Historia i Kultura

Wielka lektura na barbarzyńskie czasy

Ulica Droit-Mur nazywała się des Eglantiers, gdyż Bóg rozwijał kwiaty, zanim człowiek zaczął ciosać kamienie
Victor Hugo


Podanie tego cytatu mogłoby wystarczyć za milczącą recenzję powieści o której zostało napisane już chyba wszystko.
Warto jednak by zwykły, prosty czytelnik, nie owinięty organzą naukowego blichtru, spróbował przedłożyć innym czytelnikom na czym polega ten zachwyt.

Wielkie powieści zaczynają się tą charakterystyczną nutą powolnego wznoszenia skomplikowanej konstrukcji, wiemy, że nastąpią po sobie odpowiednio zharmonizowane elementy, które złożą się na wyjątkową całość. Czasem jednak autor buduje taką konstrukcję różnymi narzędziami, posługując się zarówno imponderabiliami, nieuchwytną muzyką z greckich wzgórz, czasem bierze do ręki tylko solidne ostrze, grafit i trochę doświadczenia. Tak powstaje gmach literatury. Jeden jest romantycznym okrętem z reliefami na dziobie, inny obozem wojennym, jeszcze inny opuszczoną willą, gdzie nadal lśnią surowe, marmurowe posadzki. Każdy w takiej literaturze odnajdzie jednak cechy wspólne: piękno i harmonię.
Dlatego mamy tę literaturę piękną do której zaliczają się również Nędznicy.

Victor Hugo stworzył dzieło, które słusznie zaliczane jest do największych dzieł światowej literatury a trudność w zakwalifikowaniu go do jakiejś kategorii również świadczy o tym, jak misternie jest utkany ten tytuł.
Panorama społeczeństwa XIX-wiecznej Francji to tylko skrót myślowy – powieść zawiera rozległe traktaty filozoficzne, dygresje autorskie, wątpliwości dotykające rzeczy takich jakimi są i jakimi nie są, rozmyślania czasem niedojrzałe, czasem wykraczające poza zasięg rozmyślań możnych tego świata.
To książka napisana przez wrażliwe dziecko i książka napisana przez sędziwego Cycerona. Zawiera w sobie wiele sprzeczności i wiele prawie dogmatycznych instrukcji naszpikowanych ideologią. Jednak to sprawia, że jest dziełem z pogranicza personalizmu i egzystencjalizmu, z urwiska ludzkiego dramatu i rozdarcia, ze starożytnych i współczesnych zarazem emocji, które towarzyszą ludzkości od początków jej istnienia. Nie znajdziemy w tej książce żadnego prostego rozwiązania, żadnego prostego celu. W meandrach historiozoficznych, zagadnień politycznych i socjalnych przebijają się człowiek i Bóg. Postać cienista i postać świetlista. Zbieramy z każdego rozdziału opadające na ziemię słowa podsumowania, jak płatki róż jesienią, frazeologizmy, sformułowania, które zostaną już z nami na długi czas.

Nie jest to książka, która nas agresywnie przechyla na jedną stronę, jest to książka, która zaprasza nas do rozległego ogrodu z dobrze oznaczonymi ścieżkami. Nie zgubimy się, a będziemy mieli czas pomyśleć i być może otworzyć się na coś innego, ale dobrego i… zdumiewająco pięknego, zachowując grunt pod nogami. To propozycja na dzisiejsze czasy, które w swej prostackiej namiętności oferują nam coś zupełnie odwrotnego.

Żeby jednak sięgnąć do Wiktora Hugo trzeba znać chociaż w podstawie historię Francji. Autor zawsze objawiał się jako obrońca i wróg, rewolucjonista i kontrrewolucjonista – szafarz antytez. Obraz rewolucji lipcowej, restauracji i powstania republikanów – wszystko to ogarnął pisarz swoim stylem poetycznej filozofii w której często szala przechyla się z chłodnej oceny zjawisk politycznych na emocjonalne, dramatyczne traktaty obrońcy uciśnionych. Trzeba mieć dystans do tego typu narracji nie odmawiając sobie zachwytu nad kształtem słowa. Hugo rozdarty jest na dwie mentalne połowy – jedna jest za Wandeą, druga za Rewolucją. Hugo broni Ludwika Filipa jako człowieka, współczuje również ,,nieszczęsnemu” Ludwikowi XVI ale nie odmawia rewolucjonistom ,,słuszności” w decyzji o zgilotynowaniu ustroju monarchicznego, usprawiedliwiając krew pragnieniem postępu.
Jednocześnie pisze znamienne słowa:
,,Nędza jest przyczyną i skutkiem rewolucji. Cios, zadawany przez nią, godzi w nią samą.”
Reforma i przebudowa porządku społecznego we Francji BYŁA POTRZEBNA i nieunikniona.
W takich a nie innych stosunkach społeczno – ekonomicznych już od XVII wieku należało zmienić przyzwyczajenia,  stworzyć warunki dla rozwoju stanu trzeciego i zlikwidować niepotrzebne już całkowicie przywileje podatkowe szlachty. Jak zawsze jednak bywa w takich momentach historii – warstwom przyzwyczajonym do kilkusetletniej, stopniowo tracącej rację bytu tradycji, trudno było z niej zrezygnować. Czytając Hugo miejmy z tyłu głowy innych myślicieli i pisarzy tamtych czasów, takich jak Chateaubriand i pamiętajmy czym ostatecznie była francuska mentalność ,,republikańska”:

