Prawdy, nie pomników!

Krytyka pod adresem (żelaznego elektoratu) Prawa i Sprawiedliwości – jakkolwiek konstruktywna i poparta rzeczowymi argumentami – to spore ryzyko. W jednej chwili można zostać „POlszewikiem”, „folksdojczem” i „ruskim agentem” – all inclusive. Są poważniejsze zarzuty niż kult tragedii smoleńskiej, ale nic tak nie elektryzuje debat, jak pomniki (ofiar) katastrofy. Tych zaś przybywa w tempie, które zaskakuje nawet zwolenników teorii o zamachu.

To, że opozycja jest komiczna, nie znaczy, że przedstawiciele rządu są bez zarzutu; krytyka KOD nie dowodzi jeszcze poparcia PiS; uśmiech politowania na widok „niesionego” Frasyniuka nie oznacza poklasku dla miesięcznic smoleńskich, ani kolejnych pomników. W maju jeden z nich stanął na tyłach łódzkiej bazyliki archikatedralnej. W uroczystości odsłonięcia udział wziął Jarosław Kaczyński, Antonii Macierewicz, ojciec Rydzyk oraz były metropolita łódzki (obecnie krakowski) abp Marek Jędraszewski – spiritus movens przedsięwzięcia. Pomnik to w zasadzie kamienne obeliski, na dwóch największych, wysokich na cztery metry kolumnach wyryto nazwiska i funkcje ofiar katastrofy. Towarzyszyć im będzie kamienna tablica z cytatem biblijnym „Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem. Kto we mnie wierzy choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”. Pomnik stanowi jedną całość z wiszącą na tylnej ścianie katedry płaskorzeźbą Matki Bożej Katyńskiej trzymającej ciało więźnia z przestrzeloną potylicą. Istny miszmasz. Należy jednak zaznaczyć, że sfinansowany ze środków łódzkiej kurii i ulokowany na jej terenie.

Co innego teren miejski, teren komunalny, teren wspólny. Niedawno ruszył konkurs na projekty pomników Lecha Kaczyńskiego i Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Oba mają powstać w Warszawie: pierwszy – poświęcony prezydentowi Kaczyńskiemu – ma stanąć na parkingu między Dowództwem Garnizonu Warszawskiego a Hotelem Europejskim, nieopodal pomnika Józefa Piłsudskiego; drugi – dedykowany wszystkim ofiarom katastrofy – na skwerze ks. Twardowskiego przy ulicy Krakowskie Przedmieście, w sąsiedztwie pomnika Bolesława Prusa i kard. Wyszyńskiego. Obie działki należą do miasta. Komitet Budowy Pomników śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku ma wyłonić najlepsze propozycje artystów do listopada tego roku. Od sierpnia 2016 roku, na ich realizację zebrano blisko milion złotych, a to nie koniec, bo zakończenie budowy planowany jest na wiosnę 2018 roku. Podczas, gdy jedni zbierają na pomniki smoleńskie, inni zbierają na sprzęt medyczny dla dzieci, z mniej lub bardziej szczerych pobudek. Wybór należy do darczyńców, ale trudno się potem dziwić, że większą popularnością w społeczeństwie cieszą się jednak zbiórki na sprzęt medyczny. I ich organizatorzy. Wiadomo, haters gonna hate, ale czy nie lepszym rozwiązaniem byłyby dęby pamięci? – symboliczne i pożyteczne zarazem. No i kto by się ośmielił protestować przeciwko sadzeniu drzew? Odporne na wycinkę, nawet na mocy lex Szyszko;)

Od Zakopanego po Suwałki, od Rzeszowa po Koszalin, nie licząc kilkuset tablic pamiątkowych znaleźć można co najmniej kilkadziesiąt pomników katastrofy TU-154. O ile ich budowa na prywatnej posesji jest osobistą sprawą właściciela, o tyle pomniki mające powstać w reprezentacyjnym miejscu stolicy, to sprawa jak najbardziej „publiczna”. Pomysł ich powstania na Krakowskim Przedmieściu ma tylu przeciwników, ilu zwolenników. „Nasz Dziennik” pisze o „pomniku, z którego będą dumni Polacy”[1], „wPolityce” skwapliwie podaje numer konta, na które można dokonać przelewu[2], „Niedziela” apeluje o „czynne włączenie się do publicznej zbiórki”[3]. Wymowne, że w komentarzach czytelników tych właśnie pism, nawet zwolennicy teorii o zamachu twierdzą, że „tego już za wiele”, wskazując na potrzebę rzetelnego śledztwa, nie kolejnych pomników.

Podczas odsłonięcia łódzkiego pomnika Jarosław Kaczyński przekonywał, że Smoleńsk musi być „pamięcią wspólną naszego narodu”, „elementem budowy wspólnoty Polaków”. Musi to na Rusi… – rzekłabym, gdybym była złośliwa. Próbuje się ją budować na niestabilnym sporze wokół przyczyn katastrofy, który przybiera coraz to bardziej karykaturalne formy, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie barykady. Misterne próby budowania wspólnoty w oparciu o martyrologię, której w naszej historii mamy po prostu dość grożą istną katastrofą budowlaną.

Rok temu, kiedy bezczelnie ośmieliłam się skrytykować pomysł budowy łódzkiego pomnika katastrofy smoleńskiej, pewien zbulwersowany Czytelnik, zarzucając mi mieszanie się w „prywatne sprawy kurii” stwierdził, że „katastrofa smoleńska była największą tragedią współczesnej Polski”. Propozycję, aby w pierwszej kolejności upamiętnić miejscowych bohaterów zasłużonych dla danego regionu (to regiony tworzą Polskę, nie tylko rząd w Warszawie) – bohaterów, którzy zmienili koleje losu, a nie mają choćby jednej tablicy – ten sam Czytelnik nazwał „lekką przesadą”. Kult katastrofy samolotu prezydenckiego, przybierający nieraz groteskowe formy (jak choćby pomnik w Kałkowie-Godowie) to przy tym gruba przesada. Utwierdza jedynie w przekonaniu, że największą tragedią współczesnej Polski jest i długo pozostanie polityczne sekciarstwo.

Walkiria

  1. http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/163963,pomnik-z-ktorego-beda-dumni-polacy.html
  2. http://wpolityce.pl/smolensk/322885-wesprzyj-budowe-pomnikow-sp-prezydenta-lecha-kaczynskiego-oraz-ofiar-tragedii-smolenskiej-2010-r
  3. http://niedziela.pl/artykul/24067/Budujemy-pomnik-Ofiar-Tragedii
Please follow and like us: