Na co Polskę stać w polityce zagranicznej?

No właśnie – czy Polskę stać na bycie solidnym graczem w polityce zagranicznej? Czy w obecnym świecie wyścigu zbrojeń, w którym jesteśmy głęboko w tyle, jesteśmy w stanie coś znaczyć? Czy nie będąc żadną potęgą gospodarczą możemy stać się, o ile nie światowym graczem, to jednak znaczącym państwem z którego opinią warto się liczyć?

Jako naród od zawsze mamy o sobie duże mniemanie i traktujemy Polskę jako swoiste centrum wszechświata, jednak popełniając ogromną ilość błędów, sami eliminujemy się z poważnego prowadzenia gry na arenie międzynarodowej. Nasze państwo pomimo tego jak o nim mówią liberałowie traktowane jest jako raczej pachołek, który w dowolnym momencie można przestawić. To co różni klasę polityczną liczących się graczy a takie państwa jak nasze to wyciąganie wniosków/kontynuowanie dobrych tradycji w polityce zagranicznej. To co więksi gracze stosują i to co wiedzą o Polsce to wmawianie opinii publicznej i polskim politykom o ich wielkim znaczeniu, o dziejowym znaczeniu Polski i o polskim heroizmie. Nic tak nigdy nie działało na polską duszę jak piękne słowa i pochwały. Przedstawiciele mocarstw zachodnich wiedzą jak duży kompleks Polska czuje względem zachodu i jak bardzo chce do tego zachodu należeć. Za wszelką cenę. Prowadzi to Polskę nie do budowania sojuszy (które notabene w polityce zagranicznej nie istnieją) ale raczej do roli pazia, którego zawsze można kopnąć w d…cztery litery. Zbrodnicze myślenie o jakichś odległych sojuszach, o Anglii czy USA ratującej nas przed wyimaginowanymi wrogami niczym romantycznych rycerzach to totalna brednia. Bajdurzących tak polityków powinno skreślać się z miejsca, ludzi piszących takie bzdury staczać na margines dziennikarstwa.

Mając styczność z zachodem bardzo dziwie się, że Polacy wciąż mają na tym punkcie kompleks. Polska leży w Europie Wschodniej i nie ma w tym nic złego. Rozmawiając o tym z ludźmi z zachodu odczuwam wręcz z tego pewną dumę, bo niby dzieląc kontynent jednak my ludzie wschodu i zachodu znacznie się od siebie różnimy. Polska przez bardzo długi czas była znaczącym graczem na europejskiej scenie i ważnym ośrodkiem politycznym Europy środkowo-wschodniej. Mamy potencjał, żeby stać się solidnym graczem, który stale marnujemy. Polska daje sobie grać często na nosie państwom teoretycznie od siebie słabszym jak Ukraina czy Litwa, jednocześnie na żądanie zachodnich elit(czy to Anglii czy USA) atakuje namiętnie Rosję, propagując w społeczeństwie rusofobię. Polityka zagraniczna Polski to jedna wielka niekonsekwencja, która w dużej mierze prowadzona jest przez obce stolice i międzynarodowe organizacje niż przez osoby zasiadające w Warszawie. Po pierwsze trzeba skończyć z myśleniem życzeniowym, że oto tu dookoła otaczają nas przyjaciele, za Atlantykiem przyjaciele, za górami za lasami też przyjaciele i ogólnie miłość panuje dookoła. To nie istnieje w polityce zagranicznej. Żadne honory, obietnice, żadne traktaty. Liczy się dobry balans, dobra gra, ogrywanie innych z uśmiechem na ustach frazesami, obietnicami. Czasem działaniem wbrew temu co mówiło się pięć minut wcześniej. Klepanie po plecach te państwa, które w danej chwili są nam do czegoś potrzebne i realizować dzięki nim swoją politykę. Tak robią właśnie Ci najwięksi. I jeżeli mamy jakiekolwiek większe ambicje też w miarę swoich możliwości powinniśmy w ten sposób działać i wytwarzać swoje strefy wpływu. Przykładem może być ostatnie napięcie w sferze dyplomatycznej pomiędzy Wielką Brytanią a Rosją. Zamiast zwykłego potępienia, oburzenia, wyrazów smutku (i po raz kolejny jak to robią więksi gracze) my zostajemy wysyłani przeciwko Rosji. Tu się grozi wydaleniem w imię solidarności rosyjskich dyplomatów(teraz już wiemy, że 4 zostało odesłanych), tam jeszcze coś innego. Kompletnie niepotrzebnie dziecinne zachowanie, które przerabialiśmy i przerabiamy co jakiś czas.