Nie wystarczało zakuć w kajdany ojców, trzeba było jeszcze zagarnąć dzieci. Widzieliśmy matki nadbiegające z krańców cesarstwa, aby, ze łzami w oczach, żądać synów których rząd im uprowadził. Dzieci te oddano do szkół, gdzie, zwoływane dźwiękiem bębna, stawały się niereligijne, rozpustne, pełne wzgardy dla cnót domowych. Jeżeli roztropni i godni nauczyciele ważyli się przypomnieć stare doświadczenia i nauki moralne, natychmiast denuncyowano ich jako zdrajców, fanatyków, nieprzyjaciół filozofii, postępu i światła.

Hugo w dualistyczny, znamienny dla siebie sposób szkicuje społeczeństwo francuskie skupiając się na pobudkach kierującymi szeroko pojętym ,,motłochem”, wchodzi między kręte i ciemne uliczki skrywające najgorsze tajemnice, gdzie leżą klucze do zrozumienia wypadków z 1832 roku. Wyłania się z tych opisów gorzka prawda o każdej późniejszej rewolucji po 1789 roku, że rozruchy zawsze rozpalała brać ,,inteligencka”, młodzież naszpikowana rodzącą się totalitarną filozofią.
Pomimo tego, że ten romantyczny ale zainfekowany truizmami oświeceniowymi niepoprawny idealista pochyla się nad chrześcijaństwem i tworzy jego doskonały obraz w osobach takich jak ojciec Mabeuf czy biskup Digne, często zdarza mu się zabłądzić na manowce antyklerykalizmu. Ogromny dysonans czuje się głównie podczas fantastycznych opisów życia zakonnic z fikcyjnego klasztoru Petit Picpus gdzie Hugo dokonuje agresywnej wręcz w swym krytycznym wydźwięku oceny praktyk klasztornych – taka ocena dotycząca chyba najmniej odpowiedzialnej za wszelkie nieszczęścia w ciągu całych dziejów formacji  duchownej, wydaje się histeryczna i przesadzona. Tym bardziej, że Hugo umieścił ten fikcyjny klasztor w pobliżu faktycznego klasztoru pod wezwaniem św. Augustyna, skąd podczas rewolucji wygnano mniszki a na Place de la Nation dokonano rzezi ponad tysiąca trzystu osób. Do tej pory wznoszone są tam modlitwy za ofiary terroru jakobińskiego.
Warto jednak zanurzyć się w ornamentalnej i przesyconej szlachetnymi intencjami narracji.

W tej książce rzuca na kolana przede wszystkim misterna i wielopoziomowa analiza ,,ludzkiego dna” oraz utopijna ale piękna kreacja Jeana Valjean – człowieka, który z galer i podłości wzniósł się na wyżyny pokory, wspaniałomyślności  i męczeństwa. Jego przeciwieństwem i uosobieniem wszystkich możliwych antychrześcijańskich postaw a głównie braku przebaczenia i wiary w przemianę wewnętrzną jest Javert – bezwzględny legalista, który całe swoje życie opiera na twardych zasadach prawa, a jednak Hugo tę postać barwi i poddaje starożytnej metamorfozie. Lektura takich wielkich dzieł jest jak dyskusja z przeciwnikiem ideowym prezentującym bogate wnętrze i zrozumienie dla adwersarza.
Chcielibyśmy, by tak wyglądały nasze współczesne ,,debaty”, to chyba jednak tylko pobożne życzenia.
Polecam tę lekturę na letni czas, który nam jeszcze pozostał.

Masz całej wsparcie Francji jednomyślne
Niech więc się spełni twe przeznaczenie wspaniałomyślne!
Każdy plecami do swojej chwały jest liczony.
Kiedy los cię uderzy, podziękować mu trzeba,
Ty któremu widzimy każda niełaska
Upadnij wyżej jeszcze niż byłeś wyniesiony!


Malwina Gogulska

[1] F. Chateaubriand, O Buonapartem i Burbonach, Bibljoteka Boy’a, Warszawa

[2] V.Hugo, Do Pana de Chateaubriand

Social Media Icons Powered by Acurax Web Design Company