Zgierska bomba ekologiczna. Pożar składowiska odpadów chemicznych

Oficjalnie nieczynne składowisko odpadów dawnych Zakładów Przemysłu Barwników „Boruta” widnieje na niechlubnej liście najbardziej zdegradowanych obszarów, stworzonej przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Miejsce w pobliżu brzegu Bzury, bez dokumentacji i monitoringu, wysypisko gromadzi nielegalnie wywożone odpady komunalne. W zeszły poniedziałek na składowisku wybuchł pożar, z którym strażacy walczyli dwa dni.

Ponad stuletnie składowisko niebezpiecznych odpadów przemysłowych pochodzących z Zakładów „Boruta” latami gromadziło odpady poprodukcyjne – niezużyte surowce, opakowania, fragmenty aparatury, instalacji fabrycznej oraz ziemię skażoną chemikaliami – tworząc ogromny, toksyczny kopiec w sąsiedztwie brzegu rzeki Bzury. W 2006 roku szacowano ilość odpadów na ponad 450 tys. ton. Okazało się również, że prócz odpadów poprzemysłowych, na składowisku urządzono nielegalne składowisko odpadów komunalnych przywożonych bez zezwolenia.

W 2013 roku mieszkańcy Zgierza zebrali podpisy pod petycją o przeprowadzenie kontroli przez Urząd Marszałkowski. Wyniki były zatrważające: składowisko jest niemonitorowane, nie wiadomo zatem, co dzieje się pod kolejnymi warstwami śmieci przysypanych ziemią. Kontrola wykazała, że w dwóch osadnikach doszło do nielegalnego składowania odpadów. W innym osadniku stwierdzono przekroczenie norm. Wszystkie trzy osadniki miały być zrekultywowane do połowy 2012 roku, ale nic w tym kierunku nie zrobiono. Niepokojące wyniki pomiarów gleby i wód pobliskiej Bzury potwierdziły jedynie obawy. Istnieje niebezpieczeństwo skażenia wód gruntowych.

Obszar składowisk od lat czeka na rekultywację. Ta może jednak potrwać kilka lat i kosztować nawet 140 milionów złotych. Użytkownikiem wieczystym terenu przy ulicy Miroszewskiej jest prywatna firma „Eko-Boruta”, właścicielem – skarb państwa. Obszar podlega starostwu powiatowemu, które nie ma jednak środków na przeprowadzenie rekultywacji. Z zarządem firmy od kilku lat nie ma żadnego kontaktu. Zaledwie pod koniec kwietnia, składowisko odwiedziła grupa zgierskich radnych w ramach wyjazdowego posiedzenia komisji rolnictwa, leśnictwa i ochrony środowiska.

Pożar, do którego doszło na początku zeszłego tygodnia, najprawdopodobniej objął śmieci zalegające na wierzchu hałd. Pod nimi zalegają między innymi żużel i popioły, wapń i sól wapniowa z produkcji kwasów. Strażacy podejrzewają samozapłon lub zaprószenie ognia. Ogień udało im się opanować w ciągu dwóch dni.

Dziennik Łódzki/TVP 3 Łódź

Please follow and like us: