Historia i Kultura

Podwójna moralność lewicy – czyli chwalmy ,,wyzwalanie” Polski przez Armię Czerwoną a plujmy na Czarnieckiego

W ostatnim czasie pewna lewicowa działaczka z Łodzi stworzyła teorię na temat postaci z polskiej historii. Festiwal oskarżeń rozpoczęli jej koledzy i koleżanki partyjni wystosowawszy do ministra edukacji interpelację na temat ,,zbrodniarza wojennego” jakim był wg lewicowej gromady hetman Stefan Czarniecki.
Zawsze bawi i niepokoi jednocześnie rozdwojenie jaźni kręgów lewicowych na polu historii i kultury.
Z jednej strony opiewanie ,,wyzwolenia” Armii Czerwonej, wszelkich rewolucji, które zawsze noszą znamiona zbrodni lub ludobójstwa (nie wiemy  co to była rzeź w Wandei prawda lewicowy aktywie?)z drugiej opluwanie monumentów, postaci które przyczyniły się do utrzymania niepodległości i chroniły własną piersią polską rację stanu.

Tym razem, zaraz za Burym, dostało się Stefanowi Czarnieckiemu, który ,,wrócił się przez morze” i ,,oburza” swą obecnością na kartach podręczników do historii brać lewicową.

Żeby nie było. Stefan Czarniecki był inicjatorem wyprawy pacyfikacyjnej wiosną 1653 roku różnych miejscowości na Ukrainie, ginęła ludność cywilna. Jako człowiek i dowódca nie odznaczał się miłosierdziem czy wspaniałomyślnością jak jego kolega po fachu hetman Żółkiewski. Karierę wojskową zaczynał w wojsku najemnym, które jak wiemy różnie sobie poczynało, żyło głównie z wypraw łupieżczych (Lisowczycy).

Pacyfikacja o której mowa, była odpowiedzią na wymordowanie polskich  jeńców pod Batohem gdzie zginął również brat Stefana – Marcin Czarniecki i inni z rodu. Zamordowanych zostało wówczas od 5 do 8 tysięcy polskich oficerów (dlatego nazywa się to wydarzenie  sarmackim Katyniem). Chmielnickiemu tak bardzo zależało na eliminacji naszych żołnierzy że wykupywał ich od Tatarów specjalnie na okazję egzekucji.

XVII wiek to czas okrutnych wojen zarówno w Europie jak i w Polsce. Krwawe pacyfikacje w odpowiedzi na bunty i powstania w dodatku na własnych ziemiach były  naturalną koleją rzeczy.
Były to oczywiste błędy w rozumieniu przez ówczesnych skuteczności militarnej. Jak pisał biograf Adam Kersten:
,,Wieliczko, którego trudno posądzać o sympatie do dowódcy tej wyprawy, uważa, że Czarniecki zamierzał przez zniszczenie Borszczagówki i Pohrebyszcza zastraszyć inne wsie i miasta i ułatwić dalszy marsz. Była to chyba istotnie jedna z przyczyn takiego postępowania, ale nie jedyna. Nawet w XVII wieku aby wycinać ludność kilku miasteczek, trzeba było mieć z tą ludnością jakieś istotne porachunki. Czarnieckiemu i jego ludziom wydawało się, że mają.”

Nie były to czyny chwalebne, nie będę ich usprawiedliwiać, lecz na litość, nie oceniajmy przez pryzmat współczesności i aktualnego dorobku cywilizacyjnego motywów ludzi sprzed 300 lat. To samo powiedziałby powyższy biograf Czarnieckiego, który nie uchylał się od negatywnej oceny niektórych działań hetmana.

Czarniecki jest postacią trudną do jednoznacznej oceny, swoją pozycję budował przez lata, wychodząc ze średniozamożnej szlachty, umierając jako potężny magnat. Faktem są wspaniałe zwycięstwa w wojnie z Karolem Gustawem, oddanie żołnierzy, respekt króla.

Idąc tokiem rozumowania lewicy zbrodniarzem wojennym był Mieszko II, Bolesław Chrobry, Bolesław Śmiały, a potem Napoleon czy Cromwell. Wyciągajmy z historii wnioski, ale nie burzmy pomników.

Niech Czarniecki pozostanie w naszej świadomości tym hetmanem z portretów, z zarzuconą na plecy skórą lamparcią, z marsowym spojrzeniem – wielkiego dowódcy, którego należało się bać.


https://dzienniklodzki.pl/hanna-gillpiatek-poslanka-lewicy-z-lodzi-twierdzi-ze-hetman-stefan-czarniecki-to-zbrodniarz-wojenny-dlaczego-ekspresja/ar/c5-14887917?fbclid=IwAR3-HvmPm2-TF0jc-9IB6AnFDf4YK7-joogQeNzON9dfBZZD0c8XVdD6RUs

Malwina Gogulska

Social Media Widget Powered by Acurax Web Development Company