Publicystyka

Tolerancja represywna w natarciu

Większość z nas wie, jaką definicję ma słowo – tolerancja, czym jest a czym nie jest oraz w jak nachalny sposób jest dzisiaj wypaczana. Okazuje się, że to wypaczenie również ma definicję, wystarczy dodać drugi wyraz i powstaje nam tęczowe pojęcie tolerancja represywna – o której przypomniał nam (chwała mu za to) Krzysztof Karoń w swoich wykładach.


Tolerancją represywną nazwał Herbert Marcuse przewrót ideologiczny, który powinien zniszczyć reakcyjne przejawy w społeczeństwie. Mówiąc prościej: wszystkie chwyty dozwolone w demolowaniu konserwatywnego świata (skoro jest obiektywnie zły jak twierdził Marcuse).
Przejawem takich doktryn filozoficznych jest dziś działalność szeroko pojętej lewicy, która mniej lub bardziej świadomie do serca wzięła sobie słowa: ,,Wyzwalająca tolerancja oznaczałaby zatem nietolerancję wobec prawicy i tolerancję dla ruchów lewicowych.” i ,,w przypadku uciskanych i obezwładnionych mniejszości istnieje „naturalne prawo” do przeciwstawienia się stosowaniu środków pozaprawnych, gdy tylko prawo okaże się niewystarczające”.


Większość lewicowych aktywistów zapewne nigdy w życiu nie widziało i nie czytało tego eseju, bo filozofowie szkoły frankfurckiej byli szarymi eminencjami planu, który zwie się dziś marszem przez instytucje.

Długi wstęp, ale wychodzę z założenia, że definicje są potrzebne współcześnie bardziej niż kiedykolwiek.
O co jednak chodzi konkretnie? Ostatnimi czasy jesteśmy świadkami małej dywersji ze strony aktywu lewicowego, który to w imię owej represyjnej miłości rozpoczął wlepkowy, (anty)kulturalny dialog na szybach sklepów z odzieżą patriotyczną. Zadziało się to w Poznaniu, a niedawno również w centrum Łodzi. Lewica szczycąca się niezwykłą otwartością, przyjacielskością i pluralistycznym podejściem do świata, rozlepia chowając się po kątach, hasła typu ,,strefa wolna od nawiedzonego pierdolenia” z grafiką kościoła, albo ,,transfobiczny śmieć homofobiczna spierdolina”.

Wydaje mi się, że komentarz do tego typu działań jest zbędny, warto jednak zwrócić uwagę na to, kto rozdrażnił byka.
Jakiś czas temu Gazeta Polska wypuściła numer z naklejkami ,,strefa wolna od lgbt” (modyfikując później nieco nazwę) świadomie wywołując tym działaniem przysłowiowego wilka z lasu. Środowiska patriotyczne niezrzeszone pod szyldem GP raczej się o to nie prosiły, ale rzecz jasna chodziło o to, by winę niepostrzeżenie przerzucić na narodową opozycję, gdy zrobi się zbyt kontrowersyjnie, a z drugiej strony dać sygnał konserwatystom przed wyborami kto ma monopol na bycie patriotą w tym kraju.

Tęczowa bandera to nie zwykła gimnazjalna, przejściowa moda a rzeczywista, krocząca rewolucja, która garściami bierze z czerwonych snów Adorno. Nie należy jej ani tolerować, ani iść z nią na ustępstwa.

Malwina Gogulska

Please follow and like us:
Animated Social Media Icons by Acurax Wordpress Development Company