Historia i Kultura Publicystyka

Życiorys Joanny d’Arc – krzepiąca historia przezwyciężania niedoli i beznadziei w trudnych czasach

W tym ciężkim dla wielu z nas czasie, kiedy będąc często sam na sam w naszych „czterech ścianach” musimy mierzyć się z setkami naszych, nawet najciemniejszych myśli, potrzebujemy poszukać gdzieś wsparcia, nadziei. Niesamowita i podniosła historia Joanny d’Arc – chłopki, ogłoszonej później świętą, bez wykształcenia, czy jakiegokolwiek doświadczenia, która swym ogromnym zapałem, pobożnością i męstwem zdołała podnieść upadające królestwo Francji z kolan i poprowadzić je ostatecznie do zwycięstwa nad jego wrogami, stanowi wielką inspirację po dziś dzień. Szczególnie dziś skierujmy więc swój wzrok na poniższy życiorys św. Joanny d’Arc.

Młodość

         Joanna przyszła na świat w chłopskiej rodzinie ziemiańskiej. Jej rodzice wychowali ją na głęboko wierzącą katoliczkę, co potwierdza złożenie przez nią ślubów dziewictwa, kiedy miała zaledwie 13 lat. Jednak tą kluczową przyczyną jej wiary były widzenia, których doświadczyła już w wieku 12 lat. Mimo początkowego lęku wynikającego ze spotkania z nieznanym, bardzo przywiązała się do „głosów”. Podczas późniejszego procesu w sprawie jej herezji wyznała, że objawiali jej się święty Michał Archanioł, św. Katarzyna i św. Małgorzata, którzy, jako wysłannicy samego Boga, przekazywali jej Jego słowa, wspierając i prowadząc ją przez jej powołanie. Oczywiście „wybór” świętych przez Pana Boga nie był przypadkowy, jako że Joanna, tak jak św. Katarzyna i Małgorzata, złożyła śluby czystości, a także tak jak one umarła w młodym wieku. Ponadto Katarzyna oddała życie za swoją wiarę, a Małgorzata w obronie swego dziewictwa, a Dziewica Orleańska oddała życie broniąc obu tych cnót. Także św. Michał Archanioł nie znalazł się tu przypadkowo, ponieważ uchodzi on za księcia aniołów, któremu Bóg powierza zadania wymagające szczególnej siły, a także jest aniołem stróżem ludu chrześcijańskiego. Fakt nieprzypadkowości tego objawienia potwierdzają również atrybuty archanioła, jakimi są m.in. lanca, oszczep, czy miecz. Ci wszyscy święci mieli przekazać Joannie, wydawałoby się, przytłaczające zadanie, jakim było zwyciężenie potężnej Anglii i Burgundii. Natchniona objawieniami Joanna, mając ok 17 lat, rozpoczęła swoją wielką podróż. Przy wsparciu pewnych osób o wyższej pozycji, udało jej się uzyskać od dowódcy lokalnego francuskiego garnizonu pozwolenie na wizytę na dworze królewskim w Chinon (znajdujący się aż ponad 500 km od jej miejsca zamieszkania – Domrémy). Decyzja owego dowódcy była spowodowana spełnieniem się słów Joanny, która zapowiedziała przegraną Karola VII (władcy Francji) w trwającej w dniu rozmowy z dowódcą bitwie pod Rouvray. Od tego momentu jej życie coraz szybciej nabierało tempa…

●       Dla zrozumienia dalszych losów omawianej świętej, musimy zrozumieć to co się działo z Francją w czasie jej życia, a tym samym z jej rodzinnymi stronami. Mianowicie pochodziła ona z Domrémy – wsi leżącej w księstwie Bar na północno-wschodnim skrawku terytorium Francji, który cały czas pozostawał wierny koronie. Specyfika rejonu, z którego się wywodzi, w dość dużym stopniu przełożyła się na jej dalsze losy, jako że w czasach Joanny był on całkowicie otoczony przez wrogie Francji księstwo Burgundii – sojusznika Anglii. Oznaczało to, że kraina ta była wielokrotnie najeżdżana przez wrogów królestwa, czego doświadczała również rodzinna miejscowość omawianej postaci. Ten stan rzeczy wynikał oczywiście ze słabości Francji, która podczas trwającej wojny stuletniej mocno ucierpiała, co dobrze widać na załączonej poniżej grafice, przedstawiającej mapę Francji i „okolic”.

