Publicystyka

Szustak jak Korwin… ratunku czy jest tłumacz na sali?!

Polskę obiegł niedawno głośny wywiad przeprowadzony przez Karola Paciorka z o. Adamem Szustakiem – ,,kaznodzieją wędrownym”. I jak to zwykle bywa z o. Adamem chciał dobrze a wyszło jak zwykle. Co jest nie tak?


Problem z o. Adamem jest podobny jak w przypadku papieża Franciszka i Korwina Mikke – są to bezapelacyjni mistrzowie posługiwania się łamaną logiką i słynnym genem ,,strugania głupa” , które to cechy całkowicie czasami przykrywają ich, może nawet dobre, intencje.

Czy o. Szustak jest modernistą? Z pewnością, bo kto normalny zakasuje rękawy habitu i zabiera się za nagrywanie podcastu ze swojego wieczorku gamingowego? Emocji jest co niemiara bo dominikanin użynając gardła wrogom w beztroskim uniesieniu, komentuje: ,,o rzesz kurna mam cię”. Między nudnym gadaniem o Biblii na tle bladej ściany a poradami ,,jak znaleźć dobrego męża” to jest zdecydowanie ciekawe urozmaicenie, nieprawdaż?

Może jeszcze ktoś pamięta pierwsze nagrania Szustaka w internecie takie jak ,,Nocny złodziej” czy ,,Straszne rekolekcje” gdzie mogliśmy posłuchać błyskotliwych i głębokich interpretacji biblijnych, wygłaszanych przez znakomitego znawcę symboliki hebrajskiej, który w nieco młodzieżowej otoczce stara się przybliżyć słuchaczom Boga – bo kto dzisiaj KONTEMPLUJE Pismo?
Pierwszymi rekolekcjami zrobił furorę w sieci i szybko zaczął pozyskiwać oddane grono owieczek. Na tym poziomie już pojawia się jednak problem, bowiem o. Adam NIE UWAŻA SIĘ za jakiś autorytet. Przypomnijmy, że tytułu tego nie przydajemy sobie sami, a jest on nam przypisywany czy tego chcemy czy nie, przez ludzi widzących w nas kogoś komu można zaufać.
Jeśli o. Adam zakładając Langustę na Palmie, która aktualnie osiąga osiemset tysięcy subskrypcji sądził, że będzie to tylko niezobowiązująca platforemka do puszczania ,,czołóweczki i gadanka” to już samo niezrozumienie mechanizmów społecznych i tego, jakie powinno się mieć intencje w tego typu przedsięwzięciach, stawia go w niezbyt korzystnym świetle. Przypomniały mi się słowa pewnej pani z kółka poetyckiego podczas dyskusji o wieszczach narodowych, które wygłosiła tonem nieznającym sprzeciwu, że przecież Mickiewicz nie chciał być wcale autorytetem dla nikogo. Słuchajcie rodacy, Mickiewicz wcale nie chciał być wysłannikiem Narodu i Boga prosząc papieża o błogosławieństwo sztandarom Legionów ani jakimś tak przewodnikiem dusz, no co wy – on tak tylko, do szuflady pisał, żeby zrobić na złość Słowackiemu nazwał się WIESZCZEM, kiedy w 1842 publika wymagała od niego samookreślenia.

Rozwikłanie zagadki sukcesu i jednoczesnej porażki o. Szustaka leży w jego światopoglądzie, który sam określił jako: anarchistyczny i hipisowski. Dominikanin przyznał, że nie rozumie i nie lubi wszelkiej instytucjonalności i uporządkowania w świecie, problem ma również z hierarchicznością.
Nic dziwnego, że z poglądów pacyfistycznych, które kiedyś pozwoliły mu wypowiedzieć zdanie w stylu: ,,jestem przeciwny nawet wojnie obronnej” wyziera całkowite niezrozumienie POLSKIEGO charakteru katolicyzmu. Szustak zresztą nie używa nazwy katolicyzm, a mówi ogólnie o chrześcijaństwie, wspominając: ,,jestem wyznania chrześcijańskiego”.
Z pogardą odnosi się do wszelkich praktyk TRADYCJI patriotyczno-religijnych w naszych kraju nazywając je ,,pogańskimi”.
Mamy więc obraz duchownego, który całkowicie nie rozumie SPOŁECZNEGO charakteru religii tak bardzo specyficznego na polskim gruncie, ściśle związanego z naszym konstytuowaniem się jako narodu, nie jako narodu ,,jakiegoś tam” ale jako narodu, który pragnie stać w cieniu krzyża, którego dzieje tak jak na obrazach Matejki, zawsze rozwijały się na tle tęczy Przymierza, pod amarantowym sztandarem Pogoni i Matki Bożej Ostrobramskiej.

To pierwsza rzecz. Druga rzecz to lawirowanie, zaprzeczanie, potwierdzanie, poprawianie się, dodawanie pod nosem jakichś uwag do przed chwilą co wypowiedzianej myśli. I z jednej strony mamy ciekawy miniwykład o ,,chrzcie” i o tym, że rzeczywiście w Piśmie podczas Wniebowstąpienia Chrystus powiedział: ,,Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony”, ale wg o. Szustaka tu nie chodzi wcale o to, że TRZEBA koniecznie być ochrzczonym, chociaż właściwie to trzeba ale głównie idzie o to, że nawet będąc ochrzczonym można nie uwierzyć i przez to nie być zbawionym… Uff, nie trzeba było tak od razu?? Konieczny był clickbaitowy tytuł i gromienie tych, którzy straszą piekłem za bycie ,,innowiercą”?

Kolejny problem wypływający z poprzedniego to ekumeniczność. Co tam jakiś Pius XI i encyklika Mortalium Animos, ważne, że muzułmanie i żydzi wierzą w Boga, no bo Bóg Abrahama to przecież nasz Bóg, więc czego chcecie podli inkwizytorzy którzyście wypełzli z Écône spod karmazynowego płaszcza Lefebvre’a i siejecie nienawiść?

Przyhamujmy nieco i doceńmy jednak cokolwiek z działalności o. Adama bo niesprawiedliwością jest tylko rzucać niemiłosiernym mięsem. O. Szustak krytykuje, bardzo słusznie, polski Episkopat, używając przy tym bardzo niewybrednych określeń, pomijając jednak ten zgrzyt kłócący się z białą szatą duchownego, krytyka jest uzasadniona, chociaż mogłaby być uzasadniona lepiej i wyraziściej.
Zaniedbania dotyczące pedofilii rozbijają się o biskupie pałace jak brudne fale czarnych kart z dziejów Kościoła, o. Adam jednak bardziej skupia się w tej krytyce nie na samym grzechu zaniedbania i zgorszenia a na tym, że Episkopat wyraża pragnienie by… ludzie wrócili do Kościoła. Czy ktoś rozumie coś z tych zawiłych mechanizmów wnioskowania o. Szustaka?

Ojciec Adam odznacza się też ogromną empatią, oczywiście taką rozumianą po współczesnemu, czyli ,,uważaj żeby nie powiedzieć komuś prawdy, bo wtedy zasiejesz nienawiść”, wykręca rączki we wszystkie strony gdy opowiada o homoseksualizmie, nie potrafi nazwać go zaburzeniem (oczywiście pojawiają się tu zwroty pokropione potem stresu ,,chociaż nie” ,,nie do końca” ,,ja rozróżniam dwie rzeczy” itd.), a w końcu, po półgodzinnym wiciu się na krześle przyznaje zgodnie z nauczaniem KK, że ,,CZYNNOŚCI homoseksualne są grzechem”. A wystarczyło powiedzieć: KK nie potępia człowieka, tylko jego uleganie złemu.

Kolejna sprawa wiąże się nieco z problemem ,,nieuznawania siebie za autorytet” i z brakiem odpowiedzialności przed ludźmi, którzy mają mniej ukształtowany kręgosłup moralny lub są na etapie poszukiwania . Tak samo jak niewychowawcze byłoby gadanie do żołnierzy przed bitwą, że jak nie chcą to nie muszą walczyć i mogą wyjechać z kraju bo nie wiadomo jak to się skończy, również mówienie ludziom, że ,,nie można zasłużyć sobie na niebo” jest nieodpowiedzialne i krótkowzroczne. I chociaż religia chrześcijańska zakłada, że nawet łotr żyjący całe życie z grabieży i mordów może po okazaniu przed Sądem żalu doskonałego trafić do nieba, gardzenie wychowawczym wymiarem nauki o moralności, która wpisuje się przecież w antropologię chrześcijańską, już niedaleko stoi od protestanckiej zasady sola gratia (właściwie nią jest).
Po co się starać? Po co próbować żyć tak jak św. Jan od Krzyża, św. Jadwiga Śląska, św. Ignacy Loyola? Po co nam te wszystkie Żywoty Świętych i ćwiczenia duchowe? Czy kiedy dziecko wykonuje pracę konkursową mówimy mu: ,,nie musisz się starać”? To jakiś absurd.

Albo o. Szustak jako osoba duchowna i publiczna nauczy się wypowiadać myśli jasno i klarownie, albo znowu ,,frakcja katolicka” będzie musiała błędnym wzrokiem szukać po sali tłumacza.

Malwina Gogulska




Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company