Historia i Kultura

Dzieło Konstytucji Trzeciego Maja – pożywka dla teorii spiskowych? Atmosfera polityczna i moralne uwarunkowania czasów stanisławowskich

Po wielu latach upadków i sukcesów narodowych, z perspektywy tego ogromu czasu – wobec dzieła konstytucyjnego stawiane są nowe pytania, mnożą się teorie historii alternatywnej, ogrom tekstów źródłowych daje poczucie złudnej kontroli nad interpretacją epoki. Im więcej jednak zagłębiamy się w tą niełatwą historię końcówki XVIII wieku tym większe trudności napotykamy.
Czy Konstytucja – pierwsza w Europie a druga na świecie, była krokiem w dobrą stronę?


Niektórzy miłośnicy gdybizmów wysuwają tezę o tym, że należało utrzymać Radę Nieustającą pod auspicjami posłów moskiewskich argumentując to kalkulacją skuteczności – i tak Rada Nieustająca ustanowiona na Sejmie Grodzieńskim czyli sejmie rozbiorowym w 1773 roku dała nam pierwszy od wieku chyba, stabilny rząd z bardzo dokładnie określonym podziałem ról i zadań. Pomimo tego, że był narzucony przemocą i każde obrady musiały być wcześniej projektowane z rosyjskim ambasadorem Stackelbergiem co przyprawiało naszego króla o bóle głowy, udało się przez te kilkanaście lat stworzyć względnie, bo nie spektakularnie, stały organ odgruzowujący Rzeczpospolitą ze szkodliwych naleciałości. Sejmy przestały być poletkiem do magnackich popisów i cyrkiem wiecznie niezadowolonych ,,zrywaczy” – przypomnijmy, że od czasów pierwszego Wettyna żaden sejm nie doszedł do skutku, a wypady Augusta III do Grodna były li tylko czystymi wycieczkami krajoznawczymi lub też, dobrą sposobnością do polowań na zwierzynę w którą bogate były litewskie puszcze.
Pomimo również tego, że władza królewska została na tym sejmie drastycznie umniejszona poprzez odebranie monarsze wielu prerogatyw – zadziwiająco umiejętnie Stanisław radził sobie z wszelkimi trudnościami bycia słabiej słyszalnym na tronie.
Wadził się król często ze Stackelbergiem, np. w sprawie uzdrowienia handlu polsko-tureckiego, którą to zniszczyły wcześniejsze narzucone przez Rosję ograniczenia. Podczas tych lat względnego spokoju, który okupiony był, jak zapominają malkontenci, stagnacją w ważniejszych obszarach – odrzucono próbę kompleksowego skodyfikowania prawa w sprawie chłopów i kleru. Z chłopów Andrzej Zamoyski postulował zdjąć poddaństwo, zapewnić im ochronę rządową, uregulować kwestie prawa karnego oraz zapewnić stosunki kontraktowe z dworami.
Gorzej przedstawiała się wizja dotycząca kleru – Zamoyski chciał ograniczenia wpływu stolicy apostolskiej w polskim kościele i nałożenia na tąż warstwę społeczną obowiązków administracyjno-oświatowych – na to nie mógł się zgodzić nuncjusz Archetti, który pospołu ze Stackelbergiem przekupiwszy posłów, w atmosferze świętego oburzenia doprowadził do odrzucenia projektu bez czytania, na sejmie w październiku 1780 roku.