Mapa Francji / zdjęcie: wikipedia

Błyskawiczne dojrzewanie

         Z Domrémy Joanna wyruszyła pod eskortą w długą podróż. Ten moment stanowił początek zmian w jej osobie, ponieważ to wtedy postanowiła ściąć włosy i założyć męskie spodnie, co wtedy było nie lada „wyczynem”, jako że było to złamaniem pewnego obyczaju. Towarzyszące jej w podróży osoby były pod wrażeniem odwagi tej młodej chłopki, z którą przez 11 dni przemierzali konno tereny zajęte przez wroga. Ostatecznie udało im się bezpiecznie dotrzeć do Chinon. Karol VII był zaintrygowany wiadomością o chłopce, która działając w imieniu Boga miała wspomóc niepewny jutra kraj, jak i samego monarchę, który miał spore problemy m.in. z legitymizacją swojej władzy. W czasie, kiedy Joanna przybyła na dwór władcy sytuacja w głównym punkcie francuskiego oporu – Orleanie – stawała się coraz trudniejsza. Miasto ledwo opierało się przed potężnymi najeźdźcami, którzy próbowali domknąć pętlę wokół obleganego miasta. Zdobycie go oznaczałoby dla Francji jeszcze głębsze pogorszenie i tak już fatalnej sytuacji. Jak widać w tak dramatycznych okolicznościach i po tak wielu bitewnych upokorzeniach Francję mógł ocalić już tylko cud, który to Karol VII upatrywał w Joannie. Nie obyło się oczywiście bez dużego sceptycyzmu do jej osoby ze strony króla, który logicznie rzecz biorąc nie mógł zdać się na prostą chłopkę kompletnie bez doświadczenia wojennego. Mimo tych wszystkich przeciwności Joanna zdołała przekonać władcę podczas prywatnej rozmowy, jednak jak to zrobiła, co przekonało monarchę? Tego raczej się już nie dowiemy. Abstrahując od dalszych rozważań w tym temacie, na pewno przyniosły one skutek – Joanna została mianowana dowódcą armii. To z pewnością musiało wszystkich zszokować, choć przysporzyło to jej również przyjaciół, co było spowodowane uwierzeniem w misję Joanny. Wszyscy się później przekonali, że ten „promyk nadziei” przerodził się w coś więcej, a mianowicie w niepodległą, silną Francję, która pomimo wielu przeciwności powstała z kolan. Zanim to jednak nastąpiło Joanna ruszyła w stronę obleganego Orleanu na pomoc wycieńczonym obrońcom. Na początku maja 1429 r. dotarła ona wraz ze swym wojskiem na miejsce, gdzie od początku postawiła na taktykę agresywnych i ryzykownych ataków na angielskie twierdze. Na tym polu również się wyróżniała, jako że inni francuscy dowódcy byli raczej stonowani i ostrożni, co też nie może nas dziwić, ponieważ każdy błąd (a więc ryzykowne posunięcie) na polu bitwy mógł skutkować zdziesiątkowaniem i tak już nadwyrężonej wieloma porażkami armii. Wbrew obawom wielu możnych taktyka Joanny przyniosła jednak wyborne efekty, które zaowocowały zdobyciem wszystkich fortec Anglików, a tym samym wyparciem ich spod tak długo obleganego przez nich Orleanu. Udało jej się to dzięki ogromnemu młodzieńczemu zapałowi, odwadze, inteligencji i waleczności, której ogromny pokaz szczególnie dała podczas ataku na największą twierdzę Anglików, zwaną les Tourells. W trakcie forsowania jej murów Joanna została trafiona z łuku w okolicę szyi. Dodatkowym czynnikiem, o którym należy pamiętać jest fakt, że zbroja i miecz, z którymi forsowała ona mury, były niezwykle ciężkie, a szczególnie dla tak młodej dziewczyny. Pomimo tych wszystkich trudności zdołała ona jednak wstać i ponownie ruszyć do boju. I tu leży sedno siły Joanny: stanowiła ona ogromny żywioł nadziei, który wlał się w serca Francuzów i dał im moc, parafrazując pewną sentencję, do przenoszenia granic. Miała też swój wkład w powstanie idei narodu francuskiego i przez to była później obiektem walki ze strony sił rewolucyjnej lewicy, która chciała zawłaszczyć i zeświecczyć symbol Dziewicy Orleańskiej. Jest to jednak temat na zupełnie inny artykuł… Wracając, po zwycięstwie pod Orleanem ostatecznie przekonała do siebie przede wszystkim wyższe stany, choć to nie był koniec jej wielkich czynów.

