Łódź Publicystyka

UŁ chce autonomii uczelni względem polskiego prawa?

Prof. Ewa Budzyńska, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego została kilka miesięcy temu oskarżona o „brak tolerancji wobec grup społecznych i ludzi o odmiennym światopoglądzie” i postawiona przed komisją dyscyplinarną uczelni. Środowiska skrajnej lewicy rozpętały nagonkę, w wyniku której prof. Budzyńska zrezygnowała z pracy na uczelni jeszcze przed werdyktem komisji. Nowe światło na sprawę rzuca śledztwo prokuratorskie mające ustalić, czy doszło tworzenia fałszywych dowodów przeciw prof. Budzyńskiej. Głos w tej sprawie zabrał także Uniwersytet Łódzki.

Profesor na celowniku lewicy

W grudniu ubiegłego roku na wniosek grupy studentów uczelnia wszczęła postępowanie dyscyplinarne przeciwko prof. Budzyńskiej, która podczas zajęć pt. „Międzypokoleniowe więzi w rodzinach światowych” zaznaczyła, że podstawą rodziny jako elementarnej komórki społecznej jest trwały związek kobiety i mężczyzny oraz nazwała człowieka nienarodzonego dzieckiem. Taka dawka homofobii, nietolerancji i nienawiści nie mogła ujść uwadze czujnych studentów, którzy donieśli na profesor do komisji dyscyplinarnej. Ich donosy stały się jednak przedmiotem zainteresowania prokuratury, w związku z zawiadomieniem o możliwości stworzenia fałszywych dowodów przeciw wykładowcy śląskiej uczelni.

W toku postępowania, studenci zostali powołani na świadków i w tym charakterze zostali wezwani na komisariaty policji w celu złożenia zeznań. Te rutynowe czynności procesowe spowodowały jednak ożywioną reakcję władz uczelni oraz liberalnych mediów. W wywiadzie dla Onetu anonimowe studentki skarżą się na długość i przebieg przesłuchań, a uczelnia odbiera z „zaniepokojeniem” fakt przesłuchiwania studentów przez policję i dodaje, że „nie ma żadnych podstaw, aby wątpić w rzetelność i bezstronność działań komisji, przed którą postępowanie wciąż się toczy”. Odmiennego zdania jest prof. Budzyńska, która w opublikowanym przez Ordo Iuris oświadczeniu wskazuje na brak możliwości rozmowy z rektorem lub złożenia wyjaśnień w tej sprawie przed władzami uczelni i odniesienia się do stawianych zarzutów.

Autonomia uczelni według UŁ

Uniwersytet Łódzki w specjalnej uchwale „wyraża solidarność ze społecznością Uniwersytetu Śląskiego, zaniepokojoną przesłuchaniami studentek i studentów uniwersytetu prowadzonymi przez prokuraturę”, które „muszą być interpretowane jako wywieranie nacisku na niezależne postępowanie dyscyplinarne, jak również na samych pozostających w sporze z wykładowcą studentów”. Czy zdaniem UŁ obrona wykładowcy przed niesłusznymi oskarżeniami oraz brakiem należytej procedury wyjaśniającej w postępowaniu uczelni jest „podważaniem jej autonomii”? Nasuwa się zatem pytanie, jaką „autonomię” mają na myśli autorzy tej uchwały? Czy uniwersytety zdaniem kogokolwiek na UŁ mają być placówkami niepodlegającymi powszechnemu prawu?

Wolność akademicka

Nie był to pierwszy przypadek prób usuwania z uczelni pracowników naukowych z powodu posiadanych przez nich poglądów. W listopadzie 2019r. na celowniku skrajnej lewicy znalazł się prof. Nalaskowski, zaś na Śląskim Uniwersytecie Medycznym jeden z wykładowców stał się ofiarą nagonki za przytaczanie statystyk medycznych w ramach wykładu „Homoseksualizm a zdrowie”.

Wygląda na to, że terror ideologiczny wchodzi na wyższe uczelnie coraz silniej, z wiodącą rolą Uniwersytetu Warszawskiego, na którym oficjalnie działają grupy skrajnej lewicy otaczane protekcją przez władze uczelni, zaś przedstawiciele prawicy są szykanowani i podejmowane są próby usuwania ich z uczelni pod każdym możliwym pretekstem, jak choćby przypadek związanego z Ruchem Narodowym i Konfederacją Konrada Smuniewskiego, stawianego wielokrotnie przed komisją dyscyplinarną za swoją działalność społeczno-polityczną prowadzoną poza uczelnią oraz krytykowanie polityki UW, uległej wobec lewackiej ekstremy.

Na UŁ póki co nie działa „komitet antyfaszystowski”, którego działacze korzystają z sal uczelnianych do przygotowywania transparentów na manifestacje polityczne, żaden z profesorów nie jest stawiany przed komisją dyscyplinarną ze względu na posiadane poglądy, ale omawiana uchwała UŁ jest kolejnym gestem uczelni sytuującym ją coraz bardziej po określonej stronie politycznego spektrum. W oświadczeniach z okazji rocznicy „wydarzeń marcowych” czy „dni międzynarodowych” aż roi się od terminów lewicowego politpoprawnego słownika, a pismo wydawane przez uczelnię zastanawia się nad modelem funkcjonowania związków homoseksualnych w Polsce i wydaje się kwestią czasu, kiedy te postępowe rozwiązania znane z UW i wielu zagranicznych uczelni również będą obecne na łódzkich uczelniach.

Jaki to ma związek z wolnością akademicką, na którą powołują się autorzy uchwały, niech Czytelnik już sobie odpowie sam.

(p.k.)

Social Media Widget Powered by Acurax Web Development Company