Łódź

Tragedia na obozie harcerskim w Suszkach. Nie żyją harcerki z Łodzi.

W ubiegłych dniach Polskę obiegła informacja o śmierci dwóch uczestniczek obozu harcerskiego w Suszku w pow. Chojnickim. Tragedia rozegrała się w nocy z piątku na sobotę około godziny 23:00, gdzie nad miejscem, w którym znajdowali się harcerze przetoczyła się nawałnica, która siała spustoszenie. Przy tak smutnych okolicznościach możemy też zadać sobie pytanie, o bezpieczeństwo takich obozów oraz to co należy uczynić, by w przyszłości nigdy nie dochodziło do takich tragedii.

W dniu 11 sierpnia około godziny 23:00 nad rejonem Suszek przetoczyła się nawałnica, która przyczyniła się do tragedii uczestników obozu harcerskiego, który organizował Okręg Łódzki ZHR. Zginęły dwie dziewczynki (13 i 14 lat), a 22 osoby były ranne (w tym 2 ciężko). Całkowita liczba uczestników obozu wynosiła 172 osoby, w tym 140 dzieci.

Ewakuacja obozowiska została podjęta w piątek późnym wieczorem przez jego komendanta. Decyzja ta została podjęta ze względu na fatalne warunki meteorologiczne. W trakcie zarządzonej ewakuacji zostały wezwane służby ratunkowe, które po przybyciu były już obecne cały czas na miejscu zdarzenia. Reszta uczestników, która nie ucierpiała została przewieziona do szkoły w Nowej Cerkwii k. Chojnic.

Ewakuacja obozowiska była bardzo trudna ze względu na jego położenie w środku lasu, gdzie nawet za dnia było trudno dojechać oraz przede wszystkim na fakt, że ewakuacja odbywała się podczas nawałnicy pomiędzy spadającymi drzewami. Pierwsze ekipy ratunkowe dotarły ok. godz. 4:00 przepływając jezioro łódkami, a następnie dopiero reszta służb pokonała drogę dojazdową do obozowiska, która była nieprzejezdna z powodu spadających drzew.

Harcerze z okręgu łódzkiego regularnie wyjeżdżali na obozy harcerskie do powiatu chojnickiego. W obozie nad jeziorem Śpierwnik w miejscowości Suszek uczestniczyli harcerze z 26 ŁDH, szczepu Zawiszacy, 59 ŁDek, 9 ŁDH. Feralny obóz odbywał się pod nazwą „Leśny dom”. Jego uczestnicy mogli bliżej poznać przyrodę oraz rozwijać samodzielność, kreatywność i sumienność. Warto też zaznaczyć, że większość skautów na obóz przyjechała bez jakichkolwiek urządzeń elektronicznych w tym, także telefonów komórkowych.

Czy tragedii można było uniknąć?

Ciężko jest jednoznacznie powiedzieć kto zawinił, my od tego nie jesteśmy i nie chcemy nikogo obwiniać. Nie zmienia to faktu, że po tych wydarzeniach należy wyciągnąć wnioski, uczyć się na błędach, które niestety kosztowały czyjeś niewinne życie. Trzeba powiedzieć, że nawałnica, która w tamtym czasie przechodziła nad pow. Chojnickim nie była nagła. Ostrzeżenia dotyczące silnych burz i nawałnic pojawiały się niejednokrotnie wydawane przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, a także przez Polskich Łowców Burz, których cechuje wysoko sprawdzalność prognoz. Niepojęte jest to, że nikt nie zwrócił na ten aspekt uwagi, zważając jeszcze na fakt, że podobna pustosząca burza przeszła nad naszym miastem w czwartek nad ranem, która wyrządziła również spore szkody w samym mieście jak i okolicach. Organizatorzy obozowiska powinni być wręcz bombardowani ostrzeżeniami od przełożonych oraz lokalnych służb o ryzyku zjawisk, które mogły wystąpić tego dnia. Podczas samej burzy, która przetaczała się przez Dolny Śląsk, Wielkopolskę, a następnie kierowała się na północ w stronę Pomorskiego należało trzymać rękę na pulsie i odpowiednio wcześnie zarządzić ewakuacje, by móc bezpiecznie opuścić las przed żywiołem.

Customized Social Media Icons from Acurax Digital Marketing Agency