/ pinterest

Chcąc kontynuować walkę, mimo wyraźnej bliskości Paryża względem Orleanu, Joanna przekonała Karola VII do ruszenia na Reims, leżącego w przybliżeniu 2 razy dalej od Paryża. Skąd taka niespodziewana decyzja? Otóż zgodnie z Bożym planem Karol miał zostać koronowany, a miejscem tradycyjnych koronacji królów francuskich było właśnie miasto Reims. Swoją ofensywną kampanię Joanna rozpoczęła już w miesiąc po obronie Orleanu. Potrwała ona około miesiąca i oczywiście zakończyła się mniej lub bardziej nieoczekiwanym zwycięstwem, a i tym razem nie obyło się bez cudownych zdarzeń. Jednym z nich było to w trakcie bitwy pod Jargeau, gdzie Joanna d’Arc została trafiona kamienną kulą armatnią w swój hełm podczas wspinaczki po drabinie na mury. Jak to się stało, że przeżyła? Tego nie wiemy, jednak dla świadków tej sytuacji było jasne, że tylko cudowna interwencja Boga uratowała ją od pewnej śmierci. Wracając, moment koronacji był tak naprawdę szczytowym momentem Joanny, która rzecz jasna towarzyszyła przy tym Karolowi VII. Mimo tych wszystkich zasług Dziewicy Orleańskiej, już koronowany monarcha zaczął ją od siebie oddalać. Działo się tak ze względu na bardzo silną pozycję Joanny, która była bardziej rozchwytywaną postacią od króla i musiano coraz bardziej się z nią liczyć, mimo że sama nigdy nie nadużyła swoich wpływów. Karol odsunął ją od dworu, choć to było tylko czasowe działanie. Nie mógł przecież tak bardzo ograniczać bohaterki całego królestwa i to bez powodu. Na skutek tego monarcha chciał wyczekać i wykorzystać jej błąd i to mu się w końcu udało. Joanna poruszona ponownie głosami postanowiła wyruszyć z wiernym jej wojskiem na Paryż. Jej atak był spowodowany też tym, że nie wierzyła ona w słowo władcy Burgundii, który obiecał w rozejmie zwrócić to miasto w określonym terminie. Miała oczywiście rację, ponieważ książę burgundzki wykorzystał ten czas do fortyfikacji Paryża. Owa ofensywa zakończyła się jednak klęską, ponieważ król nie wsparł jej w walce, burząc przy tym most, którym mogła zostać przeprowadzona odsiecz.

/ Gość Niedzielny

Pojmanie

         Przez następne miesiące przełomu 1429 i 1430 r. poza drobnymi potyczkami Joanna nie prowadziła żadnych innych działań wojennych, rzecz jasna z powodu zimy. Na wiosnę postanowiła jednak wyruszyć do Compiègne, aby obronić to miasto przed oblężeniem ze strony Anglików i Burgundczyków. Tam zmysł strategiczny Joanny d’Arc tym razem ją zawiódł. Przez lekkomyślną potyczkę doprowadziła ona do zdobycia miasta, przez co musiała zarządzić odwrót. Czyniąc to wzięła na siebie ciężar odpowiedzialności i chciała honorowo opuścić pole bitwy jako ostatnia, niczym kapitan statku. Podobnie jak wspomniany kapitan, tak i Joanna była zmuszona przypłacić za swój czyn jeszcze wysoką, choć nie najwyższą cenę – została schwytana. Mogła mieć jednak nadzieję na to, że zostanie wykupiona z niewoli, ale jak się później okazało jej nadzieje były płonne. Jej król, który tak wiele jej zawdzięczał, a jednocześnie którego tak bardzo kochała sprzedał ją, otrzymując w zamian jedynie judaszowe srebrniki o wartości politycznej.

Proces Joanny d’Arc

         Początkowo Dziewica Orleańska więziona była w wieży w Vermandois. Z pobytem w niej związany jest kolejny cud; Joanna wyskoczyła z wieży z wysokości ok. 21 m nad ziemią i spadła do suchej fosy. Mimo to zdołała przeżyć, a nawet wyjść z tego bez żadnych obrażeń! Niestety na niewiele się to zdało, jako że Joanna i tak została złapana i przeniesiono ją do więzienia w Arras. W tym czasie Anglia wykupiła ją od Burgundii i w ten sposób rozpoczął się jej proces o herezję. Poruszając ten temat natrafimy dość często na opinię, jakoby to Kościół stał za tym okropnym procederem, a potem ukazał swoją „hipokryzję” wynosząc ją na ołtarze kilkaset lat później. Trzeba jednak sobie zdać sprawę, że w średniowieczu w zasadzie nie istniał podział na sferę profanum i sacrum, a na pewno był on niezwykle zatarty. Wtedy praktycznie wszystko było ze sobą powiązane, co widać po wielkiej ilości duchownych, którzy zaistnieli chociażby w polityce, czy też władców, którzy w życiu i w prawodawstwie działali w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi. To właśnie ścisłe, średniowieczne sprzężenie owych sfer dobrze widać w procesie Joanny. Głównymi postaciami, które odegrały największą rolę w tym oskarżeniu Joanny byli Pierre Cauchon i Henry Beaufort. Pierwszy był co prawda francuzem, lecz zarazem stronnikiem jednego z angielskich książąt oraz Burgundii. Drugi z nich to angielski kardynał, który był zaangażowany w politykę rzecz jasna po stronie swojego ojczystego kraju. Ta cała farsa była spowodowana oczywiście legendą chłopki-wojowniczki, która zwyciężyła tak wielką armię – ten symbol bardzo bolał Anglików. Ponadto zakładano, że skoro to Joanna stoi za koronacją Karola VII, to udowodnienie jej herezji stanowiłoby swego rodzaju „podkopanie” legalności tej koronacji, jak i samego autorytetu władzy francuskiej. Już po przedstawieniu tła schwytania i późniejszego procesu Dziewicy Orleańskiej widać dobrze czym kierowali się „pomysłodawcy” tego procederu, a na pewno nie była to chęć merytorycznego udowodnienia, bądź odrzucenia bycia heretykiem przez Joannę. I tutaj robi się zarazem dosyć ponuro, jak i ciekawie ze względu na ogromną ilość „błędów” i wypaczeń w porównaniu do prawdziwie rzetelnego procesu inkwizycyjnego. Zacznijmy od tego, że podjęcia się tego procesu odmówił główny francuski inkwizytor, który przewidział jego obrzydliwy przebieg. Przez to prowadzący postępowanie biskup Cauchon (który swoją drogą nie czynił tego za darmo) nie miał odpowiednich kompetencji do jego prowadzenia. Co prawda pewni duchowni (w tym inkwizytorzy) służyli w czasie postępowania, jednak wielu z nich było do tego przymuszanych. Sama Joanna została z kolei osadzona w więzieniu wojskowym, a nie, jak to ma miejsce w normalnym procesie, w więzieniu kościelnym. Odmawiano jej także dostępu do radcy prawnego, czym łamano prawo kościelne. Ponadto jej strażnicy byli zwykłymi wojskowymi żołdakami, co mogło skończyć się zgwałceniem Joanny, przez co, aby się ochronić, zmuszona była zakładać, tak jak to miało miejsce podczas działań wojennych, męskie spodnie. W czasie przesłuchań odmawiano jej także dostępu do radcy prawnego, czym łamano prawo kościelne. Warto też wymienić na tej liście nieprawidłowości choćby fałszowanie samego procesu, np. po przez zmienianie zapisów w protokole sprawy, co potwierdziło w swych zeznaniach kilku funkcjonariuszy sądowych. Joannę przesłuchiwano też w większości przy wrogich jej osobach, co z pewnością stanowiło problem dla niej, jak i dla prawidłowości samego procesu. Wydawało by się więc, że ta prosta chłopka powinna łatwo ulec wykształconym i doświadczonym