Publicystyka

Wojna wisi w powietrzu?

Od ostatniego konfliktu zbrojnego określanego mianem „wojna światowa” minęło przeszło 70 lat. Od tamtego czasu na świecie było wiele konfliktów zbrojnych, ale żaden z nich realnie nie zagrażał bezpieczeństwu Polski czy Europy. Jednak w ostatnim czasie coraz częściej docierają do nas niepokojące doniesienia zwiastujące rychły wybuch kolejnego światowego konfliktu zbrojnego. Powstają różne teorie mówiące o tym co ma być iskrą rozniecającą wojnę. Inna teoria mówi, że żadnego konfliktu nie będzie, a te wszystkie informacje to zwykła propaganda rozsiewana w celu osiągnięcia określonych skutków politycznych lub ekonomicznych. Przyjrzyjmy się trzem najpopularniejszym hipotezom krążącym wokół tego tematu.

Narracja głównego nurtu mediów europejskich i amerykańskich pokazuje Władimira Putina jako krwawego dyktatora, który po agresji na Gruzję i Ukrainę nie zawaha się wyciągnąć rękę po kolejne terytoria – potwierdzeniem tego stanowiska (lub, z drugiej strony, jego skutkiem) może być panująca atmosfera przygotowań przed mającym nadejść konfliktem – latem odkryto projekty rządu niemieckiego ograniczającego ruch publiczny i wzywającego Niemców do gromadzenia zapasów żywności. Na „wojnę z Putinem” szykują się także pozostałe państwa Europy środkowo-wschodniej, m.in. Polska (oczywiście tworzenie obrony terytorialnej to pomysł bardzo dobry, podobnie jak zwiększanie potencjału obronnego naszego kraju, ale należało to zrobić tak czy inaczej, a nie ze względu na imperialne zapędy Putina). Choć pacyfizm i przewidywalność to cechy, których prezydentowi Rosji nie sposób przypisać, to demonizowanie rosyjskiego „cara” rodzi wiele wątpliwości – Federacja Rosyjska jest wszak zbyt słaba, aby samodzielnie zagrozić całemu sojuszowi Paktu Północnoatlantyckiego (NATO), który zakłada mobilizację wojskową wszystkich państw członkowskich w przypadku agresji na jeden z nich. Zakładając, że Artykuł 5. (mówiący o owej solidarności), rzeczywiście zadziała, rozpętanie konfliktu przeciwko któremukolwiek państwu NATO jest dla Rosji niekorzystne militarnie i gospodarczo (prowadzenie długotrwałej wojny pogorszy jeszcze bardziej stan rosyjskiej gospodarki).

Kolejna teoria zakłada powstanie konfliktu z zupełnie innych powodów i innej strony. Agresorem mają być tu same Stany Zjednoczone, które zaatakują Chiny z obawy przed wzrostem znaczenia Państwa Środka w gospodarce światowej. Argumentem jest ogromny wzrost gospodarczy Chin w relatywnie niedługim  czasie, a w związku z nim USA ma obawiać się tzw. „złotego uderzenia”, czyli uderzenia w ekonomię tego kraju poprzez skupowanie złota i masowo wycofując swoje aktywa z amerykańskich wierzytelności państwowych przez duet Chiny – Rosja. Spór na linii USA – Chiny ma swoje odzwierciedlenie w konflikcie o terytoria na Morzu Południowochińskim pomiędzy Filipinami, Wietnamem, a Chinami. Stawka jest niezwykle wysoka, bo chodzi o kontrolę szlaków handlowych wartych przeszło 5 bln dol. rocznie. Gdyby konflikt rozwiązał się na korzyść Chin, to tym samym zagroziłoby to hegemonii Stanów Zjednoczonych w światowej gospodarce. Pytanie tylko, czy Amerykanie zaryzykowaliby możliwość otwartego konfliktu, który mógłby się przenieść na jej terytorium? Jest to mało prawdopodobne, tym bardziej że wojna z Chinami zagroziłaby interesom gospodarczym USA.

Ci, którzy patrzą na powyższe teorie nieco bardziej sceptycznie, ostatnie doniesienia tłumaczą w zgoła inny sposób. Dla nich zbrojny konflikt wielkich mocarstw jest mało realny, a Rosja celowo straszy wojną inne państwa i swoich obywateli aby wpłynąć na ceny kopalin, w tym głównie ropy naftowej, które są głównym przychodem do budżetu tego państwa.  Innym przykładem może być teoria o lobby koncernów zbrojeniowych i prywatnych firm wojskowych, którym atmosfera strachu zwiększa popyt. Poszczególne kraje coraz bardziej zwiększają wydatki na wojsko czego skutkiem są wielomilionowe kontrakty na sprzęt wojskowy. Brzmi to jak wielka teoria spiskowa? Może, ale i ona ma swoich zwolenników.

Bez względu na to czy któraś teoria się sprawdzi czy nie, Polska jako kraj słaby militarnie na tle sojuszników i potencjalnych wrogów, powinna w końcu zadbać o swój potencjał obronny, nie oglądając się na pakty zapewniające pomoc w razie napaści. Historia pokazała, że różnie z tym bywało i że przede wszystkim trzeba liczyć na siebie i swoją siłę obronną.

Marta Strzelecka

Animated Social Media Icons by Acurax Wordpress Development Company