To co cechuje wielkie państwa jak Wielka Brytania czy przykładowo Rosję, Francję, Niemcy to to, że nie czekają one jak potoczy się rozwój wydarzeń, jak działają inni, ale starają się wyprzedzać ruchy obcych państw dostosowując taktykę do danych sytuacji. Państwa te mają różnych „sojuszników” w zależności od problemów, które wystąpiły. Potrafią w sposób perfidny w imię przyjaźni wystawić innych na szwank, pozostając samemu nietkniętym.
Jaką politykę prowadzi Polska? Politykę oczekiwania. Co zrobią międzynarodowe organizacje, co zrobią zachodnie państwa, co trzeba powiedzieć i jak się zachować. Niczym małe dziecko naśladujące dorosłych. Nie umiemy prowadzić polityki zagranicznej poza rzucaniem się na Rosję przy jakichkolwiek konfliktach między nimi a państwami zachodnimi. Jaką politykę prowadzimy w sprawie Ukrainy, Litwy i pozostałych blisko położonych nam państw? Żadną. Nadskakujemy, boimy się zrobić sobie „wrogów”, trzęsiemy portkami, żeby nikt o nas nic złego nie pomyślał broń panie Boże. Traktując siebie bez szacunku, inni też nas nie będą szanowali. Dlatego zawsze wmawiają nam, że mamy jakieś problemy z demokracją i tego typu rzeczy, bo wiedzą na jakim punkcie mamy kompleksy. Mając styczność z narodami wchodzącymi w skład Wielkiej Brytanii widzę zupełnie odmienną postawę. Narody brytyjskie – że tak to ujmę – z lekką zawsze obawą patrzą na ryzykowne zachowanie swojego rządu, np. w ostatnich napiętych stosunkach między Londynem a Moskwą. A co dopiero jakby przyszło im umierać za jakiegoś dalekiego sojusznika? Przecież historia już nam pokazała, co by się stało. U nas jest odwrotnie i może rzeczywiście jest tak jak mówią niektórzy, że rząd i parlamentarzyści zasiadający w sejmie są odzwierciedleniem tego jak wygląda społeczeństwo? Zadajcie sobie pytanie ile razy już słyszeliście z ust swoich znajomych bądź przeczytaliście tekstów w stylu „co zachód sobie o nas pomyśli…, „a na zachodzie to jest tak dobrze…”. Zobaczcie jak piękne słowa i frazesy głów obcych państw w stosunku do nas działają na nas wręcz euforycznie.

Polskę stać na bycie poważanym jeżeli nie na światowej, to europejskiej scenie. Duże, nowoczesne, 40 milionowe państwo powinno mieć ważny głos w swojej części kontynentu. To czego Polska musi dokonać to przestać obawiać się przekraczać pewnych barier. Przykładowo, „nigdy z Rosją, „nigdy z Niemcami” jak to mawiają niektórzy. Powinno być jednak odwrotnie. Gdy mamy z czymś problem, chcemy coś osiągnąć powinniśmy móc podpisać porozumienia, dogadać się po prostu z każdym. Nie cofać się przed niczym aby osiągnąć cel. Polityka zagraniczna jest bezwzględna, a pamiętać należy, że ma ona wpływ na 40 milionów Polaków w kraju plus tych, którzy siedzą za granicą. Polska musi mieć możliwość manewrowania, opieranie polityki jedynie na Unii Europejskiej bądź na Stanach Zjednoczonych to ślepa uliczka. Czasem też trzeba wyprzedzać fakty. Widząc, że sprawy nie mają się po naszej myśli, uśmiechnąć się do tego państwa, z którym teoretycznie nikt interesów robić nie chce. Tam gdzie państwo polskie może zyskać, tylko to się liczy, nic więcej. Nie ma szczęścia dla innych, robienia interesów dla innych i nastawiania się za innych. Interesy naszego państwa – pamiętajmy – tylko to ma znaczenie. Patrzmy więc na polityków i wypychajmy na margines tych, którzy więcej przejmują się opinią zachodnią i innymi państwami niż swoim własnym.

Krzysztof Kubacki

Please follow and like us:

1 Komentarz

Komentowanie jest wyłączone.