procesorom. W historii Joanny pozory jednak mylą nader często… Tak też było i tym razem. Joanna popisała się swoim bystrym i inteligentnym umysłem, który potrafił wybrnąć nawet z największych procesowych pułapek oskarżycieli, którzy w ten sposób pragnęli jej zguby. Najsłynniejszy zapis z protokołu dotyczy podchwytliwego pytania zadanego Joannie. Zapytano ją czy jest pewna, że jest w stanie łaski Bożej, która daje zbawienie. Umysłowa pułapka w tym pytaniu skutkuje tym, że odpowiedź twierdząca byłaby popisem buty i arogancji, bo przecież nikt nie może być pewny, że jest w takim stanie. Z kolei odpowiedź przecząca stanowiłaby dowód na to, że zbawcza misja Joanny jest co najmniej wątpliwa, o ile nie fałszywa. Zdołała jednak z tego wybornie wybrnąć mówiąc: „Jeżeli nie jestem [w stanie łaski – przyp. aut.], Bóg może mi jej udzielić, a jeżeli jestem, Bóg może mnie w niej utrzymać”. Pomimo męczących przesłuchań ciągnących się tygodniami Joanna się nie poddawała. Jej dodatkowym atutem był dar mówienia z wiarą i przekonaniem, który „udzielał się” osobom będącym na rozprawie (mimo, że, tak jak wspominano, nie byli oni jej stronnikami, a wręcz przeciwnie). Pierre Cauchon widząc to postanowił przesłuchiwać Dziewicę Orleańską bez publiczności, a jedynie z oskarżycielami. Francuski biskup postanowił więc walczyć z nią nie na argumenty, z czym radziła sobie wybornie, lecz na wyczerpanie. Dzień po dniu była zmuszona odpowiadać na nieskończoną ilość pytań, które zadawano jej wielokrotnie. Ta młoda dziewczyna była zastraszana torturami, cierpiała głód, a także była przemęczona ciągłym przesiadywaniem w celi, odpowiadaniem na pytania oraz brakiem odpowiedniej ilości snu. To wszystko spowodowało, że Joanna znalazła się na skraju załamania nerwowego. Pod wpływem tak nikczemnych praktyk, które, i to jeszcze w tak młodym wieku, musiała przeżyć, w końcu zaczęła mówić o głosach, które słyszała. Z tego protokołowego źródła właśnie pochodzi wiedza, którą zamieściłem w tym artykule, co jest jednocześnie przekleństwem (ze względu na oczywiste cierpienie Joanny), jak i błogosławieństwem, szczególnie dla nas – katolików. Po 3 miesiącach ogromnych cierpień Joanny, Cauchon zebrał wystarczający materiał dowodowy, który miał potwierdzać jej herezję. Po skazaniu jej pragnął, aby ona sama uczyniła podobnie. Udało mu się to wymusić dzięki oczywistemu lękowi Joanny przed śmiercią na stosie. Ponadto ona nie zdawała sobie sprawy z tego co podpisuje, ponieważ była analfabetką. Skutkiem tej całej sytuacji było co prawda odrzucenie kary śmierci, lecz jednocześnie nałożenie kary dożywotniego więzienia. Podpisując ten dokument Joanna mniej lub bardziej świadomie wyparła się głosów, które słyszała. Wspomniani na początku tekstu święci zresztą sami jej to oznajmili mówiąc, że źle postąpiła. Z tego powodu miała duże wyrzuty sumienia i poczucie zawiedzenia Samego Boga. Uważała swój czyn za wielki błąd, który jednak postanowiła naprawić – w ciągu paru dni odwołała swoją wcześniejszą deklarację i pogodziła się ze śmiercią na stosie. W tym końcowym momencie trzeba zauważyć, że przez ten cały czas król Francji Karol VII nie zrobił nic (a na pewno nic konkretnego) w celu uratowania Joanny. Dlaczego zależało mu na jej śmierci? Być może osłabiała jego legitymację do sprawowania władzy, była „niewygodna”, a zapewne i to i to. W każdym razie zachowanie francuskiego monarchy było niezwykle podłe i niewdzięczne, zwłaszcza że Joanna w żadnym momencie swojej wojskowej służby nie pragnęła niczego szczególnego dla niej samej, rzecz jasna poza dowództwem nad wojskiem, co jak już omówiłem wcześniej wykonywała wybornie.

