Historia i Kultura Publicystyka

O Tolkienie, wtór-tworzeniu ale też o dobrej woli, która pochodzi od Boga

Kadr z filmu animowanego ,,Sekrety Księgi z Kells”

Wielka baśń o prawdach i rola ,,wtór-twórcy”

W literaturze różne można znaleźć wyobrażenia czyśćca, tego gorzkiego przejścia, stanu zawieszenia między światami. O czyśćcu boją się dzisiaj nauczać duchowni, bo wydaje im się, że przez to ludzie poczują się w kościelnych ławach niepewnie, a dzisiaj wszyscy, nawet ci którzy mieli głosić Prawdę nie do końca wygodną , nie do końca śliczną jak produkt z witryny, chowają się za przyziemnym, konsumpcyjnym rozumieniem wiary. Chcą do niej ,,przyciągać”, jak do trudnego zadania z matematyki, które dzieci muszą zrobić bo… muszą, bo obowiązek, bo nauka, kolejna ,,użyteczność”.

Dzisiaj cieszy mnie tendencja do głębszego przeżywania dzieł Tolkiena. Tolkien stworzył tę ,,wielką baśń o prawdach” (jak nazwał Władcę Pierścieni prof. Mroczkowski, polski Inkling) której dzisiaj pragniemy jeszcze bardziej niż 100 lat temu, jeszcze bardziej poszukujemy czegoś pięknego przejrzystego aby móc znaleźć w tym przygodę, wartości i mądrość. Z drugiej strony słychać pogardliwe gderanie ,,ale banał, odwieczna walka dobra ze złem – fuj” ,,nie lubię czarno-białych postaci” itd. Jak bardzo świat namieszał nam w głowach, że nie potrafimy tych wieloletnich brudnych warstw zeskrobać i spojrzeć na dzieło takim jakie jest, jakim powinno być, co musi zawierać, żeby było dla nas wartością. Dla nas, dla świata.
Czy dzisiaj jest miejsce na taką arcysztukę, która powstaje w bólach, po przejściach, po zdobyciu szczytów swoich intelektualnych możliwości?
Czy ciągle karmimy się opakowaniami i formami szybkiego zarobku, wydukanymi na kolanie, niedobrze sklejonymi opowiastkami, które urodziły się w czyjejś głowie po przebiegnięciu z siatkami zakupów brudnej klatki schodowej?

Chciałabym dzisiaj jednak nie poruszać Władcy Pierścieni bo to zbyt obszerny monument aby go muskać w krótkim przebłysku myśli.
Dzisiaj chciałam przedstawić Wam w ujęciu analitycznym niedługie alegoryczne opowiadanie w którym Tolkien zawarł swoje głębokie przemyślenia na temat procesu twórczego, ale również swoje osobiste doświadczenie w tym obszarze. W dziełku tym dotknął również kwestii teologicznych i filozoficznych, które oddziałują na ludzkie życie i relacje społeczne.

Liść, dzieło Niggle’a – bo tak nazywa się ów opowieść, traktuje o malarzu, Niggle’u, który nie był nikim znaczącym w swojej społeczności, dla którego malowanie drzewa stało się życiową misją, największym – darem. Tolkien nazywa darem owoce swojego talentu, dar nie pochodzi z nas samych, nie jesteśmy stwórcami, ale wtór-stwórcami, bo nasze umiejętności są dane nam od Boga i to on sprawia, że możemy podziwiać kreacje z głębi naszego umysłu, naszej duszy, naszego serca. Pisarz, malarz, artysta czerpią z baśni, która już się zadziała – z bilbijnego aktu stworzenia, ze świata utkanego w siedem dni – to jest pierwotne legendarium, pierwsza baśń, spełniona.
My możemy z niej pobierać te doskonałe ślady i tworzyć mitologię opartą na bezbłędności świata bożego, dodawać do niej własne intelektualne ścieżki.

Niggle z opowiadania przygotowuje się na swoją wielką, ostatnią podróż (śmierć) i pragnie całym sobą skupiać się tylko na dokończeniu jedynego obrazu – swojego opus magnum – inne obrazy lekceważąco dopina do krawędzi tego jednego, największego. Dzieło się rozrasta, w końcu staje się potężne jak prawdziwe drzewo życia. Malarz skupia się przesadnie na szczegółach, chce wydobyć z wyobraźni te najlepsze wyglądy rzeczy, te najdoskonalsze, najbardziej fantastyczne, inne niż wszystkie. Ciągle jednak ktoś mu w tym przeszkadza. A to sąsiad, który prosi o pomoc a nigdy za nią nie dziękuje, a to jakiś urzędnik, a na końcu anioł śmierci w szoferskiej czapce.

