Publicystyka

Węgry – co dalej? (cz. 2)

Katastrofalne posunięcie

Czy pamiętają Państwo książkę Antoine’a Saint – Exupery „Mały Książę” i fragment, w którym tytułowy bohater, po nieporozumieniach i nieufności w kontaktach z lisem, zaczyna doceniać jego altruizm i poświęcenie dopiero wtedy, gdy zaczyna mu doskwierać samotność? Paradoksalnie, podobnie jest w polityce międzynarodowej – jeżeli dany kraj nie przyjmuje dobrej oferty współpracy bądź też propozycji zacieśnienia obustronnych relacji, to prędzej czy później jest on skazany na postępującą marginalizację i spadek poczucia bezpieczeństwa na arenie światowej. Wydawać by się mogło, że takie sytuacje w twardym świecie geopolityki nie mogą mieć miejsca, że każdy kraj, chociażby w minimalnym stopniu, próbuje realizować własny interes narodowy starając się m.in. polepszać stosunki z krajami historycznie mu bliskimi. Jak się jednak okazuje w słynnym zdaniu „Impossible is nothing” – „Niemożliwe nie istnieje”, a w tym przypadku chodzi niestety o nasze państwo, które w imię pustych frazesów i paneuropejskich bajdurzeń, pomimo fatalnej sytuacji i osamotnienia na Starym Kontynencie, odrzuciło hojną ofertę węgierskiego rządu i premiera Victora Orbana, przedstawiciela jedynego na świecie narodu, darzącego Polskę sympatią i nieustannie dążącego (w imię swoiście pojmowanego interesu) do zacieśnienia relacji z Warszawą.

W lutym br., gdy Orban przyleciał na spotkanie z premier Ewą Kopacz, można się było spodziewać, pomimo antyrosyjskiej postawy Polski wobec konfliktu na Ukrainie, że Polsce trafia się wyjątkowa (wręcz jedyna) szansa na realizację Międzymorza, bloku państw pomiędzy Zachodem (tutaj Niemcami) a neoimperialną Rosją, którego realizacja dałaby nam większą niezależność polityczną i ekonomiczną w UE, zwłaszcza że propozycja ta wychodziła od przyjaznego nam kraju, który jest co chwila krytykowany za próby wybicia się na rzeczywistą niezawisłość spod brukselskiego dyktatu. Jednakże węgierski przywódca został lekceważąco potraktowany przez „polską Margaret Thatcher”, która w trudnej i szczerej rozmowie skrytykowała Horthyego XXI wieku za łamanie europejskiej solidarności i rzekomo prorosyjski kurs. O dziwo, niemalże tak samo zareagowały czołowe media III RP na czele, od lewa do prawa, od Gazety Wyborczej po pisowską Gazetę Polską i Niezależną.pl, które w swej zajadłości nie szczędziły Orbanowi określeń w stylu „agent Putina” czy „kremlowskiego pachołka” próbując nieudolnie podburzać polską opinię publiczną przeciwko Budapesztowi. Wobec tego, dotychczas pozytywnie nastawione względem Polski Węgry doszły do słusznego wniosku, że nie ma co liczyć na złudzenia i wzięły sprawy w swoje ręce.

Przedstawiona pokrótce krótkowzroczność polskich władz może nas w niedalekiej przyszłości kosztować jako naród i państwo bardzo drogo. Otóż odrzucając propozycję naddunajskiego kraju, Polska ostatecznie skazała się na izolację polityczną w regionie – pozostałe państwa środkowej Europy, zachowujące dystans wobec wydarzeń na coraz bardziej banderyzującej się Ukrainy i słabości Zachodu wobec konfliktu w Donbasie, postanowiły wzmocnić swoje pozycje, budując tzw. Trójkąt Sławkowski (składający się z dawnych części monarchii habsburskiej, tj. Austrii, Czech i Słowacji), próbując nawiązać ponownie dobre relacje z Moskwą, albo jeśli nie jest to do końca możliwe, nawiązując kontakty z państwami ościennymi, silnymi gospodarczo i militarnie (tak jak to robią w chwili obecnej kraje nadbałtyckie, zwracające się ku Skandynawii). Polska w wyniku nieudolności gabinetu Ewy Kopacz ma tylko dwa wyjścia, które są dla naszego położenia bardzo niekorzystne i w rzeczywistości wyglądają jak wybór pomiędzy przysłowiową dżumą a cholerą.

Pierwsze rozwiązanie to dalsze obstawanie przy swej antyrosyjskiej postawie i granie przez Warszawę roli dyżurnego ratlerka Zachodu, podpuszczanego przez wytrawniejszych graczy jak Berlin lub Paryż, co w konsekwencji skończy się pogorszeniem relacji z Rosją (przede wszystkim handlowych i na gruncie polityki historycznej, której w rozgrywaniu przeciwko Polsce rosyjskie państwo jest mistrzem nie od dziś), a także dalszym uzależnieniem się od Unii Europejskiej, która wobec polskiej słabości ekonomicznej i oparciu się naszej gospodarki na produktach i technologiach z Zachodu, może poprzez tenże nacisk zmuszać polski rząd do przyjmowania nowych regulacji prawnych, głównie z zakresu polityki energetycznej i społecznej, często niezgodnych z polskim systemem legislacyjnym, tradycją i interesem narodowym. Prowadzi to także do kompletnego stania się przez Warszawę całkowitym pachołkiem rzeczywistego władcy UE, czyli RFN, co w przyszłości może spowodować kompletną utratę jakichkolwiek narzędzi politycznych i forsowanie przez Berlin sprzecznych z naszą racją stanu interesów ekonomicznych (przemysł i handel), militarnych (torpedowanie prób wzmocnienia i modernizacji polskiej armii w imię poprawnych stosunków z Moskwą i zachowania status quo w regionie, jak również projektów polskich firm zbrojeniowych poprzez sprzedaż własnego, często wadliwego i przestarzałego sprzętu wojskowego za duże pieniądze) i historycznych (propagowanie m.in. obrazu Polaka-nazisty i zrzucanie na Polaków odpowiedzialności za Holocaust).

Druga z opcji to kierunek przeciwstawny do wcześniejszego – całkowite zerwanie z polityką wspierania Ukrainy i przejście na prorosyjskie tory, jednym słowem powrót do polityki gabinetu Donalda Tuska po 2010 r., co może nieść za sobą tragiczne skutki, mianowicie dalsze uzależnienie energetyczne (Rosja może szantażować Polskę co do kształtu obustronnych relacji poprzez zmianę cen i przepływu dostaw gazu ziemnego, a także poprzez własne lobby i sieci wpływu przeszkadzać w budowaniu nowoczesnego przemysłu łupkowego przez Polskę, wykupując złoża lub sabotując ich badanie i eksploatację), polityczne (w wyniku braku poważniejszej siły w regionie Moskwa dążyć będzie do odbudowy dawnej strefy wpływów, dezintegrując państwa sąsiednie i próbując wygrywać niesnaski i konflikty między nimi), jak też jeśli idzie o relacje handlowe (ilość importu polskich produktów i towarów do Rosji może być uzależniona od stopnia stosunków polsko–rosyjskich, tak jak ma to miejsce teraz, przy okazji embarga nałożonego na Polskę przez Kreml). Jak więc widzimy, już na pierwszy rzut oka można zauważyć że błędna polityka gabinetu PO – PSL (wspierana mimochodem przez centroprawicową opozycję z PiS-u) może sprowadzić geopolityczną tragedię na nasz naród i kraj, a wtedy przypomnimy sobie o Węgrzech, lecz może być już za późno.

Latający Holender

Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company