Historia i Kultura Łódź Publicystyka

„Walki uliczne”

A jednak – będą konsultacje społeczne w sprawie nazw ulic, placów i skwerów Nowego Centrum Łodzi. Ten „zaszczyt” to efekt burzy, jaką wywołała propozycja Hanny Zdanowskiej, aby ulice NŁC przyjęły nazwiska fabrykanckich rodów: Geyerów, Poznańskich, Herbstów, czy Schweikertów. Pomysł wzbudził sprzeciw zarówno „prawej”, jak i „lewej” strony. Konsultacje społeczne w tej sprawie mają potrwać do 30 września – do tego czasu mieszkańcy mogą zgłaszać swoje propozycje. Ostateczna decyzja zapadnie w październiku.

W lipcu Hanna Zdanowska zaproponowała, aby ulice Nowego Centrum Łodzi przyjęły nazwiska słynnych łódzkich rodów fabrykanckich. Był to pomysł Jarosława Kity, dyrektora Instytutu Historii UŁ oraz senatora Ryszarda Bonisławskiego, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Łodzi. Na terenie NŁC mają powstać aleje: Poznańskich, Geyerów, Scheiblerów i Grohmanów, ulice: Biedermannów, Silbersteinów i Juliusza Kunitzera, plac Fabrykantów oraz skwer „Ziemi Obiecanej”. W planach są również krzyżujące się ze sobą aleje: Polska, Żydowska, Niemiecka i Rosyjska. Idea nie wszystkim przypadła do gustu – zarówno po „prawej”, jak i „lewej” stronie.

Przewodniczący komisji kultury Rady Miejskiej Grzegorz Matuszak (SLD) skrytykował pomysł „zbiorczego nazewnictwa”, czyli tworzenia ulicy „Poznańskich” zamiast ulicy „Poznańskiego” – „Geyerów” zamiast „Geyera”. Co więcej, Matuszak chce, aby w NŁC znalazło się miejsce także dla innych słynnych łodzian. Tymczasem, zgodnie z dotychczasowymi planami, spośród ludzi kultury, wyróżnieni zostali jedynie Władysław Strzemiński, któremu dedykowano plac, oraz Katarzyna Kobro, której „przypadł w udziale” rynek. Plac Strzemińskiego wzbudził z kolei sprzeciw tych, którzy przypominają, że przecież artysta za życia bił żonę. Istotnie, to haniebne, jednak jeśli to dostateczny powód, by odmówić artyście upamiętnienia w przestrzeni miejskiej, to czemu nikt nie „bojkotuje” gwiazdy Romana Polańskiego na ulicy Piotrkowskiej?

Podobnie radni Prawa i Sprawiedliwości, w swej interpelacji skrytykowali nazywanie ulic imionami fabrykantów, bez indywidualnej oceny ich zasług i całokształtu życiorysu. Przedstawiciele PiS wymieniają nazwisko Juliusza Kunitzera, przypominając, iż był on przecież carskim kolaborantem1, brutalnie rozprawiającym się ze strajkującymi w jego zakładach robotnikami.

Petycję do Rady Miejskiej wystosował także Konrad Klejsa z Zakładu Historii i Teorii Filmu UŁ, który chce, aby kwartały wokół EC1 dedykowano filmowcom związanym z Łodzią: Janowi Machulskiemu, Wojciechowi Jerzemu Hasowi, Krzysztofowi Kieślowskiemu, czy Jerzemu Kawalerowiczowi. Podążając za przykładem nieszczęsnego „placu Strzemińskiego”, należałoby wpierw prześledzić życiorysy filmowców i sprawdzić, czy aby żaden z nich nie pił, nie bił i nie był homofobem.

Osobną propozycję zgłosił Cezary Grabarczyk (PO) postulując, aby przedłużenie ulicy Uniwersyteckiej, gdzie dawniej mieścił się pawilon wydziału prawa UŁ, w którym rozpoczął się słynny strajk studencki, nazwać ulicą Studentów 1981 roku. Grabarczyk sam za młodu był działaczem NZS i choć daleko mi do sympatii wobec polityka PO, pomysł jest dobry – przełamuje schemat wielokulturowej Łodzi, której historia zatrzymała się na „wieku pary i elektryczności”.

Głos w dyskusji zabrał także Klub im. Romana Dmowskiego i Ruch Narodowy. W oświadczeniu, działacze organizacji sprzeciwiają się wielokulturowemu nazewnictwu ulic, wskazując na „depolonizację Łodzi”. Jako alternatywę, proponują upamiętnić polskich robotników, których rękoma budowano przemysłowy potencjał miasta, żołnierzy „Armii Łódź” i tych walczących w powstaniu styczniowym, a także polskich działaczach społecznych i politycznych okresu II Rzeczpospolitej2 – pytanie tylko, których konkretnie?

– Proponowane nazwy głównych ulic: Polska, Żydowska, Niemiecka i Rosyjska stanowią kwintesencję doktryny „multi-kulti”, której wdrażanie zbiera współcześnie dramatyczne żniwo w krajach Europy Zachodniej – czytamy w oświadczeniu. Polemizowałabym, czy zamachy terrorystyczne i no-go zones można przyrównać do atmosfery przemysłowego miasta, zdominowanego przez obcy kapitał. Nie ulega jednak wątpliwości, że dzisiejsza kosmopolityczna historia (histeria?) urasta do rangi doktryny. Najlepszym jej wyrazem jest mural na OFFie, głoszący „Tęsknię za Tobą Żydzie”. Skoro Łódź ma być tolerancyjna i wielokulturowa, aż dziw, że autor nie pokusił się o napis „Tęsknie za Tobą Niemcu” na sąsiedniej ścianie.

Ostateczną decyzję Rada Miejska podejmie w październiku. Do tego czasu mieszkańcy mogą zgłaszać swoje propozycje – albo biernie podziwiać jakość naszej demokracji uczestniczącej. Osobiście sądzę, że nazwiska fabrykantów jako nazwy ulic najbardziej reprezentacyjnej części współczesnej Łodzi, są po prostu ironiczne: oto handlowo-usługowe, biurowe centrum zdobią nazwiska fabrykantów – tych, którzy współtworzyli to miasto w czasach, gdy produkowało ono coś więcej, niż dyplomowanych baristów, kelnerów i magistrów bez pracy.

Marta Niemczyk

Please follow and like us:

2 KOMENTARZE

  1. Zgadzam się z tezą, że nazwiska fabrykantów mogą być interpretowane jako ironiczne. Zależy to od osoby, która je może zinterpretować po prostu złośliwie.
    Jako starszy człowiek poznałem w życiu wiele osób, niektóre z nich, pochodzenia żydowskiego, opuściły Polskę wiele lat temu. Ciągle jednak przyjeżdżają tu na wycieczki sentymentalne do miasta swoich narodzin. I jeden właśnie z moich szkolnych kolegów sprzed lat widząc ten słynny mural tęskniący za Żydami powiedział coś, co mnie zatkało: że to jest kpina i szyderstwo z Żydów. Uznał mural za antysemicki.
    Nie da się wszystkim dogodzić, niestety.

  2. Jeżeli poszczególni fabrykanci rzeczywiście nie są warci posiadania swoich ulic, to uważam, że nazwanie „Rosyjska, Żydowska”, jest dobrym pomysłem – odnosi się do historii Łodzi. Jednocześnie jestem bardzo przeciwko polityce multi-kulti, ale nie uważam, żeby nazywanie ulic nazwami narodowości miało coś z tym wspólnego.

Komentarze są wyłączone.

Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company