Historia i Kultura

O tym, co zawdzięczamy Christopherowi Tolkienowi

15 stycznia uderzyła nas smutna wiadomość o śmierci Christophera Tolkiena – syna jednego z największych w dziejach pisarzy nurtu baśni i mitu – epickiej, wymagającej fantastyki opartej na wartościach chrześcijańskich.

Znawcy i miłośnicy stworzonego przez J.R.R Tolkiena świata, wiele zawdzięczają Christopherowi, przede wszystkim mecenatowi jakim objął on dziedzictwo swego ojca, ale też wysiłkowi, który włożył w kompletowanie, redagowanie i procesy wydawnicze wszystkich dzieł, nieuporządkowanych skrawków z różnych etapów życia profesora.  
Pierwszą książką,  którą zredagował Christopher Tolkien był Silmarillion, niedocenione arcydzieło z pogranicza mitu i baśni tzw. legendarium, które J.R.R pisał całe życie z przerwami na Hobbita i Władcę Pierścieni.

Do tej pory niektórzy nie mają świadomości jak mocno twórczość Tolkiena zadziałała na fantastykę, której wysyp nastąpił dopiero po śmierci mistrza. Niestety w większości przypadków fantastyka ta niewiele ma wspólnego z doskonałymi i pełnymi konstrukcjami wyobraźni jakie Tolkien przeniósł na swoje wiekopomne dzieło o Śródziemiu.  Przemysław Mroczkowski – wielki zapomniany, prześladowany przez PRL profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Polski Inkling i przyjaciel rodziny Tolkienów jako pierwszy starał się wydobyć spłycaną przez świat literaturę tolkienowską z szuflad ścisłego kręgu miłośników.
 Jak pisał w swym artykule z lat 50 na temat nowo wydanego Pana Pierścienia:

Główną wątpliwością, z którą trzeba próbować się uporać w chwili, gdy jawi się taka pozycja na rynku wydawniczym, szczególnie u nas, jest sprawa baśni. Olbrzymi nurt realizmu i naturalizmu w nowoczesnej literaturze, technokratyzacja i idące z nią w parze pewne „uprozaicznienie” życia stworzyły sytuację, w której nie tylko dorośli, ale młodzież „wstydzą się” swobodnej gry wyobraźni u pisarza. Powtarzam: nie tylko dorośli, ale i młodzież.

Dziś nawet w kręgach naukowych  pokutuje przekonanie o niskiej wartości gatunku którego prekursorem był ojciec Christophera. Te zupełnie nieuprawnione wnioski są przykładem ogromnej ignorancji współczesnego świata filologicznego, którego przecież współtwórcą na początku XX wieku był sam Tolkien.

Dzięki Christopherowi, trzeciemu w kolejności dziecku sławnego profesora z Oxfordu, doczekaliśmy się całej kolekcji dzieł, z mozołem ułożonych w jasną i skończoną całość z notatek , fragmentów, zapisków i listów. Ostatnim tytułem pod redakcją Christophera Tolkiena, który mogliśmy przeczytać był Upadek Gondolinu, będący kompilacją pierwszych koncepcji i wprawek profesora do całego wielopoziomowego uniwersum Śródziemia i Valinoru.

Z czystym sumieniem, mogę powiedzieć, że lektura książek Tolkiena to powinność każdego szanującego się konserwatysty, tradycjonalisty i narodowca. Więcej o samym J.R.R Tolkienie już wkrótce.

Malwina Gogulska

Social Media Icons Powered by Acurax Web Design Company