Łódzki cyrk dekomunizacyjny

Na moment zmian nazw ulic trzeba było czekać dosyć długo, jednak ostatecznie udało się. Wielu liczyło, że symboliczna dekomunizacja przebiegnie w atmosferze triumfu, który połączy różne środowiska. Niestety, myliłem się.

Do prezydent Zdanowskiej oraz Tomasza Kacprzaka, przewodniczącego Rady Miejskiej płynęły liczne apele o likwidację komunistycznych patronów, jednak bez odzewu. Władze miasta dokładnie wiedziały, że niektóre nazwy będą musiały zostać zmienione w związku z obowiązywaniem ustawy dekomunizacyjnej. Niestety, ani prezydent, ani koalicja radnych z PO – SLD nie zdecydowali się na dokonanie zmian. Woleli poczekać aż wojewoda Rau skorzysta ze swoich kompetencji i zdekomunizuje łódzkie ulice samodzielnie, co nastąpiło w wyniku bezczynności władz miejskich.

Do pierwszego zamieszania doszło, gdy wojewoda Zbigniew Rau opublikował listę nowych patronów ulic. Wśród nich pojawił się Kazimierz Kowalski, przedwojenny łódzki radny i lider Stronnictwa Narodowego, zamordowany przez niemieckich okupantów w 1942 r. Środowiska lewicowe nazwały Kowalskiego miłośnikiem Adolfa Hitlera, co miało nawiązywać do antysemickich poglądów przedwojennego narodowca, który często zwracał uwagę na problem dominacji Żydów w wielu profesjach, m.in. wśród prawników i lekarzy. Całkowicie pominięto fakt, że radny SN nie ukrywał również swoich antyniemieckich poglądów, a także postulatów dążenia do ustanowienia granicy zachodniej na Odrze i Nysie. Wojewoda Rau bezdyskusyjnie uznał argumentację lewicowych mediów i polityków, wycofując się z upamiętnienia Kazimierza Kowalskiego, którego zastąpiono postacią Leopolda Tyrmanda.

Ów pisarz i publicysta, a także popularyzator jazzu w Polsce opuścił kraj w czasach PRL – u ze względu na państwową cenzurę, która ograniczała jego działalność. Ostatecznie osiadł w USA, gdzie związał się ze środowiskami konserwatystów. Ciekawostką historii Tyrmanda jest fakt, iż w roku 1940 w Wilnie, czyli w czasie okupacji miasta przez Sowietów pisał on felietony propagandowe w komunistycznym piśmie „Prawda Komsomolska”. Pisarz przyznał się do tego dopiero po wielu latach. Wojewoda Rau upamiętnił Tyrmanda w imię… dekomunizacji. Oczywiście jest to postać, której nie można utożsamiać ze zbrodniczym systemem komunistycznym, który paradoksalnie był przez Tyrmanda krytykowany. Jednak przyglądając się życiu pisarza, ciężko pominąć jego pracę z 1940 r.

Spekulacje na temat tego, które nazwy łódzkich ulic zostaną zmienione trwały ponad rok. Instytut Pamięci Narodowej badał historie wielu kontrowersyjnych postaci i wydarzeń, które do niedawna miały swoje upamiętnienia w Łodzi. Jednak już wiele miesięcy temu badacze IPN – u sugerowali, które z nich najprawdopodobniej będą musiały zostać zmienione. Wśród nich pojawiła się nazwa „Zwycięstwa”, jeżeli nawiązuje ona do triumfu Związku Sowieckiego nad hitlerowskimi Niemcami. Nikogo nie powinno dziwić, że upamiętnienie tego wydarzenia nie ma racji bytu w Polsce, dla której wygrana ZSRR oznaczała, oprócz końca okupacji niemieckiej, również początek komunistycznego terroru.

Wśród nowych patronów znalazł się również Lech Kaczyński, którego imię miał nosić znany plac Zwycięstwa. Właśnie wtedy alarm podniosła koalicja PO – SLD, której radni postanowili obejść ustawę dekomunizacyjną, zmieniając uzasadnienie nadania nazwy placu Zwycięstwa, jako triumfu wojska polskiego nad bolszewikami. W ten sposób zablokowali upamiętnienie Lecha Kaczyńskiego. Warto zadać pytanie, dlaczego dopiero teraz przypomnieli sobie o bohaterach z 1920 r.? Dlaczego dopiero w momencie, gdy pisowscy urzędnicy zaczęli realizować swoją politykę historyczną na łódzkim podwórku? Wygląda na to, że większość radnych czekała do ostatniej chwili, aby zyskać temat do rozpętania kolejnego bezsensownego konfliktu. Niestety, znów udało im się podzielić łodzian.

Założenia ustawy zostały zrealizowane, jednak dekomunizacja łódzkich ulic przebiegła pod znakiem nieporozumień i konfliktów. Po odrzuceniu ulicy Kazimierza Kowalskiego wielu zaczęło przewidywać, że skoro administracja „dobrej zmiany” tak łatwo uległa naciskom lewicy, to zapewne szybko zostanie zmuszona do zaniechania własnej polityki historycznej. Tak właśnie się stało.

H. Kowalski

Please follow and like us: