Kogo delegalizować?

Reportaż TVN–u o polskich środowiskach neonazistowskich wywołał prawdziwą burzę w debacie publicznej. Mundury SS, nazistowskie pieśni i tort ze swastyką. Całość wyglądała trochę groteskowo, a trochę przerażająco, co w połączeniu ze stworzonym klimatem tajemniczości przełożyło się na popularność materiału. Cieszy fakt, że cała polska opinia publiczna wyraziła oburzenie i sprzeciw wobec aktywności przedstawionych w reportażu neonazistów. To jednak nie koniec.

Oprócz oficjalnego przekazu reportażu, czyli problemu istnienia ruchów neonazistowskich, widoczna jest pewna konkluzja lansowana przez część mediów. Tą konkluzją jest przekonanie, że działalność patologicznych piewców Adolfa Hitlera ma swoje źródła w polskim środowisku narodowym. Reporterzy TVN–u pokazali fakty, dzięki którym wiążą podziemne wybryki skinheadów z polityczną działalnością Ruchu Narodowego. Nie jest tajemnicą, że na obrzeżach działalności legalnych organizacji nacjonalistycznych pojawiają się ludzie, u których da się zaobserwować fascynacje niepolskimi ruchami totalitarnymi, w tym niemieckimi, co często jest związane z subkulturą skinheadów. Faktem jest jednak, że takie osoby nie angażują się w jawną działalność polityczną i są konsekwentnie potępiane przez liderów tych organizacji. Mimo, że narodowcy nie chcą mieć nic wspólnego z neonazistami, ci wciąż powracają i pojawiają się na narodowych manifestacjach czy koncertach. Możliwe, że wynika to z braku ostrożności wśród narodowców, braku odpowiedniej selekcji. Nie da się jednak wykluczyć prowokacji, gdyż nie ma wątpliwości, że wielu środowiskom zależy na skompromitowaniu polskiej myśli narodowej dla realizacji swoich interesów politycznych.

Do policyjnych prowokacji dochodziło bowiem kilka lat temu, przy okazji Marszu Niepodległości. Nieumundurowani policjanci w dresiarskich strojach wtapiali się w tłum manifestantów, aby później brać udział w burdach. To incydenty, których byłem świadkiem. Później doszło do podpalenia budki pod ambasadą Rosji. Z rozmowy opublikowanej przez tygodnik Do Rzeczy wynikało, że spalenie budki zlecił szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Jednak oskarżono kogoś zupełnie innego. Kamil Zbroiński z Radomska spędził w areszcie ponad dwa miesiące, niedawno został uniewinniony.

11 listopada 2011 r. środowiska polskiej skrajnej lewicy sprowadziły do Warszawy niemieckie bojówki anarchokomunistyczne, czyli tzw. antifę. Bojówkarze zaatakowali polską grupę rekonstrukcyjną Księstwa Warszawskiego, a następnie próbowali schronić się w siedzibie lewicowego pisma „Krytyka Polityczna”. W trakcie Marszu Niepodległości niemieccy lewacy biegali ulicami Warszawy w poszukiwaniu polskich patriotów, czego również byłem świadkiem. Antifa pojawia się w polskiej stolicy zawsze 11 listopada, nie kryjąc się ze swoim anarchokomunistycznym przekazem. Niestety, nieformalny sposób prowadzenia działalności przez tzw. antifę powoduje, że brakuje możliwości kontrolowania takich grup.

Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że zarówno nazizm, jak i komunizm to ideologie, dla których nie może być miejsca w polskiej przestrzeni publicznej. W Polsce nie działają żadne legalne organizacje nazistowskie, ale za to istnieje Komunistyczna Partia Polski, czyli ugrupowanie, które wprost odwołuje się do zbrodniczej ideologii, a jej działacze uważają, że Józef Stalin był cudownym wyzwolicielem narodów. To margines, który na szczęście nie zyskuje poparcia społecznego. Wprawdzie symbolika komunistyczna, czyli sierp i młot, czerwona gwiazda oraz wizerunki Stalina czy Lenina budzą sprzeciw społeczny, jednak jest on na pewno mniej wyrazisty niż w przypadku symboliki nazistowskiej.