Nawiązując do intencji Zamoyskiego, największym problemem trawiącym czasy stanisławowskie, wydaje się, z dzisiejszej perspektywy, kwestia poziomu moralnego ówczesnych elit.
Skomplikowana sytuacja etyczna, która wiązała się w tamtych czasach z prymatem popularnych prądów racjonalistycznych i libertyńskich, z upadkiem zakonów i niejednoznaczną postawą Stolicy Apostolskiej wobec gwałtów jakiego dokonywały na europejskich przymierzach absolutystyczne mocarstwa– doprowadziły do straszliwej atrofii życia duchowego warstw inteligenckich, nie tylko w Polsce. Jeśli dzisiaj rozumiemy, że patriotą i katolikiem jest osoba która wierzy w dogmaty wiary chrystusowej przestrzegając wszystkich jej przykazań i osoba która ponad swój własny interes stawia interes narodowy to w ówczesnej perspektywie nie było w ogóle mowy o takim porządkowaniu pojęć i idei.
Zarówno wśród członków partii nazywanej wtedy ,,stronnictwem patriotycznym” jak i w partii hetmańskiej, wymieniając również stronnictwo dworskie i samego króla naturalną praktyką było uważanie wiary katolickiej za podstawę istnienia państwa przy jednoczesnym, czynnym uczestnictwie w życiu wielkich lóż masońskich. To duchowe rozdwojenie jaźni, przyczyniało się do wielu nieszczęść RON, które możemy dostrzec chociażby w pojawieniu się na arenie wypadków krajowych – Konfederacji Barskiej. Oczywiście zjawisko to było tyglem wielu innych nakładających się na siebie, nierozwiązanych wcześniej i nie wyklarowanych aspektów, jednak moralny pryzmat najlepiej pozwala dostrzec problematykę ówczesnego podziału na obozy pozornie patriotyczne i pozornie antypolskie. Niechęć do jakichkolwiek reform, była wynikiem braku jakiejkolwiek innej perspektywy – przez niemal stulecie od śmierci Jana III, nie było w Polsce ani silnej władzy królewskiej, ani sejmowej, ani Kościół nie występował jako nauczyciel i pogromca duchowego chaosu wśród szlachty – która stanowiła właściwie podstawę państwowości (nikt o chłopach i mieszczanach wtedy nie myślał). Duchowieństwo ze strachu przed magnacką zemstą za ,,czelność pouczania”, przestało zajmować się kształtowaniem moralnych postaw, zadowalając się wierzchnią warstwą posługi w postaci kultywowania tradycji.
Trwając w tej ułudzie życia ,,zgodnego z tradycyjami świętej wiary Chrystusowej” polegającej właściwie na jej wypaczeniu, opierając się na społecznym kulcie maryjnym zwolennicy ,,złotej wolności” deklarowali nienawiść do przemocowej Rosji, niestety łącząc fakty w bardzo ułomnych sylogizmach : jeśli Rosja nam zabiera wolność, to obalmy króla wybranego pod jej auspicjami → jeśli nie Rosja, to Francja i Turcja → jeśli reformy w nowym rządzie chcą zniesienia liberum veto, to zniszczmy wszystkie reformy → jeśli nie możemy mieć dobrego polskiego króla, to sięgnijmy po króla z dynastii najbliższej historycznie, Wettyna (nieważne że będzie takim samym szkodnikiem jak poprzednicy i gorszym po stokroć niż stolnik litewski). Na takich sylogizmach opiera się też dzisiaj brać od historii alternatywnej.

Dzisiaj z braku innych mogących istnieć wtedy odniesień oczywiście Konfederację Barską przeciwstawiamy Targowicy, jest to słuszne w tej warstwie, że intencja główna Konfederatów – uwolnienie się spod władzy despotycznej – wydawała się w stosunku do machiawelicznych i czysto prywatnych pobudek targowiczan, zdecydowanie prawomyślna. Była uważana za pierwsze powstanie w obronie niepodległości – nie miejmy tego za złe ówczesnym. Innych odniesień utrzymujących w narodzie poczucie tożsamości, nie było.
Interpretując zatem dzieło sejmu wielkiego musimy brać pod uwagę wszystkie wynikające z atmosfery moralnej tamtych czasów reperkusje, które odbiły piętno również na przyszłej epoce romantyzmu.

Król był osamotniony w swojej wizji uczynienia Polski wolną. Jego intencji nie rozumiała stara szlachecka, sarmacka Polska, której on sam się brzydził wspominając z antypatią ,,uzbrojonych Radziwiłłów w sobolich kołpakach, zawsze nastawionych na rozróbę”, nie rozumiała opcja hetmańska, która w postaci Szczęsnego nie wyobrażała sobie w ogóle króla z silną władzą na tronie mając na uwadze raczej utrzymanie prywatnych folwarków magnackich a nie zintegrowanego organizmu państwowego; początkowo wujowska partia króla zwana ,,Familią” podstawiała mu nogi na każdym kroku, kierując się jedynie swoim własnym interesem jako niedoszła rodzina królewska.

Wszystkie reformy wprowadzano z mozołem, handel utrudniały nam niemiłosiernie Prusy i Austria (eksport wiślany), opieraliśmy się głównie na rolnictwie, chociaż w kraju działały z ogromną pompą manufaktury których głównym twórcą był osławiony starosta grodzieński i zarządca dóbr królewskich na Litwie – Antoni Tyzenhauz . Niestety nadużycia, zapożyczanie się, w ostateczności niewypłacalność faktorii i naciski ze strony Stackelberga na zdymisjonowanie starosty, zakończyły epokę szybkiego rozwoju gospodarczego tej części RON.

W 1787 roku odbył się zjazd w Kaniowie, który okazał się całkowitą stratą czasu i kompletną porażką dla króla Stanisława – król ponad pół roku czekał na Katarzynę na rubieżach Rzeczpospolitej zanim rozpustna matrona raczyła się ukazać w okazałej flotylli na wodach Dniepru.
Wszyscy króla kokietowali, łącznie z cesarzem Józefem II z którym również doszło do spotkania, a ze starań o zgodę na reformy nic nie wyszło. Caryca nie miała zamiaru przyczyniać się do emancypacji polskiego monarchy ani do wzmocnienia się Rzeczpospolitej jako odrębnego bytu.


Plersch-Odjazd Katarzyny II z Kaniowa w 1787 roku


Król wykorzystał dogodną okazję jaką był wybuch wojny rosyjsko – tureckiej a później rosyjsko – szwedzkiej. Zajęta walką na dwa fronty Katarzyna nie miała czasu na dokładne monitorowanie postępu prac sejmowych w Rzeczpospolitej. Wszystkie rosyjskie siły prawie, zostały rzucone na basen Morza Czarnego. Nieszczęściem, było nasze położenie geopolityczne i dwulicowa polityka Fryderyka Wielkiego, który po mistrzowsku wykorzystywał nas w swojej grze przeciw Rosji, aby potem, znów jej podać rękę ponad naszymi głowami. Pytanie tylko, czy mogliśmy w tej sytuacji zrobić coś innego?

Przykrym na pewno jest fakt, że nad losem włościan pochylano się nie dlatego, że był to obowiązek chrześcijański, ale dlatego, że czytano Jana Jakuba Rousseau – przynajmniej z takiej inspiracji pisał swoje Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego – Stanisław Staszic. Roztoczenie opieki rządowej nad chłopami, przydanie im częściowo własności użytkowej ziemi były pierwszymi oznakami uznania tego stanu za część składową NARODU. Mimo, że ustawy związane z chłopstwem nie były jakieś spektakularne, to Konstytucja nadawała podmiotowość rzeszom ludu wiejskiego. Podmiotowość ta potem miała się najpiękniej uwidocznić złotym napisem na sztandarze kosynierów: ,,Żywią i bronią”.
Mieszczanie w końcu dopuszczeni zostali do prawodawstwa w Polsce, chociaż związanego li tylko z losem miast. Niestety wygrały masońskie poglądy Kołłątaja w sprawie żydowskiej – zamiast ukrócić ich prawie niczym nieograniczone przywileje handlowe, wpuszczono tę masę w ogromnej liczbie na Aleje Jerozolimskie skąd do czasów II Rzeczpospolitej trudno było ich już delikatnie wyprosić.
Sam król był za ,,reformą życia żydów w Polsce”, jednocześnie wiedział że winni są podburzania ukraińskich chłopów przeciw ,,łacińskim panom”(koliszczyzna). Król, wbrew pozorom był człowiekiem o ogromnej wiedzy na temat stanu społecznego Polski, i wpływie jaki różne grupy wywierały na kształt polskiej gospodarki, nie uchroniło go to jednak od naiwnej wiary w to, że Żydów da się w Polsce zasymilować, co miało dać skutki niejednoznaczne w czasach pierwszych sejmów po odzyskaniu niepodległości. Założenie piękne i szlachetne – unarodowić i pozwolić pomnażać majątek, co z tego wynikło, to już inny temat.

Niestety nawet ze 100 tysięcznym wojskiem (co zostało przegłosowane na sejmie) trudno byłoby nam wtenczas obronić naszą niepodległość, można jedynie żałować, że już wtedy Napoleon nie poprowadził swojej kampanii przeciw Prusom. Aby zdusić zapędy Rosji, należało najpierw zdusić zapędy cynicznego, wielkiego nihilisty – Fryderyka. Łudziliśmy się sojuszem.