Ze względu na te wszystkie przeszkody nasz bohater sam jest niedoskonały próbując stworzyć coś pełnego i mistrzowskiego, przelewając swoje wszystkie moce umysłowe i duchowe na płótno, które ostatecznie zostaje wykorzystane do załatania dziur w dachu, miota się między ścieżkami wyobraźni i wizji twórczej a pragmatyzmem i rutyną codziennych sytuacji.

Tolkien wskazuje tutaj w jaki sposób świat traktuje pozornie nieużyteczne rzeczy, którymi są owoce umiejętności szarych ludzi, wszystko w świecie musi być ekonomicznie uzasadnione, świat nie może być stratny ani nie może nie dążyć do postępu. Musi przeć na przód, a nie stać w miejscu jak góra, gniazdo i drzewo z obrazu Niggle’a.

Czyściec okazuje się być lecznicą, Głosy w Kitlach próbują podawać naszemu bohaterowi gorzkie lekarstwa, które wydają się być symbolem słabości ludzkiej. Głosy te wymieniają skazy w charakterze malarza, który starał się być dobrym człowiekiem, ale słodki ciężar tworzenia jaki na siebie wziął musiał być w jego duszy szczerze ważniejszy niż sąsiedzkie problemy. Nigdy jednak pomocy nikomu nie odmówił. Zachowywał się jak trzeba w każdej sytuacji, nie starał się uciekać od rzeczywistego życia. Jego istnieniem jednak było Drzewo – dzieło którego nie skończył, bo miał poczucie obowiązków wobec swojej społeczności, swojego przetrwania. Dlatego wybaczono mu grzech zniecierpliwienia rzeczywistością.

Niggle trafia do Raju, którym okazuje się być jego obraz, Bóg jednak sprawił, że obraz żyje i jest doskonalszy niż na płótnie, niż w wyobraźni twórcy. Malarz zobaczył tam też osobę, która pozornie nigdy nie interesowała się jego dziełem, sąsiada któremu nigdy nie odmówił pomocy, a to dlatego, że właśnie w czyśćcu wyraził pragnienie ponownego spotkania ze swoim kolegą Parishem. Spełniono jego prośbę a jednocześnie uwierzono, że Niggle był głębokim człowiekiem, który w wiecznym rozdarciu pragnąc dokończyć dzieło, chciał również mieć prawdziwego przyjaciela. Marzenie się spełniło, marzenie na które nie miał czasu w swoim ziemskim zmaganiu. Obraz Niggle’a staje się też miejscem doskonałym dla Parisha, bo on zna się na roślinach i pomaga Niggle’owi stworzyć obok domu i drzewa ogród – swoje własne miejsce.

W Czyśćcu zmagają się dwa Głosy, jeden jest Sprawiedliwy drugi Miłosierny – oba próbują racjonalizować nawzajem swoje oceny, dopowiadają, stawiają pytania i w tej mądrej dyspucie wygrywa Miłosierdzie, jednak Miłosierdzie, które ROZUMIE postępowanie malarza. Sprawiedliwość i Miłosierdzie ROZUMIEJĄ doniosłość rozdarcia artysty, a jego niezwykłe wołanie o ujrzenie kogoś kogo tak naprawdę nigdy nie lubił ostatecznie zmazuje jego ,,niecierpliwość” i ,,nieszczerość” życiową.

Tolkien pisał Władcę Pierścieni blisko 20 lat, Silmarilionu nigdy nie dokończył, nie zdążył. Dzieło jednak zostało, i bynajmniej nie użyte jako wypełnienie dziur w starej kamienicy.

Niech mądrość oxfordzkiego profesora, niepoprawnego marzyciela o dobrym sercu i wielkim umyśle ciągle nas inspiruje i nie pozwala zadurzyć się w prostackiej kategorii ,,użyteczności”.

Malwina Gogulska

Floating Social Media Icons by Acurax Wordpress Designers