Wojewoda znów chowa głowę w piasek

Wojewoda mazowiecki, Zdzisław Sipiera, zakazał poruszania się w dniach 31 stycznia – 5 lutego w pobliżu ambasady Izraela w Warszawie, przed którą miała odbyć się dziś manifestacja „Stop antypolonizmowi”, organizowana przez środowiska narodowe.

Niedorzeczna decyzja poprzedzona była falą komentarzy centroprawicowych dziennikarzy i polityków sugerujących możliwość prowokacji i ryzyko pójścia w świat przekazu „Polacy atakują ambasadę Izraela”, co miałoby potwierdzać w globalnej opinii sensacje o „odradzaniu się polskiego nazizmu”.

Trudno zrozumieć, jakimi przesłankami powodowane są przytoczone głosy i decyzja Wojewody. Wydarzenia ostatnich dni, kampania „#PolishDeathCamps” oraz amerykańska ustawa 447, wywołują wolę protestu i jasnego wyrażenia sprzeciwu wobec tej antypolskiej nagonki. Trudno wyobrazić sobie, żeby w normalnym państwie taka kampania przeszła bez echa i oporu obywateli. Brak protestu, w połączeniu z niemrawą reakcją dyplomatyczną państwa, mógłby być odczytany w światowej opinii jako przyznanie racji tym potwornym oszczerstwom.

Warto wspomnieć, że to nie pierwsza okoliczność, przy której wojewodowie uciekają się do praktyk rodem z poprzednich rządów, na których tle chcą ciągle pokazywać się jako opcja patriotyczna i „dobra zmiana”. Największa krytyka spadła na wojewodę łódzkiego, Zbigniewa Rau, który „wykazał się” zamykaniem trybun stadionu Widzewa, a kilka tygodniu temu pod naciskiem „Gazety Wyborczej” wycofał się z nazwania ulicy imieniem Kazimierza Kowalskiego.

Czy rzeczywiście to ma być ta „zmiana”, na którą czekaliśmy?

Please follow and like us: