„Władza to służba, a nie panowanie”

Teza, którą usłyszałam ponownie kilka dni temu o treści „władza to służba, nie panowanie” przypomniała mi często powtarzane przeze mnie słowa – stanowiska wysokich funkcjonariuszy państwa są związane z ciężką pracą na rzecz obywateli, a nie – jak się niektórym wydaje – z robieniem sobie zdjęć i bieganiem za kamerami jak przeciętny celebryta. Przykro, że niektórzy po prostu o tym zapomnieli i zamiast służyć państwu wolą robić z siebie pośmiewisko.

Powaga urzędu posła nie powinna pozwalać na wydarzenia jakie miały miejsce w Sejmie w ubiegłym tygodniu. Cyrk, który zapanował na korytarzach w ciągu ostatniego tygodnia przypomniał mi, że chyba myliłam się co do oceny sukcesu wyborów parlamentarnych z października 2015 roku. Bałagan, brak szacunku posłów do siebie nawzajem wskazuje, że większość osób otrzymało mandat poselski przypadkowo, a ich „praca” polega jedynie na skakaniu do kamer i przekrzykiwaniu się wzajemnie w swoich „racjach”. Przede wszystkim zwracam uwagę na chamstwo posłów, szczególnie tych niby „proobywatelskich”, także tych z klubu Kukiz’15. Nie wspomnę o przejawach agresji członków partii rządzącej wraz z opozycją PO i .N na Sali Posiedzeń co sprawia, że to miejsce traci swoje poważne znaczenie i wzbudza jedynie niechęć. W tym całym bałaganie chyba zapomniano o powadze sprawowania urzędu posła, a podobno bycie posłem jest misją. Każdy podejmujący jej się człowiek powinien służyć swoją mądrością i możliwością decydowania o sprawach najważniejszych Państwu i jego obywatelom, a tu tego brakuje. Nie ciężko zauważyć, że zawód posła często jest porównywany przeze mnie do bycia błaznem lub cyrkowcem wraz z jawnie wyśmiewanymi absurdalnymi zachowaniami tych niedoszłych celebrytów. Radzę zmienić podejście i zająć się poważnymi sprawami dotyczącymi polityki państwa, ponieważ nie starczy wam czarnych krzyżyków obywateli na karcie do głosowania na kolejną kadencje.

Zirytowana wojną Polsko-Polską w parlamencie nie mogę być obojętna wobec tej niewłaściwej ustawy. Ta sprawa przestała już dzielić jedynie posłów partii rządzącej i opozycji, ale zeszła również na tory życia prywatnego osób zaangażowanych w polską judykaturę, dzieląc przyjaciół i rodziny swoimi bezsensownymi założeniami.

Każdy z nas musi przyznać jedną zasadniczą rację – zmiany w Polskim sądownictwie są potrzebne, jednak nie możną ich przeprowadzać w tak gwałtowny sposób. Zresztą kierunek, który wybrali polscy parlamentarzyści nie prowadzi do założonych celów, a jedynie do kolejnego niepotrzebnego zamętu – tym razem w trzeciej gałęzi władzy: sądownictwie. Chyba wystarczy już, że mamy istny bałagan w egzekutywie i legislatywie – kolejne zamieszanie jest zbędne. Już zmiany w ustawie o KRS wzbudzały we mnie mnóstwo wątpliwości. Z tego co pamiętam, w lutym 2017 roku mocno skrytykowałam te kiepskie pomysły dotyczące upolitycznienia tego organu. Tym razem jest podobnie, tylko zdecydowanie z większym przytupem. Bowiem PiS w dziwaczny sposób „napada” na środowisko sędziowskie, nie przedstawiając jednocześnie żadnej propozycji realnej zmiany. Zgadzam się z założeniem, że niektórzy sędziowie faktycznie są starymi skorumpowanymi wyjadaczami bez produktywnej pracy, jednak zmiany w tej ustawie nie są bezpośrednio związane z blokowaniem tego typu sędziów. Nowelizacje obu tych ustaw – i tej o Krajowej Radzie Sądownictwa, a szczególnie o Sądzie Najwyższym nie są bowiem żadną reformą – nie wprowadzają ani jednej istotnej zmiany w sposobie doboru kandydatów na sędziów, w ścieżce ich kształcenia, ani w sposobie ich motywowania lub dyscyplinowania. To jest próba upolitycznienia sądów i podciągnięcia ich pod kontrolę aktualnie rządzącej partii. Tak się składa, że losowanie sędziów do spraw sądowych to kwestia procedury, przepisów postępowania przed sądem, a więc ja przede wszystkim sprzeciwiam się zmianie ustroju sądownictwa, nie procedury. Przez wprowadzenie tej nowelizacji będziemy mieć jedynie co cztery lata bezsensowną rewolucję w sądach. Mało tego – w sytuacji kiedy zmieni się premier w ramach rządów tej samej partii to również istnieje zagrożenie, że wymieni ministra sprawiedliwości, a ten zacznie poprawiać decyzje poprzednika. Tak więc, PiSowskie reformy nic więc nie zmienią, za to mogą drastycznie utrudnić również wprowadzenie jakichkolwiek reform w przyszłości. Ustawa w sposób konkretny przewiduje jedynie upolitycznienie sądów, co jest sprzeczne z przepisami Konstytucji. Najlepsze jest to, że rząd PiS pod nosem Brukseli robi zamach na trójpodział władzy i, jak się okazuje, Unia niewiele może na to poradzić, ponieważ projekt ustawy nie zawiera przepisów mających na celu wykonanie prawa UE. Wychodzi na to, że posłowie PiS spokojnie mogą „udawać Greków” przed unijną administracją i twierdzić, że nowy projekt ma za zadanie „usprawnić”, a nie całkowicie upolitycznić Sąd Najwyższy, zatwierdzający ważność wyborów. Myślę jednak, że naród polski oczekuje rzeczywistej, systemowej reformy sądownictwa, a tego nie proponuje ani jedna, ani druga strona konfliktu.

Także można przytoczyć tutaj słowa Kol. Wawera – „PO i PiS od 2005 roku robią wszystko, żeby na polskiej scenie politycznej nie istniało nic poza ich sporem.” Jako, że obywatele naszej kochanej Polski znowu jesteśmy postawieni pod ścianą i czekamy na kolejny strzał ze strony władz, pozostawiam każdemu wolny wybór walki z obecnymi chorymi zmianami. „Polak zawsze narzeka?” – niestety, tym razem słusznie.

Agnieszka Jaworska

Please follow and like us: