Publicystyka

Węgry – co dalej? (cz.3, ostatnia) (Nie) zaprzepaszczona szansa?

Co w takim razie powinniśmy My, jako Polacy zrobić w pierwszej kolejności? Zerwać z katastrofalną, skrajnie prozachodnią i rusofobiczną koncepcją, i zacząć prowadzić własną Realpolitik, w oparciu o Budapeszt, nawiązując ponownie ściślejsze kontakty z Węgrami na szczeblu międzyrządowym, powinniśmy mówiąc oględnie, przeprosić rząd Orbana za swoje idiotyczne zachowanie i zaoferować Madziarom szeroką współpracę na różnorakim polu.

Mogłoby to nam umożliwić (za cenę zrezygnowania z bezwarunkowego popierania Ukrainy) polepszenie złych relacji z Rosją, gdzie Węgry mogą grać, ze względu na dobre stosunki z Putinem, rolę pośrednika w sprawach gospodarczych, ułatwiającego negocjacje w sprawie ożywienia zamarłego ruchu handlowego i powtórnego otwarcia rosyjskich rynków zbytu na polskie produkty spożywcze, a jednocześnie stworzenie alternatywnych kierunków gospodarczej ekspansji polskich firm na Węgry, kraje bałkańskie, a nawet azjatyckie
(z którymi Węgrzy mają szczególnie dobre kontakty, jak np. z Azerbejdżanem czy Turcją), co pomogłoby nabrać naszej gospodarce trochę oddechu, zapobiec dalszemu upadkowi polskiego rolnictwa i handlu oraz uniezależnić nas nie tylko od Rosji, ale i od państw zachodnich. Oprócz tego może się otworzyć przed Polską ogromna szansa na niezależność energetyczną – jeżeli polskie firmy państwowe i prywatne zaczną w przyszłości wydobywać i eksportować gaz łupkowy, to pierwszym w kolejności kierunkiem powinny stać się Węgry, kraj o małej ilości surowców naturalnych, jak też inne państwa środkowoeuropejskie, usilnie potrzebujące nowych źródeł dostaw energii, które mimo poprawnych relacji z Rosją nie chcą w dalszym ciągu uzależniać swojej polityki względem niej od jej kaprysów i postanowień w tej materii. W rezultacie może to doprowadzić do niezawisłości politycznej naszego państwa i zwiększenia jego roli na obszarze Europy Centralnej, jak i wobec Zachodu.

Inne korzyści wynikające z ewentualnego wznowienia kontaktów z Budapesztem byłyby dla Nas w dalszej pespektywie bardzo pożyteczne – przede wszystkim stworzenie wspólnego frontu politycznego może wzmocnić naszą pozycję względem Brukseli i samej UE, zwłaszcza pod kątem sprzeciwu wobec marksistowskiej ofensywy inżynierii społecznej w sprawie homoseksualistów, ideologii gender, multikulturalizmu, a także skutecznie obronić się przed narzucaniem nowych rozwiązań prawnych, często wymierzonych w polską gospodarkę i system polityczny, co mogłoby pociągnąć za tym przykładem pozostałe kraje regionu. Mamy także wspólne interesy na polu polityki historycznej – Węgrzy, podobnie jak Polacy, są obarczani odpowiedzialnością za wywołanie II wojny światowej i zagładę europejskich Żydów podczas niej (budowę obozów, transport do nich itp). Jednomyślna postawa obu państw mogłaby zahamować zapędy państw zachodnich co do zrzucania własnych win z tamtego okresu na Polaków i Węgrów oraz wypracować koncepcję prowadzenia polityki historycznej przez Warszawę. Poza tym oba kraje łączy jeszcze jedna kwestia, mianowicie polityka względem własnych mniejszości narodowych – wypracowanie wspólnych koncepcji ochrony ludności polskiej i węgierskiej na Ukrainie powstrzymałoby szowinistyczne, neobanderowskie zapędy nowych władz w Kijowie i wzmocniłoby pozycję Polski wobec rządów Jaceniuka i Poroszenki, obecnie mające za nic wsparcie Warszawy, o co zabiegają od dłuższego czasu politycy węgierscy wywodzący się z Jobbiku.

Jak widać, Polska, czy chce tego czy nie, jest skazana na współpracę z Węgrami Viktora Orbana, gdyż od tego zależy nasza przyszłość i bezpieczeństwo w sytuacji, kiedy to z jednej strony mamy dążące do dominacji nad Europą Niemcy, a z drugiej powracającą do imperialnej polityki Rosję, bo jeśli nie zbudujemy sojuszu z Węgrami, to Polska, słaba i miotana pomiędzy dwoma potężnymi polityczne blokami, skazana będzie na utratę niezależności i możliwości samodzielnego działania w przyszłości.

Latający Holender

Animated Social Media Icons by Acurax Responsive Web Designing Company