Proces upowszechniania wiedzy o zbrodniach komunistycznych i walce Polaków przeciwko czerwonemu reżimowi rozpoczął się dopiero kilka lat temu. Widać, że wciąż jest wiele do zrobienia. Tutaj przywołam niedawny incydent pochwalony przez lewicowy portal strajk.eu. Na fejsbukowej stronie portalu opublikowano zdjęcie zniszczonego billboardu promującego dekomunizację, na którym widniał m.in. wizerunek rotmistrza Witolda Pileckiego. Nieznani sprawcy zamazali twarze Wyklętych, pisząc na nich słowo „mordercy”. Akt wandalizmu został przychylnie skomentowany przez dziennikarzy portalu strajk.eu, jednak później wpis usunięto. Widocznie wciąż brakuje edukacji w tym zakresie.

Przy takich tematach zawsze wraca jedno hasło – delegalizacja. Paradoksalnie najgłośniej o delegalizowaniu różnych organizacji mówią politycy skrajnie lewicowej partii Razem, której lider Adrian Zandberg swojego czasu przemawiał przy sztandarach z symbolami sierpa i młota. Po emisji reportażu TVN – u znów wróciły postulaty zdelegalizowania Obozu Narodowo – Radykalnego, mimo że o tej organizacji nie było żadnej mowy w materiale telewizyjnym. Zawsze sceptycznie odnosiłem się do pomysłów delegalizowania jakichkolwiek organizacji ze względu na prezentowane przez nie poglądy, jeżeli nie dochodzi do jawnego promowania przemocy lub innych nieprawidłowości. Działalność przedstawionego w reportażu stowarzyszenia Duma i Nowoczesność jest zdecydowanie naganna, więc nie będę zdziwiony, jeśli zostanie ono zdelegalizowane. Hasło delegalizacji jest bardzo chwytliwe i medialne, jednak wprowadzenie go w życie nie rozwiąże żadnych problemów. Prawny zakaz funkcjonowania określonych stowarzyszeń nie spowoduje, że znikną ludzie, którzy propagują zakazane poglądy. Paradoksalnie może dojść do efektu odwrotnego do zamierzonego, do efektu zakazanego owocu, który sprawi, że zdelegalizowane środowisko stanie się atrakcyjne dla części społeczeństwa. Delegalizacja spowoduje jedynie, że niepożądane ruchy zejdą do podziemia, a organy państwowe stracą istotne narzędzia kontroli nad organizacjami. Ludzie, którzy mogą okazać się groźni dla ładu społecznego staną się nieuchwytni. Nie bez powodu anarchokomunistyczna antifa nie posiada żadnych oficjalnych struktur. Działają poza prawem z własnej woli, ponieważ wiedzą, że w takiej formule ograniczają służbom możliwości inwigilacji i kontroli swojego środowiska.

Medialna burza po reportażu o neonazistach pokazuje, że w Polsce nie ma przyzwolenia na poglądy hitlerowskie. Jednocześnie jest to kolejny przykład, że wciąż jesteśmy zbyt pobłażliwi dla propagowania totalitaryzmu komunistycznego. Tego typu afery zawsze tworzą pewien nacisk polityczny na rządzących, którzy chcą zakończyć temat za pomocą wprowadzenia odpowiednich rozwiązań prawnych. W takich sytuacjach zawsze istnieje zagrożenie, że rządzący sięgną po kroki, które rzeczywiście zakończą temat, ale nie rozwiążą problemu.

Hubert Kowalski

Please follow and like us:

1 Komentarz

  1. Tym niemniej Lanuszny i Winnicki nie popisali się. Nie można mieć jakichkolwiek powiązań z neonazistami (nawet jeżeli to idioci). Jako były członek Młodzieży Wszechpolskiej i Stronnictwa Narodowego stanowczo protestuję, żeby organizacje odwołujące się do tradycji narodowej miały chociaż cień takich powiązań. Nie ma tu żadnych tłumaczeń. Traci się w ten sposób bezapelacyjnie prawo do tego dziedzictwa.
    Marcin Makowski

Komentowanie jest wyłączone.