Podziurawiona Łódź na wojnie PiS z PO – refleksje powyborcze

I stało się: w Łodzi głosami zdecydowanej większości (70%) wygrała Hanna Zdanowska, która tuż przed wyborami skazana została prawomocnym wyrokiem, a „Koalicja Obywatelska” święci triumf nad swoim śmiertelnym wrogiem „Prawem i Sprawiedliwością”. Co wynika z tego dla mieszkańców Łodzi? Mamy się z czego cieszyć?

Niestety, prognozy nie są dobre. PiS prawdopodobnie zrobi wszystko, aby wygasić nowo wybranej prezydent mandat. A w tym przypadku prawo stoi po stronie PiS: pracownik samorządowy nie może bowiem pełnić żadnej funkcji, jeżeli został skazany prawomocnym wyrokiem. Dokładnie taką sytuację mamy w Łodzi. Zwolennicy Zdanowskiej zwracają uwagę na „demokratyczny” mandat oraz na absurdalną sprzeczność przepisów, które zezwalają kandydować, a nie pozwalają objąć stanowiska.

Decyzję w kwestii wygaszenia mandatu pani prezydent może podjąć wojewoda łódzki. Na to z kolei może nie zgodzić się Rada Miasta, wtedy sprawa trafi do sądu. Cała taka procedura trwa około roku czasu. Sądy są w tej kwestii bardzo rygorystyczne (we wszystkich dotychczasowych tego typu sprawach wszyscy samorządowcy zostali odwołani, bez względu na to jakie ciążyły na nich zarzuty). Czy i w przypadku Łodzi sąd będzie tak samo bezwzględny?

Na całej tej rozgrywce politycznej tracą przede wszystkim łodzianie. Mieszkańcy nie są ważni, liczą się tylko partyjne zagrywki. Platforma wraz koalicjantami w Łodzi idzie na totalne zwarcie z obozem rządzącym. Będą konferencje, oskarżenia o „łamanie demokracji”, wreszcie manifestacje, lud na ulicach itd. Mają paliwo i będą na nim jechać bardzo długo i ostro, oczywiście kosztem mieszkańców, a PiS w ramach odwetu może odciąć miastu wszystkie dobre inwestycje. Łódź pogrąży się w chaosie. Ekipa rządząca dała Zdanowskiej broń, którą ta skrzętnie wykorzystała. Robienie afery przed wyborami głupie wypowiedzi niektórych polityków spowodowały, że ludzie zagłosowali na „Hankę” ze zwykłej przekory, a na szkodę łodzianom.

Czy mogło być inaczej? Oczywiście: po pierwsze, że będzie „afera” o Zdanowską, PO wiedziała od 2014 roku, kiedy to sama zaczęła się interesować jej kredytami. Mieli sporo czasu od października 2015, by wypromować nowego kandydata na prezydenta. Człowieka, który byłby „prawą ręką Zdanowskiej” (motyw z Warszawy z Trzaskowskim), a gdy nastąpi odpowiedni moment sprytnie zastąpi urzędującego Prezydenta. Wygraliby i tak, może z mniejszym wynikiem. Łódź jest łatwym terenem dla lewicowych liberałów. Dlaczego tak nie postąpili? Silna pozycja Zdanowskiej w PO? Czy może strach, że kolejny bastion PO padnie?
Prawdopodobnie drugie.

Łodzian jedna i druga opcja ma w nosie, liczy się teatrzyk i emocje. PiS cynicznie chciał pozbyć się Hanki przed wyborami, myśląc, że zniechęci jej elektorat do głosowania. Stało się odwrotnie – zmobilizowali tych, którzy na Zdanowską wcześniej nawet nie planowali głosować. Mogli mówić o prawdziwych problemach miasta, o dziurach w jezdni, korkach, bezsensownie planowanych remontach czy wreszcie o gigantycznym zadłużeniu miasta. PiS jednak wolał się skupić na wyroku prezydenta. A stracimy na tym wszyscy.

A moralność, poczucie wstydu, uczciwość? Rację ma prof. Bartyzel – tego już nie ma. Nie różnimy się chyba niczym od niższych gatunków, może niektórzy są sprytniejsi, ale to też nie zawsze.

s.h/j.s

Please follow and like us: