Publicystyka

Węgry 2014 – co dalej? (cz.1)

Nie milkną jeszcze echa cudów nad urną” związanych z tegorocznymi wyborami do samorządu terytorialnego w Polsce, które bez względu na ostateczny wynik tychże wyborów, raczej nie zapowiadają głębszych zmian na naszej scenie politycznej, podczas gdy w kraju tak bliskim nam Polakom z racji ponad tysiącletniej przyjaźni, a równocześnie dalekim z powodu swojej odmienności ustrojowej i pozycji międzynarodowej – na Węgrzech, dokonują się fundamentalne i istotne zmiany związane z tamtejszymi wyborami samorządowymi, które mogą mieć wpływ nie tylko na to naddunajskie państwo, ale także i na cały region Europy Środkowej.

W październikowych wyborach na Węgrzech bezapelacyjne zwycięstwo odniosła partia rządząca Fidesz, która wygrała wybory we wszystkich 19 komitatach (odpowiedniki naszych województw). Drugie miejsce zajął doskonale znany polskim środowiskom narodowym Jobbik, który powiększył ponad dwukrotnie swój dotychczasowy stan posiadania, zdobywając urzędy burmistrzów w miastach w całym kraju, głównie w przygranicznych rejonach ze Słowacją i Serbią, np. w leżącym niecałe 20 km od słowackiej granicy miasteczku Ozd, gdzie funkcję włodarza miasta będzie pełnił młody, bo zaledwie 27-letni działacz młodzieżówki Ruchu na Rzecz Lepszych Węgier (Jobbik) polskiego pochodzenia, David Janiczek. Porażkę ponieśli podzieleni i skompromitowani różnorakimi aferami na tle finansowym (m.in. związana z rzekomym finansowaniem przez Zachód MSZP i jej liderów, Gordona Bajnaia i Attilę Mesterhazyego, co wywołało w państwie Madziarów polityczną burzę) postkomuniści i wszelkiej maści lewica – zdobyli o połowę mniej głosów w stosunku do wyborów z 2011 i 2013 roku. Wymownym symbolem ich klęski jest utrata Budapesztu, uważanego dotąd za bastion lewicy, gdzie burmistrzem został kandydat Fideszu, Istvan Tarlos, zaś węgierscy nacjonaliści zdobyli kilka mandatów w radzie miasta. Rację miał lider Jobbiku, Gabor Vona, który po ogłoszeniu wyników wyborów stwierdził że w 2018 roku (wtedy odbędą się kolejne wybory parlamentarne) Wegrzy będą wybierać pomiędzy Fideszem a madziarskimi nacjonalistami.

Jakie konsekwencje niesie za sobą nowa konstelacja sił politycznych nad Dunajem? Wyniki tegorocznych wyborów, wbrew złudzeniom euroentuzjastów z Brukseli i najpotężniejszych graczy w Europie, tj. Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii, udowodniły, iż Madziarzy zamierzają iść swoją własną drogą, wolną od nacisków i dyrektyw unijnych komisji i przewodniczących, a także różnorakich piewców wolności, postępu i tolerancji, czy to tutejszych (węgierskich), czy też tych z Zachodu. Oznacza to że Węgrzy mają dość eurokomunistycznego kagańca w postaci ideologicznej i gospodarczej dominacji Zachodu nad swoim krajem, zarazem stanowczo odrzucając i rozliczając się z 45-letnim dziedzictwem sowieckiego totalitaryzmu, m.in. poprzez ukaranie komunistycznych zbrodniarzy odpowiedzialnych za stalinowski terror i represje w okresie po Powstaniu Wegierskim 1956 roku (wymowny jest tu przykład Beli Biszku, który pomimo 92 lat na karku został doprowadzony przed oblicze wymiaru sprawiedliwości i został przez niego pozbawiony sowitej emerytury, wszelkich dystynkcji i funkcji państwowych). Pomimo częstych sporów politycznych wewnątrz kraju i silnej polaryzacji światopoglądowej (starsze i średnie pokolenie optuje za Fideszem, młode kieruje swój wzrok coraz częściej ku Jobbikowi), to w kwestiach niezależności zewnętrznej i wzmacniania pozycji Budapesztu na arenie międzynarodowej, właściwie cały naród węgierski jest zdeterminowany i zjednoczony, różniąc się jedynie co do wektorów tejże polityki (Jobbik proponuje całkowite zdystansowanie się od Zachodu i zacieśnienie kontaktów z krajami wschodnioeuropejskimi i azjatyckimi, w przeciwieństwie do dość ostrożnego pod tym kątem Orbana), stojąc murem za obecnym rządem w sprawie nieulegania coraz gwałtowniejszym oskarżeniom o łamanie standardów demokratycznych i autorytaryzm ze strony państw zachodnich. Cele tej polityki zaś są od kilku lat te same, z żelazną wręcz konsekwencją przez Orbana realizowane i poniekąd popierane także przez nacjonalistyczną opozycję; uniezależnienie się gospodarcze i energetyczne od krajów tzw. starej Unii, ochrona praw mniejszości węgierskiej w sąsiednich krajach (głównie na Ukrainie, w Rumunii i Słowacji), nawiązanie i kontynuacja poprawnych relacji z Rosją, jako przeciwwaga wobec USA i Europy Zachodniej i próba znalezienia pola manewru w działaniach dyplomatycznych, zacieśnianie stosunków z wschodzącymi na arenie ekonomicznej krajów azjatyckich, głównie z Turcją, Azerbejdżanem, Kazachstanem, jak również z Chinami. W konsekwencji będzie to prowadzić do umocnienia pozycji Węgier jako nieformalnego lidera państw Europy Środkowo-wschodniej, zwłaszcza w kontekście zachowawczej postawy większości krajów regionu i nieudolnej polityki Warszawy, z której zdaniem nikt już właściwie się nie liczy. Oprócz tego, wynik tychże wyborów jest jasnym dowodem odrodzenia moralnego Węgier w duchu patriotycznym i chrześcijańskim, a także sprzeciwu dumnych synów i córek Arpada wobec nasilającej się propagandy środowisk propagujących legalizację związków homoseksualnych, multikulturalizm i ideologię gender. Dla zachodnich eurokomunistów jest to wyraźny sygnał, iż urobienie Węgier (a tym samym krajów leżących pomiędzy Berlinem a Moskwą) na swoją modłę nie będzie łatwe i napotykać będzie na ogromne trudności, żeby nie powiedzieć, iż z góry może być skazane na klęskę.

Wszystko to, co zostało pokrótce opisane, jak już wspominałem może mieć doniosłe skutki dla naszego regionu. Jakie? Zostanie to opisane już niebawem.

Maniek

Please follow and like us:

1 KOMENTARZ

  1. trzeba jeszcze poczekać kilka lat – trudno powiedzieć jak zareaguje chociazby Międzynarodowy Fundusz Walutowy – ponadnarodowa ekspozytura wielkiej finansjery – trudno żeby łatwo zrezygnowali dalszego z uzależniania europy środkowej od zwiększania kredytów. Tutaj moje pytanie: czy węgrzy rozpoczeli już redukcję deficytu?

Komentarze są wyłączone.

Social Network Integration by Acurax Social Media Branding Company