R. Gierowski – Łódź: Czy każdy remont musi oznaczać paraliż?

W ubiegłą niedzielę rozpoczął remont jednej z największych arterii miejskich – al. Śmigłego-Rydza. Mimo, że był to dzień świąteczny można było zaobserwować korki, czyli obawy mieszkańców były uzasadnione, będzie to bardzo uciążliwy okres. Nie podważam zasadności tej inwestycji, gdyż ze względów bezpieczeństwa pasażerów MPK była ona konieczna, jednak można było podjąć wcześniejsze działania, które zniwelowałyby negatywne skutki tego oraz przyszłych remontów.

Władze miasta przekonują nas, że warto przemęczyć się przez dwa lata i po ukończeniu prac zdecydowanie ulegnie poprawa sytuacji na drodze łączącej północ i południe Łodzi. Mam nadzieję, że remont zostanie przeprowadzony w zakładanym terminie, niestety patrząc na podobne projekty na przestrzeni ostatnich lat szczerze wątpię. Uważam, że inwestycje o strategicznym znaczeniu dla miasta, a za taką uważam wspomniany wyżej remont, powinny być wykonywane całodobowo, aby termin jej realizacji był jak najkrótszy. Czy tak będzie – czas pokaże.

W celu zredukowania ubocznych skutków prowadzonej inwestycji mieszkańcy przekonywani są do korzystania z miejskiej komunikacji zbiorowej. Teoretycznie wydaje się to właściwym rozwiązaniem, aczkolwiek analizując przygotowane przez miasto warianty rozkładów MPK trudno doszukać się ciekawej oferty. Nie twierdzę, że osoby planujące trasy wykazały się złą wolą, zwyczajnie obecna infrastruktura transportowa w Łodzi nie umożliwia zbyt dużego pola manewru. Jako mieszkaniec Dąbrowy muszę pogodzić się z perspektywą kilku przesiadek, a co za tym idzie, prawdopodobnymi spóźnieniami w pracy. Teoretyczną alternatywą jest podróż samochodem, która wiąże się z staniem w ogromnych korkach. Niestety, ale al. Śmigłego – Rydza jest wąskim gardłem, którego obecnie nie da się ominąć w zdroworozsądkowy sposób. W tej sytuacji nasuwa się jedno bardzo ważne pytanie: czy każda większa inwestycja w infrastrukturę drogową musi powodować paraliż miasta?

Niektórzy powiedzą, że nie ma remontu domu bez bałaganu. Należy zacisnąć zęby i cieszyć się perspektywą efektów po jego zakończeniu. Jestem skłonny zgodzić się z tym stwierdzeniem. Niemniej każdy remont należy dobrze zaplanować, tak aby zminimalizować do minimum bałagan, ewentualne poprawki i konieczność ponownych napraw. Tak samo jest z inwestycjami infrastrukturalnymi w mieście.

Od wielu lat mówi się o tym, że budowa tras A1, A2, S8 i S14 skutecznie odkorkuje miasto. Owszem taka obwodnica zewnętrzna pozwala na wyprowadzenie ruchu tranzytowego oraz umożliwia szybkiego wydostanie się na obrzeża. Jednak, aby działało to w pełni Łódź musi posiadać pełną obwodnicę oraz drogi łączące ją z tkanką miejskich dróg. Oczywiście brakuje nam drogi S14, która byłaby wielkim wsparciem dla zachodnich osiedli, a także dla ościennych miast wchodzących w skład aglomeracji. Inwestycja ta jest odwlekana w czasie i nie wiadomo, kiedy doczekamy się jej realizacji. Część łodzian zapewne obarczy o ten stan rzeczy obecnie rządzący PiS. Ci sami ludzie jednak nie chcą pamiętać o tym, że w latach 2007-11 ministrem infrastruktury był Cezary Grabarczyk, łodzianin, który jest z tej samej opcji politycznej co władze Łodzi. Niestety fakt ten nie pozwolił na skuteczne zrealizowanie prac mimo tego, że w tych latach temat S14 pojawiał się w debacie publicznej. Obecnie budowa jest relatywnie blisko, aczkolwiek pojawiają się pytania o ilość węzłów drogowych. Niemniej, co zrobiła Łódź na przestrzeni ostatnich lat, aby wywrzeć teraz presję na obecnie rządzących? Gdzie są wyremontowane lub zbudowane drogi, które mogłyby łączyć się z S14? Nie ma ich, a planowane są od wielu lat.

Obwodnica zewnętrzna oraz jej dojazdy to niejedyny element, który ma wpływ na ruch transportowy w naszym mieście. Równie ważnym, a nawet ważniejszym, elementem układu drogowego w mieście są tzw. obwodnice wewnętrzne, które z kolei można podzielić na dzielnicowe i osiedlowe. Niestety w naszym mieście występuje wiele wąskich gardeł, które spowodowane są niewystarczającą ilością wspomnianych obwodnic. Łódź rozrastała się bardzo dynamicznie w dość krótkim czasie, co bezpośrednio przyczyniło się do powstania chaotycznego układu dróg. Niestety, ale wieloletnie zaniedbania w tej materii cały czas oddziałowują na współczesny organizm miejski. Nawet niewielkie remonty dróg w centrum powodują duże utrudnienia ruchu. Sytuacja ta nie zmieni się do momentu uzupełnienia siatki dróg o brakujące elementy np. trasa Karskiego, Nowokonstytucyjnej, przedłużenie Puszkina czy Nowotargowej w pierwotnym wariancie. Niektóre inwestycje zostały zwyczajnie źle przeprowadzone. Jakby wyglądała Łódź z dwupoziomowym skrzyżowaniem Marszałków oraz Rondem Solidarności? Uważam, że te dwa newralgiczne punkty w tym wariancie mogłyby w dużej mierze usprawnić ruch w mieście. Pomysłów na usprawnienie przepływu aut w Łodzi jest wiele. Mówią o nich zwykli ludzie, społecznicy, a także ośrodki akademickie, wiele z nich doczekało się nawet wstępnych prac projektowych, niestety zazwyczaj na koniec lądują w szufladach.

Władze miasta wydają się być głuche na głos ekspertów i łodzian, usilnie forsując swoją koncepcje zamykania centrum na ruch samochodowy. Od 8 lat nie ma przedstawionego zdroworozsądkowego, uporządkowanego i długookresowego planu inwestycji w infrastrukturę transportową. Woonerfy, strefy uspokojonego ruchu i sprawna komunikacja miejska dowożąca ludzi z osiedli mieszkaniowych do centrum jest jak najbardziej do osiągnięcia w dłuższej perspektywie. Niemniej nigdy do tego celu nie dotrzemy bez budowy brakujących ogniw drogowych. Sam remont al. Śmigłego-Rydza nie rozładuje korków w mieście, ani nie przyspieszy przejazdu na tej trasie. Zwiększy za to bezpieczeństwo pasażerów MPK i kierowców, którzy do tej pory musieli się bardzo pilnować w tym miejscu.

Wielu z łodzian cieszy się z każdej inwestycji w mieście, rozumiem to podejście, bo Łódź potrzebuje ich jeszcze naprawdę wiele. Chciałbym jednak, aby wraz z ilością szła jakość, a przede wszystkim, aby naprawdę usprawniały życie w naszym kochanym mieście.

Rafał Gierowski

Please follow and like us: