kontemplację Krzyża? Adorację i modlitwę?
Przypomina mi się Papież Jan Paweł II, kiedy klękał przy grobie Chrystusa w Ziemi Świętej na początku XXI wieku – na jego zmęczonej twarzy odbijały się chaotycznie flesze, w tle słychać było hałas tłumów, przed kamerą przeciskali się turyści i tajniacy. Coś strasznego, tak bardzo współczułam wtedy papieżowi, że musi to znosić i szukać rozpaczliwie skupienia gdzieś głęboko w swojej duszy.

Jak bardzo potrzebna i zbliżająca do Boga jest modlitwa kontemplacyjna wiemy od… Świętych i Doktorów Kościoła Katolickiego. Święta Katarzyna ze Sieny w rozumieniu Boga jako Największej i Pierwszej Miłości oraz Pierwszej Prawdy (tytuły te nadała Chrystusowi w swoim słynnym Dialogu) bezwzględnie przypomina o skupieniu implikowanym największą czcią, ta prosta dziewczyna przedstawiana na obrazach w koronie cierniowej, z lilią w rękach, nie posiadająca żadnego wykształcenia – zawstydza nas również dzisiaj sposobem wywyższania Jedynego Boga – rozumem i wiarą. Nie ma tam ani krztyny chaosu i rozproszenia światem, człowiekiem, jego słabością.

Kościół nie jest po to, abyśmy się dobrze poczuli, żebyśmy wchodzili do katedry w której modlili się królowie jak do psychologa i słuchali jak bardzo jesteśmy fantastyczni, że z łaski swojej śpiewamy to rockowe ,,Baranku Boży” i rozumiemy język w którym sprawowana jest liturgia.

Przychodzimy tam po Nocy Ciemnej (za Świętym Janem od Krzyża), która każdego dnia winna prowadzić nas w ciszy, osobistej rozterce, z sercem poszukującym i nastawionym na spotkanie z Bogiem – przez rozpaczliwość życia. Każda Noc jest przygotowaniem do uczestniczenia w Ofiarowaniu. Czyż taka noc, w której walczymy ze sobą, odwracamy się od drogi zmysłów i wstępujemy na trudną drogę duchową – drogę do Góry Karmel – nie jest ascetyczna i mistyczna? Nie podnosimy naturalnie oczu w górę, tam gdzie wisi krzyż? Jak pisał Święty Jan od Krzyża w swoim mistycznym poemacie, w Glosa a lo divino:

,, …”
Choć widzę mroki wkoło
W śmiertelnym życiu tym,
Dostrzegam i blask jasny
W nadziemskim życiu – hen…
Bo miłość życia tego
Im więcej się ukryje,
Tym wyżej wznosi wzrok.


Potrzebne nam dzisiaj jak nigdy, w tych czasach wiecznego hałasu, chaosu, bezpośredniości, ciągłej nadaktywności, migania ekranów, tysiąca opinii i interpretacji… favete linguis. Vita Contemplativa.
Silentium.


Z Bogiem.






ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social Media Integration by Acurax Wordpress Developers