Przesłuchanie Joanny / histmag.org

Egzekucja Dziewicy Orleańskiej

         30. maja 1431 r. nastąpiła śmierć Joanny d’Arc. Rankiem przystąpiła do spowiedzi świętej oraz przyjęła sakrament Eucharystii. Około godziny 9 już zdążono ułożyć wysoki stos, do którego przywiązano Joannę. Cauchon, którego duma została najpewniej urażona, przygotował w odwecie dla Joanny tak wielki stos, aby dłużej musiała znosić swoje męki. Po wysłuchaniu wyroku Joanna zamiast odpłacić swemu oprawcy np. złym słowem, postanowiła, niczym Jezus, wybaczyć mu i innym jej nieprzyjaciołom. Prosiła także obecnych na egzekucji ludzi, aby się za nią modlili i publicznie potwierdziła Boskie pochodzenie jej widzeń. Zginęła w płomieniach, ciągle wymawiając przy tym imię Jezusa. Mimo chwilowego odpuszczenia swych ideałów, Joanna, może i nawet szczególnie po swojej tragicznej śmierci, została otoczona wielką czcią. Tą wyjątkową aurę, jaka była wokół Dziewicy Orleańskiej, odczuł na własnej skórze chociażby jej kat, który po tej egzekucji bardzo bał się, że zostanie potępiony. Anglicy jednak przewidzieli rozwój tej wielkiej, mistycznej aury nad Joanną, dlatego postanowili zebrać pozostałe po niej zwęglone szczątki i pokazali je na widoku publicznym, aby rozwiać wszelkie wątpliwości związane z jej śmiercią. Po tym wątpliwej jakości „pokazie” szczątki Joanny zostały ponownie spalone, aby jeszcze bardziej zmniejszyć szansę na gromadzenie jej (co potwierdziło się kilkaset lat później) relikwii. Następnie popioły wyrzucono do Sekwany, co ostatecznie przypieczętowało „sukces” Anglików.

Joanna na stosie / ciekawostkihistoryczne.pl

Rewizja procesu

         Rehabilitacja Joanny miała miejsce dopiero po zakończeniu wojny stuletniej. Na wniosek inkwizytora generalnego i matki Joanny – Isabelle Romée – papież Kalikst III zatwierdził rozpoczęcie postępowania, znanego także jako „proces unieważniający”. Celem tej sprawy było zbadanie zgodności procesu i wyroku potępiających Joannę d’Arc z prawem kanonicznym. Po wielu latach i przy zaangażowaniu duchowieństwa z całej Europy w końcu udało się należycie zbadać sprawę, wysłuchując przy tym zeznań 115 świadków. Wszystkie te zmagania teologów przyniosły skutek w postaci ostatecznego podsumowania generalnego inkwizytora, który sporządził je w połowie 1456 r. Opisuje w nim Joannę jako męczennicę, a jej oskarżyciela – Pierre’a Cauchon – obwinia za skazanie niewinnej kobiety w akcie zemsty i oskarża go o herezję. Ostatecznie owy kościelny trybunał orzekł niewinność Joanny d’Arc 7 lipca 1456 r.

Puenta

         O to życiorys wspaniałej świętej – Joanny d’Arc. Wydaje się, że autor opisał tak wiele o Joannie, że już dużej nie ma sensu, że temat jest już wyczerpany. I tak i nie. Na pewno rola autora w tym momencie się już raczej zakończyła, ale zaczyna się inna, żywsza – sz. Czytelników. Autor żywi nadzieję, że pamięć o tej niezwykłej kobiecie będzie dla Czytelników pewną teczką w prywatnej biblioteczce, do której będą ciągle wracać. My ludzie lubimy się zwracać ku Bogu pośrednio przez osoby, do których jest nam „po ludzku” bliżej, np. do Maryji. Niech i Joanna dołączy do tego wspaniałego grona wielkich ludzi, a konkretniej rzecz biorąc kobiet. Niech stanowi ona przykład poczciwej, dobrej, a kiedy przyjdzie moment to odważnej i walecznej, a wreszcie świętej osobistości, która zaufała Panu Bogu wbrew wszelkim zwyczajom, czy stereotypom, które przezwyciężała prostą, ale wielce gorliwą wiarą. Spróbujmy choć chwycić te góry, które, jak widać, możemy wspomożeni Bożą łaską, bezpardonowo przenosić. Amen

Pozdrawiam sz. Czytelników! Z Panem Bogiem!

Rafał Bartosiewicz

Źródła:
https://www.youtube.com/watch?v=gk6c3-Rg5R8
pl.wikipedia.org

Social Network Widget by Acurax Small Business Website Designers