Łódź

Wybory wygrane! Czas na kolejne długi?

Dwa miesiące minęły od wyborów samorządowych w Łodzi. W trakcie kampanii słyszeliśmy od kandydatów o pięknych perspektywach dla miasta, o wielkich budowach i o wyjściu z zadłużenia. Szczególnie ten ostatni punkt jest ważny, ponieważ nasze miasto jest jednym z najbardziej zadłużonych w Polsce i balansuje na granicy zdolności kredytowej. Dlatego też logicznym wydawałoby się, że najistotniejsze powinno być dla nowej – starej władzy Łodzi, aby ustabilizować finanse i zacząć spłacać długi. Okazuje się, że nie jest to takie oczywiste…

Prezydent Łodzi, Hanna Zdanowska zaprezentowała radnym projekt uchwały (którą radni przyjęli 21 stycznia) , na mocy której miasto miałoby zaciągnąć kolejny kredyt, tym razem na 450 mln złoty oraz emitować obligacje za około 207 mln złoty. Kredyt ten, zaciągnięty w Europejskim Banku Inwestycyjnym miałby zostać podzielny na dwie części : pierwsza 100 mln na rewitalizację oraz druga 350 mln na inwestycje drogowe. Co ciekawe z tej pierwszej puli, ma być zagospodarowane 30 mln na … rewitalizację EC1, czyli jednej ze sztandarowych obietnic pani Zdanowskiej w trakcie kampanii, nowego „centrum miasta”. Innymi słowy, rewitalizacja się zaczęła, była obiecywana w trakcie kampanii, natomiast nie było wystarczających środków do jej ukończenia? To nie pierwsza taka sytuacja w naszym mieście, ponieważ jakiś czas temu wyszło na jaw, że budowa trasy W-Z współfinansowana z UE rozpoczęła się zanim Unia zdecydowała czy przyznać nam środki finansowe na tą inwestycję. Pytanie, ile razy można liczyć na szczęścia, że „jakoś się uda” lub na znajomości? Myślę, że przełomem będzie dworzec Łódź Fabryczna, który najprawdopodobniej nie będzie ukończony na czas, ponieważ miasto do tej pory nie wykupiło jednej działki, na której ma się znajdować część dworca, a jej właściciel nie chce go sprzedać za półdarmo. Czyli kolejna inwestycja rozpoczęta przed zrealizowaniem planów i założeń, tyle że tym razem może się to skończyć dla Łodzi tragicznie, bo utratą dofinansowania z UE. Kto wtedy pokryje straty?

Wracając do tego kredytu: jest jeszcze jedna dosyć ciekawa kwestia. Z drugiej puli, czyli z 350 mln, 250 mln ma być wzięte w tym roku, reszta za rok i część z tych pieniędzy ma być przeznaczona na … spłatę poprzednich kredytów oraz pożyczek. Nasza pani prezydent oraz radni PO i SLD chcą wpędzić to miasto w błędne koło, czyli pożyczanie pieniędzy aby spłacić wcześniejsze pożyczki. Dodam tylko, że koszt obsługi zadłużenia wysokości 100 mln wyniesie Łódź 31,5 mln(!) czyli 31,5%.

Myślę, że każdy, kto kiedykolwiek wziął kredyt, a szczególnie osoby, które przez nieodpowiedzialne branie kredytów straciły majątki przyznają mi rację – takie działania władzy doprowadzą do bankructwa miasta. Co nam po rozpoczętych inwestycjach, kiedy się ich nie dokończy, bo miasto nie będzie miało pieniędzy? Co nam po pięknej Piotrkowskiej, kiedy zarośnie ona brudem, inwestorzy się wyprowadzą, bo miasto stanie się niewypłacalne? Dość zadłużania miasta – zacznijmy wyprowadzać Łódź na prostą, aby ludzie chcieli do niej przyjeżdżać, mieszkać i pracować, nie ciągnijmy Łodzi na dno!

Przemysław Kicowski

Social Media Integration by Acurax Wordpress Developers