Głównym umysłem pracującym nad redakcją propozycji reform, które sporządził Ignacy Potocki, był nie kto inny jak król Stanisław August. Nad kształtem Konstytucji pracowali również Niemcewicz, Piatolli – ksiądz…mason (głównie on), Józef Weysenhoff i inni zaufani ,,przyjaciele reform”. I tu pojawia się główny argument przeciwko Konstytucji 3 Maja – toż to wszyscy masoni! Boga w sercu nie mieli! Muszę wszystkich rozczarować, ale ówcześnie masonem ze stanu szlacheckiego nie był chyba tylko biskup kamieniecki Adam Krasiński – przywódca Konfederacji Barskiej (również większość pomniejszej szlachty barskiej nie miała ciągot do wolnomularstwa). Tak jak już wspomniałam na początku, duchowość katolicka w czasach Stanisława była zaburzona przez wiele różnych czynników, głównie ,,modowych” – w tym wchodzenie w zażyłe relacje duchowieństwa z oświeceniowymi filozofami, artystami, szeroko pojętymi ludźmi epoki. Zanikła czysta reguła zakonna na wzór średniowieczny. Pobłażliwe traktowanie grzechu nawet wśród duchowieństwa nie było wtedy niestety niczym odstręczającym od wiary, wręcz przeciwnie, lepiej królowi rozmawiać ze światłym wolnomularzem niż grzmiącym o mękach czyśćcowych pokornym sługą bożym. Nie kojarzy nam się to z dzisiejszym rozluźnionym życiem duchowym wśród osób konsekrowanych?
Czy jednak mamy negować całe dobro wynikające z uchwalenia tej Konstytucji która dała nam nadzieję na zbudowanie po raz kolejny być może wielkości Rzeczpospolitej Obojga Narodów?
Jeśli owoce były więcej dobre niż złe, czy mamy potępić owoce ze względu na płytką duchowość ich twórców?
Faktem jest, że zapis o świętej wierze katolickiej dodano do artykułów dopiero w końcowym etapie redagowania dokumentu, jednak król w przededniu jego uchwalenia położył rękę na Ewangelii, wypowiedział słowa przysięgi i zaprosił posłów na uroczystą Mszę dziękczynną gdzie zaśpiewano Te Deum.



Również to co zarzuca się konstytucjonalistom – a robią to głównie legaliści, którzy pisują w niektórych ,,prawicowych” gazetkach peany na cześć świętobliwego cara Aleksandra II, to sprawa praworządności uchwalenia Konstytucji. Początkowo data wyznaczona była na 5 maja. Przyjaciele konstytucji” wiedzieli jednak, że warcholskie postacie Rzewuskich i Szczęsnych szykują już swoich rębaczy na uroczystość. Król postanowił więc pod hasłem ,,Snu dobrego obywatela” (tak nazywał król projekt reform przez siebie zredagowanych) przenieść dzień uchwalenia na 3 maja. Niestety przy okazji wygadał się o tym damom na dworze oraz Mniszchowi, który to nie miał oporów przed podaniem informacji dalej, aż dotarły do Bułhakowa – rosyjskiego ambasadora w Warszawie.
Natychmiast zostały z obozu hetmańskiego rozesłane po Polsce odezwy, że król wraz z rządem chce ,,wolności najświętsze zgubić”. Warcholstwo spod znaku protegowanych carycy zostało, w granicach rozsądku, ustawione do pionu podczas czytania uchwały. Gdyby nie ta przezorność obozu królewskiego już sam sejm zostałby zakrzyczany i cały czteroletni wysiłek poszedłby na marne.

Nie udało się wygrać niesprawiedliwej wojny wszczętej przez egoistyczne, niemoralne mocarstwa. Konstytucja była probierzem szlacheckich intencji – dziesięciolecia ,,złotej wolności”, która doprowadziła do magnackiej samowoli, przeszły do historii. Rozkład etyki chrześcijańskiej, mimo że dotknął również nasze państwo, nie dotknął, tak jakby mógł, myśli politycznej Poniatowskiego, który był królem – intelektualistą, zdecydowanie nie królem – wojownikiem. Tragiczne losy tego monarchy zostawmy jednak na inną okazję.


Julian Ursyn Niemcewicz tak usprawiedliwia niedoskonałości Konstytucji zachęcając potomnych do jej utrzymywania:


,,(…); lecz ktokolwiek przenieść się zechce w owe czasy, kto zważy, że sama szlachta sejm ten składała, że znaczna jej część zastarzałymi przesądami rządzoną była (…) kto zważy, iż położono zastrzeżenie, że Konstytucja co 25 lat poprawianą być mogła, przyznać powinien, iż sejm 1791 roku w położeniu swoim czyniąc nie, co chciał, lecz co mógł, zostawił następcom swoim sposobność udoskonalenia dzieła swego.”


Canaletto – Ulica Miodowa

Animated Social Media Icons by Acurax Wordpress Development Company